Monika Marchewka - Spisane na straty
Radość to kicz. Nigdy nie można być tak na sto procent szczęśliwym, bo wiesz, że zaraz to się skończy. Jeśli ktoś maluje coś o czystej radości i szczęściu to wiesz, że kłamie. (…)
No tak. Ale czy to znaczy że smutek jest piękniejszy niż radość?
Być może. Nie znam żadnych radosnych obrazów.
To nie jest wystawa o szczęściu, to opowieść o drodze. Jesteśmy świadkami podróży naznaczonej fatalizmem, kluczymy pośród mięsistych, lepkich od wilgoci liści, bez nadziei na dotarcie do celu. To wyprawa "spisana na straty" od pierwszego kroku. To historia smutku, zapis rozczarowania, pamiętnik utraty, stenogram wspomnień, studium oczekiwania, emocjonalny krajobraz po bitwie.
Źródłem każdego obrazu jest "rozstanie". Smutek ścieli się wtedy jak biała, puszysta kołdra, którą można się otulić i odgrodzić od świata, nawet jeśli są nim tylko ascetyczne ściany pustego pokoju. Lepiej nie być wtedy nagim. Melancholia dopada nas zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. A przecież wydawało się, że mamy to już za sobą i wcale nie myślimy o "utraconym"…
Dalej "droga" nieuchronnie prowadzi do "lasu". Las Moniki Marchewki to oniryczne i osobiste do bólu miejsce wypełnione symbolami. Za każdym smukłym drzewem czaić się może podstępne "wspomnienie", gotowe chłostać po twarzy kolczastą akacją. Na nielicznych, wąskich i krętych szlakach walają się porozrzucane, zagubione "przedmioty", niegdyś pełne znaczenia. Z przerośniętych, nabrzmiałych liści w kolorze ciemnej zieleni skapują niespodziewanie krople pełne "słów które padły".
Ten las to uosobienie freudowskiego Unheimlich (Niesamowite). To miejsce, choć doskonale znane, pozostaje obce i tajemnicze. Wzbudza lęk i zachwyt jednocześnie. Pomiędzy pniami drzew, ciężkimi liśćmi filodendronów i paproci, wijącymi się pnączami i ostrymi trawami snuje się mgła tajemnicy. Każdemu krokowi tej emocjonalnej podróży w głąb siebie towarzyszy jednocześnie zachwyt nad mrocznym pięknem scenerii jak i niepewność tego, co można napotkać na swej drodze. W tym lesie noc nigdy się nie kończy. A mimo to delikatna, migotliwa poświata wydobywa z mroków bezbronną nagość spacerującej postaci.
Legenda głosi, że gdzieś tam, pośród najdzikszej gęstwiny rośnie samotny, promieniujący światłem kwiat paproci. Ale może to tylko sprytnie obmyślone kłamstwo, które ma zwodzić wędrowca, by tracił czas na bezowocne poszukiwania? Ten las nie chce pozostać sam. Gdyby zgubił swojego wędrowca, straciłby też własną egzystencję i sens istnienia. Rozmyłby się tak, jakby nigdy nie istniał.
Co kryje się poza granicami lasu? Jaki jest kres tej wędrówki? Z każdym kolejnym krokiem leśną zieleń wypiera wszechogarniająca czerń. Las zamienia się w "morze". Niepewność - w "oczekiwanie na najgorsze".
Ta wystawa nie jest kurtuazyjnym zaproszeniem do wspólnej podróży. Jest okazją do spotkania się naprawdę. Z dużą dozą otwartości a nawet ekshibicjonizmu, artystka pozwala nam śledzić swoje zmagania, mentalną wędrówkę, której szlak wiedzie przez oniryczne lasy i czarne wody mórz nie z tego świata. Widz zostaje osadzony w krępującej roli podglądacza, obserwatora, któremu nie pozwolono na komfort dystansu. Rzucony na głęboką wodę, znajduje się w samym centrum emocjonalnego tygla. Voyeurystyczną relację widz (oglądający) - artystka (podglądana) podkreśla hermetyczna symbolika przedstawionych zdarzeń, przedmiotów, a nawet tytułów obrazów - niezwykle osobista, i nie do rozszyfrowania bez odpowiedniego objaśnienia. Aby naprawdę ją zrozumieć, musimy zostać na chwilę wpuszczeni do umysłu Moniki Marchewki.
To nie jest rola, w której widz czuje się wygodnie. Przyzwyczailiśmy się do tego, że cierpieć należy w samotności. Czujemy dyskomfort, gdy widzimy płacz. Uwiera nas patrzenie na cudze emocje. Nie chcemy być świadkiem porażek. Nie lubimy rozdrapywania nie swoich ran. Żenuje nas bezbronność. Współprzeżywanie czyjegoś bólu i melancholii jest jak owinięcie się wymiętym prześcieradłem, na którym ktoś śpi od miesiąca, pozostawiając swój zapach i ślady fizyczności. W czasach, gdy seks jest na wyciągniecie ręki, to akt podzielenia się smutkiem stał się wyrazem najwyższej formy intymności. Podziwiajmy zatem odwagę Moniki! I… hej! Do zobaczenia na "szlaku"!
Marcin Krajewski
Miejsce wystawy - Dwie Zmiany, Bohaterów Monte Cassino 31, 81-767 Sopot
Powrót

