Proweniencja:
Desa Unicum, Fotografia Kolekcjonerska: Klasyka i Awangarda Artystyczna, 2020
Wystawiany:
Polska awangarda, Galeria Kautsch, Kassel, RFN, 1979
Bibliografia:
Maria Pinińska-Bereś. Imaginarium cielesności, red. A. Borowiec, M. Piłakowska, Państwowa Galeria Sztuki, Sopot 2012, s.128-129
Maria Pinińska-Bereś 1931–1999, praca zbiorowa, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Kraków 2000, s. 91.
fot. P. Rybak
Wczesna wiosna 1976, pola krakowskiego Prądnika. Niewielka grupa osób zaproszonych prywatnie przez artystkę obserwuje, jak Pinińska-Bereś trzymając sznurek zaczyna biec przez łąkę, próbując wznieść jak najwyżej duży latawiec. Rozwija się długi, różowy ogon, na którym widnieje napis: „przepraszam, że byłam, że jestem". Gest pozornie lekki, zabawkowy przedmiot, wiosenny dzień, a w środku wyznanie, które ciąży.
„List-latawiec" był pierwszym samodzielnym performansem artystki. Wcześniej, w 1965 i 1967 roku, uczestniczyła w happeningach Tadeusza Kantora - doświadczenie, które, jak sama wspominała, traktowała początkowo jako obce swojej naturze, a które z czasem otworzyło ją na tę formę sztuki. Performans zaczęła traktować jako wyzwanie i eksperyment, formę ukazania procesu twórczego w jego dynamice, strukturę odgrywaną w przestrzeni przyrody lub galerii.
Jej akcje miały klimat intymny i autobiograficzny, a zarazem, podobnie jak jej rzeźby, odnosiły się do kondycji kobiety w ówczesnym świecie.Obiekt wraz z dokumentacją fotograficzną był pokazywany na wystawie „Polska awangarda" w Niemczech i Włoszech w 1979 roku tam zaginął. Pozostały fotografie, w tym ta.
Pinińska-Bereś studiowała rzeźbę w krakowskiej ASP w pracowni Xawerego Dunikowskiego. Z czasem wypracowała własny język: własnoręcznie szyła, wypychała i malowała miękkie, różowe obiekty celowo lekkie, dające się nosić bez męskiej pomocy.
Mówiła wprost: „Spełniłam postulat, abym sama mogła swoje rzeźby nosić". Ta pozorna kruchość była gestem precyzyjnie politycznym.
„List-latawiec" działa podobnie przeprosiny puszczone na wietrze są jednocześnie manifestem.
odbitka żelatynowo-srebrowa, papier barytowy
17,3 x 23,5 cm
Proweniencja:
Desa Unicum, Fotografia Kolekcjonerska: Klasyka i Awangarda Artystyczna, 2020
Wystawiany:
Polska awangarda, Galeria Kautsch, Kassel, RFN, 1979
Bibliografia:
Maria Pinińska-Bereś. Imaginarium cielesności, red. A. Borowiec, M. Piłakowska, Państwowa Galeria Sztuki, Sopot 2012, s.128-129
Maria Pinińska-Bereś 1931–1999, praca zbiorowa, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Kraków 2000, s. 91.
fot. P. Rybak
Wczesna wiosna 1976, pola krakowskiego Prądnika. Niewielka grupa osób zaproszonych prywatnie przez artystkę obserwuje, jak Pinińska-Bereś trzymając sznurek zaczyna biec przez łąkę, próbując wznieść jak najwyżej duży latawiec. Rozwija się długi, różowy ogon, na którym widnieje napis: „przepraszam, że byłam, że jestem". Gest pozornie lekki, zabawkowy przedmiot, wiosenny dzień, a w środku wyznanie, które ciąży.
„List-latawiec" był pierwszym samodzielnym performansem artystki. Wcześniej, w 1965 i 1967 roku, uczestniczyła w happeningach Tadeusza Kantora - doświadczenie, które, jak sama wspominała, traktowała początkowo jako obce swojej naturze, a które z czasem otworzyło ją na tę formę sztuki. Performans zaczęła traktować jako wyzwanie i eksperyment, formę ukazania procesu twórczego w jego dynamice, strukturę odgrywaną w przestrzeni przyrody lub galerii.
Jej akcje miały klimat intymny i autobiograficzny, a zarazem, podobnie jak jej rzeźby, odnosiły się do kondycji kobiety w ówczesnym świecie.Obiekt wraz z dokumentacją fotograficzną był pokazywany na wystawie „Polska awangarda" w Niemczech i Włoszech w 1979 roku tam zaginął. Pozostały fotografie, w tym ta.
Pinińska-Bereś studiowała rzeźbę w krakowskiej ASP w pracowni Xawerego Dunikowskiego. Z czasem wypracowała własny język: własnoręcznie szyła, wypychała i malowała miękkie, różowe obiekty celowo lekkie, dające się nosić bez męskiej pomocy.
Mówiła wprost: „Spełniłam postulat, abym sama mogła swoje rzeźby nosić". Ta pozorna kruchość była gestem precyzyjnie politycznym.
„List-latawiec" działa podobnie przeprosiny puszczone na wietrze są jednocześnie manifestem.