Bruce Gilden - American Made
Jestem znany z fotografowania z bliska, a im jestem starszy, tym bliżej podchodzę.
Bruce Gilden
Wystawa zaprezentowana po raz pierwszy jesienią 2015 roku w Hamburgu, składa się z kilkudziesięciu portretów, małomiasteczkowych pejzaży i martwych natur, wykonanych w latach 2013–2014 na amerykańskiej prowincji - przy okazji targów stanowych, festynów i innych imprez, corocznie organizowanych w zachodnich i południowych stanach USA.
Charakterystyczną cechą prac, poza zdumiewającymi twarzami bohaterów, są rozmiary odbitek: 270×180 cm - to największe obrazy jakie można współcześnie wyprodukować w jakości fotograficznej w jednym kawałku!
Fotograf grasuje z aparatem po ulicach Nowego Jorku od dziesięcioleci. Jego czarno-białe, streetowe zdjęcia czerpią swą siłę z bezpośredniości, z jaką fotograf podchodzi do swych bohaterów. To one zaprowadziły go do agencji Magnum i przyniosły światową sławę.
Przez cztery dekady Gilden pracował wyłącznie na filmie, w czerni i bieli. Ostatnio jednak sięgnął po kolor. Najnowsze prace są rezultatem tego artystycznego katharsis i świadectwem transformacji jego twórczości od fotografii ulicznej do dokumentalnej fotografii portretowej. Artysta cyklem American Made kontynuuje swój monumentalny projekt-reportaż o współczesnych Stanach Zjednoczonych, zadając pytania o kondycję Ameryki i prawdziwość jej obrazu, poszukując tego, co pozostało z wielkiego amerykańskiego snu.
Różnorodność twarzy Gildena głosi podstawową prawdę: świat nie składa się wyłącznie ze zwycięzców; jest w nim dużo elementów, których nie chcielibyśmy poznać z bliska. Ale to właśnie różnorodność charakterów, postaw, miejsc, stanowi o tym, że życie jest tak wyjątkowe. Świat na fotografiach Gildena nie jest wyretuszowanym światem z telenoweli czy ilustrowanego magazynu. Ludzie na tych zdjęciach nie są piękni i nieskazitelni. Ich domy, samochody, ich jedzenie i styl życia to nie jest ideał Zachodu. Ale te obrazy wdzierają się pod czaszkę. Zapadają w pamięć i zmuszają do refleksji nad tym, jakie piętno odciska na nas cywilizacja.
Powrót

