Magda Franczak, Yael Frank - Lód topnieje, Pani Frankczak /גברת פרנקצ׳ק, הקרח נמס

22 marca - 30 kwietnia 2014


Wystawa inspirowana jest książką Tarjei Vesaasa pod tytułem Pałac lodowy. Spotkanie dwóch artystek w przestrzeni Miejsca Projektów Zachęty - Magdaleny Franczak i Yael Frank - jest tym, co nie wydarzyło się w książce, krokiem naprzód. To wspólny dialog rozpoczęty podczas wymiany rysunków, plików zapełnianego sukcesywnie papieru, wysyłanego pocztą tradycyjną z Lublina do Tel Awiwu i z powrotem.
Wyobrażenie o zamarzniętym jeziorze przybierało coraz gęstszą formę.
Artystki wspólnie wybrały się do Pałacu. Pojawiła się fikcyjna postać - Pani Frankczak - będąca nie tylko zlepkiem nazwisk obydwu artystek, ale też ich wspólnym głosem. (MF / YF)
 
....
czworo oczu błyszczących i lśniących pod osłoną rzęs. cała powierzchnia lustra zajęta. pytanie wyłania się nagle i natychmiast znika. Nie wiem:
płomienne błyski, błyskawica między tobą a mną, między mną a tobą, między mną i tylko tobą - w głąb lustra i z powrotem, i nigdy nie znajdzie się odpowiedź, co to znaczy, nigdy żadnego rozwiązania.
[...]
po bokach drogi ciemności. To coś nie ma kształtu ani imienia, ale ktokolwiek tędy przechodzi, ten czuje, że się wyłania i idzie za plecami krok w krok, niczym rwący potok.
[...]
co to jest? pałac lodowy, ale... Słońce nagle zniknęło. Może zajrzy później w tę przepaść o stromym zboczu, teraz panował w niej lodowaty cień.
[...]
a jednak dostać się doń nie było łatwo. Wiele szczelin wyglądało na otwory, lecz tylko pozornie, Unn jednak nie ustępowała, aż w końcu znalazła szczelinę ociekającą wodą, ale dość szeroką, by się przez nią wcisnąć.
[...]
Można by przypuszczać, że w tej komnacie panuje śmiertelna cisza, a przecież dochodził tu huk wodospadu. Jego szum przenikał warstwy lodu.
Odgłos dzikich igraszek wody, która waląc o głazy podłoża, zamieniała się w białą pianę, tutaj dochodził jako cichy, groźny pomruk.
[...]
„Gdyby można położyć się w tym szumie” — pomyślała. po prostu położyć się i pozwolić niech ją uniesie daleko stąd. Tak daleko, jak sama zechce.
[...]
coś jest w lodzie! Najpierw to coś nie miało kształtu, dopiero kiedy krzyknęła, przybrało postać i błysnęło w górze jako lodowe oko, które patrzyło na nią i hamowało bieg jej myśli. Wyraźnie oko. Kolosalnej wielkości. patrząc zaś na nią, powiększało się coraz więcej, coraz więcej. Było ujęte w lodowąścianę i przepełnione blaskiem.
[...]
Kształt, zarysowany w lodowej ścianie, wiódł taniec po całej sali, blask się wzmagał. Wszystko to, co powinno być w górze, znalazło się na dole — wszystko tu promieniowało światłem. Unn ani razu nie pomyślała, że w tym było coś dziwnego; jest, jak być powinno. chciała spać, była senna, bezwładna, była gotowa.
[...]
coś ogromnego, co trzeba dźwigać samotnie. co musi kryć się najgłębiej, śród tajemnic, które nigdy nie mogą się wymknąć.

fragmenty z: Tarjei Vesaas, Pałac lodowy, Państwowy instytut Wydawniczy, Warszawa 1969

Kuratorka - Magdalena Kardasz


Powrót