Gizela Pierzyńska-Bossak
Gizela Pierzyńska-Bossak należała do twórców, którzy nieszczególnie zabiegają o uznanie czy rozgłos. Sztukę traktowała jako rodzaj ekspresji swych stanów wewnętrznych, sposób wyrażania siebie, zapis indywidualnej percepcji świata. Malowała więc zawsze tak, jak chciała. Tworzyła przede wszystkim dla siebie, nie z myślą o konkretnym odbiorcy. Zresztą, z obrazami rozstawała się niechętnie, rzadko je sprzedawała, a jeżeli już, to raczej instytucjom niż osobom prywatnym. Wszystko to spowodowało, że jej prace malarskie prawie nie funkcjonują na aukcjach, nieczęsto można je zobaczyć w prywatnych wnętrzach. Pozostały nierozproszone w istniejącej do dziś pracowni na gdyńskim Grabówku, zachowanej tak, jakby kiedyś jej właścicielka miała tu powrócić. Stoją oparte o ścianę, a obok nich w kącie pod oknem - stolik zastawiony przyborami: blaszanymi puszkami i słoiczkami z pędzlami, szpachlami, paletą oraz farbami, których zapach wciąż jeszcze można wyczuć w pomieszczeniu. Nad stolikiem wiszą, znalezione zapewne nad brzegiem morza, fantazyjny w kształcie konar i lina z pływakami do sieci. Ścianę między oknami zdobi instalacja z lnianego płótna, sznurów i zwierzęcych czaszek. Część pomieszczenia, przeciwległą do opartych o ścianę obrazów, zajmuje pokaźnych rozmiarów warsztat tkacki. W pracowni zachowały się też rustykalne w stylu meble, które artystka sama projektowała: okrągły stół, ława, krzesła i zydle z pni drzew, stanowiące niegdyś wyposażenie jej mieszkania przy ul. Zgody. W podobnym stylu i kolorystyce utrzymany jest też zaprojektowany przez nią wystrój przedpokoju pracowni. A jednak, mimo że w pracowni, którą zajmowała od 1979 roku, wszystko pozostało nietknięte, nie sposób oprzeć się wrażeniu jakiejś trudnej do określenia pustki. Czasu nie da się zatrzymać. Artystka nie wróci.
Na jednym ze zdjęć z rodzinnego archiwum możemy zobaczyć uśmiechniętą Gizelę siedzącą na ławie swojego projektu, z nieodłącznym papierosem w ręku. Na innym, żywo gestykulująca, z pełnym ekspresji wyrazem twarzy, spogląda na rozmówcę. Jaka była? Z okruchów wspomnień tych, którzy ją znali, wyłania się obraz świadomej siebie artystki, konsekwentnej, upartej i pracowitej. Atrakcyjnej, lecz o dość trudnym, silnym charakterze. Choć może właśnie te cechy pozwoliły jej wypracować własny styl? W recenzjach z wystaw często pojawia się określenie, że jej sztuka jest męska, że stanowi zaprzeczenie spokojnego malarstwa kobiecego. Owszem, Gizela malowała z rozmachem, preferowała duże formaty. Czy była jednak przez to mniej kobieca? Wydaje się, że zaproponowany przez krytyków podział na sztukę męską i kobiecą nie jest zbyt fortunny. Kryje w sobie założenia wartościujące, zawęża pole akceptowalnych kobiecych realizacji, a może nawet umniejsza rangę kobiet artystek. Sztuka nie ma płci. Zamiast rozstrzygać, czy jest męska czy kobieca, warto zapytać, czy jest dobra czy nie.
Przez wszystkie lata twórczości Gizela Pierzyńska-Bossak pozostała artystką osobną i niezależną. Śmiało podążała swoją drogą, nie oczekując komplementów. Odporna na krytykę, miała odwagę malować zawsze tak, jak sama chciała.
W bieżącym roku mija 50 lat od pierwszej indywidualnej wystawy Gizeli Pierzyńskiej-Bossak. To dobra okazja, by przypomnieć jej bogaty dorobek. Zwłaszcza, że artystka pełna niespożytej energii, do końca pozostała aktywna. Na jej wszechstronną twórczość składają się malarstwo, gobeliny, projekty wystrojów wnętrz i mebli.
Anna Śliwa - Malować tak, jak ja sama chcę. O twórczości Gizeli Pierzyńskiej-Bossak - fragment z katalogu wystawy
Powrót

