„Smart" to obraz zgeometryzowany i przestrzenny, rozpięty na grubym blejtramie — formacje linii i energia koloru zacierają tu krawędzie płótna, nadając mu falujący, niemal architektoniczny kształt. Minimalistyczne podejście do tematu nie oznacza jednak redukcji: przeciwnie, w tej oszczędności formy kryje się precyzyjnie skonstruowane napięcie.
Fliciński — architekt z wykształcenia, malarz z wyboru — od początku traktował obraz nie jako zamkniętą powierzchnię, lecz jako element przestrzeni. Jego praktyka rozciągała się między płótnem a ścianą, między malarstwem a instalacją, korzystając swobodnie ze światła, dźwięku, fotografii i wideo.
Jak trafnie ujęła to kuratorka Bożena Czubak, artystę pochłaniały możliwości ożywienia malarstwa i znalezienia dlań wiarygodnej formy przekazu — i nigdy formalne granice medium nie były dla niego przeszkodą.
Powtarzające się motywy geometryczne — linie, koła, uproszczone wzory — budują w jego obrazach struktury, które wymykają się jednoznacznej interpretacji. Krytyk Mark Gisbourne proponował czytanie tej praktyki przez pryzmat psychofizjologii percepcji: doświadczenie obrazów Flicińskiego rozgrywa się w sferze wizualnych negocjacji między intencją artysty a postrzeżeniami widza. To przestrzeń, w której oko nie znajduje spokoju.
olej, płótno
51 x 100 cm
sygn. na odwrociu: FLICIŃSKI / 2002 / SMART
„Smart" to obraz zgeometryzowany i przestrzenny, rozpięty na grubym blejtramie — formacje linii i energia koloru zacierają tu krawędzie płótna, nadając mu falujący, niemal architektoniczny kształt. Minimalistyczne podejście do tematu nie oznacza jednak redukcji: przeciwnie, w tej oszczędności formy kryje się precyzyjnie skonstruowane napięcie.
Fliciński — architekt z wykształcenia, malarz z wyboru — od początku traktował obraz nie jako zamkniętą powierzchnię, lecz jako element przestrzeni. Jego praktyka rozciągała się między płótnem a ścianą, między malarstwem a instalacją, korzystając swobodnie ze światła, dźwięku, fotografii i wideo.
Jak trafnie ujęła to kuratorka Bożena Czubak, artystę pochłaniały możliwości ożywienia malarstwa i znalezienia dlań wiarygodnej formy przekazu — i nigdy formalne granice medium nie były dla niego przeszkodą.
Powtarzające się motywy geometryczne — linie, koła, uproszczone wzory — budują w jego obrazach struktury, które wymykają się jednoznacznej interpretacji. Krytyk Mark Gisbourne proponował czytanie tej praktyki przez pryzmat psychofizjologii percepcji: doświadczenie obrazów Flicińskiego rozgrywa się w sferze wizualnych negocjacji między intencją artysty a postrzeżeniami widza. To przestrzeń, w której oko nie znajduje spokoju.