Andrzej Biernacki - Full Harmonia
Full Harmonia, jako parafraza nazwy Filharmonia, a także jako tytuł wystawy malarstwa, stanowi oczywistą aluzję zarówno do nietypowego charakteru miejsca jej prezentacji, ale też do intencji autora, dla którego harmonijne komponowanie wizualnego wyrazu prac niemal wyłącznie z repertuaru środków przynależnych uprawianej dziedzinie, jest podstawą i celem wypowiedzi.
A więc: pełna harmonia, lub pełnia harmonii... efektów malarstwa.
Oddająca wolę świadomego operowania potencjałem środków warsztatu malarza i rozgrywania twórczości tylko nim. Bez wtrętów i wątpliwych podpórek z innych dziedzin społecznej perswazji (żeby nie powiedzieć społecznej inżynierii), w których - na szczęście - malarz jest zawsze amatorem. Także, w zdecydowanej kontrze do aktualnych tendencji redukowania plastycznych kompetencji, na rzecz jakichś, bliżej niesprecyzowanych, pozaartystycznych powinności twórcy. A zwłaszcza w kontrze do modnej w tzw. dziedzinach kreatywnych, ambicji ,,naprawiania" człowieka, albo prób programowego ,,społecznego zastosowania sztuki" w omnidomenie życia, w której kwalifikacje artysty i możliwości sprawcze jego dzieła zwykle są przeszacowane.
A zatem powrót do źródeł. Pod prąd. W nadziei znalezienia nowego rozwiązania dla starego zadania. Takiego zmierzenia się z tysiącami lat sprawdzonego dorobku w zakresie plastycznych dyspozycji człowieka, żeby dało się w nim jeszcze wygospodarować enklawę wolności ,,dla siebie" i ,,swojego" przekazu na dziś. Najłatwiej -rzecz jasna- jest odrzucać ten spadek. Ale wrażliwości, która jest bardziej zachowawcza niż myśl, nie da się omamić wydziedziczonym z tradycji byle poświstem mrzonki nowoczesności. Zawsze straci na tym wiarygodność - fundamentalna instancja dzieła. Każdego dzieła.
Powrót

