Jan Bonawentura Ostrowski - Malarstwo
Zazwyczaj, gdy z czyichś ust pada określenie "malarstwo dekoracyjne", towarzyszy mu nuta lekceważenia. I wtedy trafia mnie lekki szlag. A niby jakie ma być? Oszpecające? Intelektualne? Moralizujące? Od intelektu i moralności jest serce i rozum. Niekoniecznie ściana. Wgniatani w glebę etycznymi dyrektywami, gnębieni polityką i koniecznością świadomego bycia w tym świecie mamy łaknienie otaczania się tym co estetyczne i nie ma w tym nic zbożnego. Nie ma w tym żadnego wstydu. Wstyd nie jest w wyborze gatunku malarstwa. Wstyd jest w wyborze malarstwa, które jest do dupy. Gdy byłem dzieckiem, jak wielu z nas hodowałem rybki. Miałem Bojowniki Syjamskie. Samce prężyły płetwy, rozchylały skrzela i wtedy widać było ich całą krasę. W zależności od tego z której strony padało światło skrzyły się niebywałymi kolorami. Nie dało się powiedzieć jaki mają kolor. Miały całą paletę w sobie, a jednocześnie brzmiało to w wielkiej harmonii. Obrazy Bonawentury, to właśnie harmonia Bojownika Syjamskiego. W czytelnym rysunku, bo przecież jest to malarstwo przedstawiające, pojawia się niezwykle odważny kolor. Bywa, że prosto z tuby, ale zawsze "siedzi". Jakby dla potwierdzenia słuszności własnego przekonania i estetycznego widzenia, Bonawentura maluje inpasto. Masywnie, grubo i potężnie. Używa szpachli, jakby " tynkował" obraz, a nie malował go. A przecież jest w Jego pracach niezwykły wdzięk i delikatność. Nie tylko w temacie i symbolice. Jakby na przekór tym, którzy uciekają od urody obrazu wierząc, że przypochlebiając się brzydocie i nechlujności nie będą posądzeni o sprzyjanie kiczowi, Bonawntura wręcz manifestacyjnie głosi urodę tego świata. Daje do zrozumienia, że to co warte zatrzymania, co godne naszych starań, to piękno. Że świat jest wystarczjąco szpetny, by szpetota stała się normą i wyzierała ze ścian naszych mieszkań. Że zasługujemy na coś lepszego. Na odrobinę urody i tkliwości. I wojuje o to taki orężem, jakim Go Bóg obdarował. Dzielnie, jak Bojownik Syjamski.
Jan Wołek
Powrót

