Małgorzata Szymankiewicz - Postprodukcja
Ilość informacji, którą znaleźć można w sieci jest praktycznie nieograniczona. Wszystko niemal, co istnieje w świecie realnym w ułamku sekundy trafia do Internetu. W erze Photoshopa wszystko też zyskać może swoje drugie oblicze; brzydkie staje się piękne, małe, może okazać się ogromne, rozmyte i zamazane nagle zyskuję doskonałą ostrość. Kategoria oryginalności zostaje podważona w swoich podstawach.
Dla Małgorzaty Szymankiewicz frapujące jest to, że wszystko, co oglądamy w sieci poddawane jest obróbce, bądź wizualnej manipulacji. Odchylenie od pierwowzoru stało się właściwie normą, z którą mało kto już dyskutuje. Niepewny jest więc i status obrazów malarki w kontekście dualnego podziału na obrazy oryginalne, pierwotne, i kopie. Bo na ile obraz artystki stworzony na podstawie tysięcy innych jest oryginalny, a na ile jest zaledwie ich odbiciem? Szymankiewicz jest w tym miejscu nieodrodnym dzieckiem swoich czasów, doskonale odnajdującym się w postauratywnych realiach sztuki współczesnej. Jej obrazy, zbudowane jak klasyczne malarstwo z płótna, blejtramu i farb, powstają na przecięciu świata materialnego i wirtualnego.
Setki tysięcy obejrzanych na ekranie komputera obrazów przetwarzanych zostaje przez nią tak, jak niszczarka do dokumentów pożera zbędne kartki. Efektem tego procesu jest nieforemny kłąb kolorowych ścinków, które tworzą przypadkowe układy. Obserwując te wizualne odpady Szymankiewicz zachowuje się jak dadaiści, którzy z pociętych gazet tworzyli losowo komponowane poematy. Z całej masy powstałych przypadkiem kompozycji artystka wybiera tę, która posłuży za szkic do obrazu. Motyw pasów kolorów, jeden z najbardziej wyeksploatowanych w malarstwie abstrakcyjnym (Daniel Buren, Bridget Riley), powraca tu w na nowo skonceptualizowanej odsłonie.
Powrót

