Arkadiusz Kubisiak - Ukarane Miasto - Radomski Czerwiec’76

28 kwietnia - 27 maja 2017


Prezentowane na wystawie prace są uwieńczeniem prawie trzech lat pracy opartej na współpracy fotograf - pisarz. Pokazuje ona ludzi, którzy brali udział w proteście robotniczym w Radomiu 25 czerwca 1976 roku. Dziś, ponad 40. lat po wydarzeniach czerwca możemy zobaczyć jak jedna ważna decyzja udziału w proteście zaważyła na całym ich życiu. Autorzy szukali odpowiedzi na pytanie kim są obecnie, co stracili, czego doświadczyli z czego musieli zrezygnować i co zyskali. Jest to gorzka prawda, ale ktoś przecież musiał opowiedzieć o historii tych ludzi, nie tylko o przebiegu historycznego procesu.
Praca obrazem i słowem prowadzi nas przez historię kilkunastu osób odkrywających bardzo intymne wspomnienia, uczucia i emocje. To niebywały przywilej uczestniczyć w życiu innego człowieka.

 

Historia Radomskiego Czerwca‘76:

W piątek, 25 czerwca 1976 roku robotnicy Radomia, Ursusa, Płocka, Łodzi, Nowego Targu i Grudziądza wyszli na ulice w proteście przeciwko komunistycznej władzy. To nie był zorganizowany protest, nie dojrzała jeszcze myśl o „Solidarności”, nie istniały żadne struktury, jakie mogłyby pokierować olbrzymim, spontanicznym, robotniczym protestem. Nie umawiali się, że wyjdą. Nie umieli się pogodzić z kolejną falą poniżenia. Mięso miało podrożeć o 69 proc. Cukier o 100 proc. Ale nie chodziło przecież ani o cukier, ani o mięso. Chodziło o to, żeby pokazać, że są ludźmi. Że mają marzenia. Mają aspiracje. Że chcą sprawiedliwego i wolnego kraju. Bez strachu. Bez kłamstw w telewizji, bez wyborczego oszustwa i mamienia propagandą sukcesu.

Nie udało im się zmienić nic.

Partia była przygotowana. Choć nie przewidziała, że największe protesty będą miały miejsce w Radomiu. Dlatego nie od razu udało się stłumić protesty. Żeby ściągnąć funkcjonariuszy zaangażowanych w Operację Lato 76 władze musiały zagrać na czas. I Sekretarz KW PZPR Janusz Prokopiak, świadom już, że podwyżki nie mogą być odwołane, okłamał tłum, że decyzje zapadną po godzinie 14. Zyskał czas potrzebny na przegrupowanie jednostek ZOMO do Radomia. Uciekł. Tłum wtargnął do gmachu KW a milicja przystąpiła do brutalnej pacyfikacji demonstracji. Walki trwały do chwili, kiedy władze podjęły decyzję, że odwołują podwyżki. To był pierwszy przypadek w dziejach PRL kiedy komunistyczne władze ustąpiły robotniczym żądaniom.


To nie jest jednak opowieść o wydarzeniach radomskich. To opowieść o ludziach, którzy dostali się w tryby historii. Niektórzy z własnej, nieprzymuszonej woli niesieni pragnieniem żeby im, tym komunistom pokazać że się nie zgadzają na takie życie. Inni przypadkiem, bo byli zbyt młodzi, żeby rozumieć w czym biorą udział. Jeszcze inni wbrew własnej woli schwytani w czasie ulicznej łapanki. I nie jest to historia o nich, którymi byli wtedy. Ale o tym jak ten jeden, upalny czerwcowy dzień przed czterdziestu laty zmienił ich życie. Nie jest łatwa. Jest w niej ból, który nie minął. Jednym dodał sił a innych pchnął w stronę z której nie ma powrotu. W stronę lęku i rezygnacji.

Wszyscy, niezależnie od tego, czy odnieśli osobisty sukces, czy wciąż stoją na schodach na moment przed „ścieżką zdrowia” mówią zgodnie, że największa kara nie spotkała ludzi. Spotkała miasto. Ukarane miasto doczekało się historycznych opracowań. Ale historii tych ludzi nikt przed nami nie zobaczył z tak bliska.


Galeria prac


Powrót