„Smart" to obraz zgeometryzowany i przestrzenny, rozpięty na grubym blejtramie — formacje linii i energia koloru zacierają tu krawędzie płótna, nadając mu falujący, niemal architektoniczny kształt. Minimalistyczne podejście do tematu nie oznacza jednak redukcji: przeciwnie, w tej oszczędności formy kryje się precyzyjnie skonstruowane napięcie.
Fliciński, architekt z wykształcenia, malarz z wyboru, od początku traktował obraz nie jako zamkniętą powierzchnię, lecz jako element przestrzeni. Jego praktyka rozciągała się między płótnem a ścianą, między malarstwem a instalacją, korzystając swobodnie ze światła, dźwięku, fotografii i wideo.
Jak trafnie ujęła to kuratorka Bożena Czubak, artystę pochłaniały możliwości ożywienia malarstwa i znalezienia dla niego wiarygodnej formy przekazu — formalne granice medium nigdy nie były dla niego przeszkodą. Powtarzające się motywy geometryczne — linie, koła i uproszczone wzory — budują struktury wymykające się jednoznacznej interpretacji. Krytyk Mark Gisbourne proponował odczytywanie tej praktyki przez pryzmat psychofizjologii percepcji: doświadczenie obrazów Flicińskiego rozgrywa się w sferze wizualnych negocjacji między intencją artysty a postrzeżeniami widza.
Praca pochodzi z okresu, gdy Jarosław Fliciński wystawiał w Chinati Foundation — jednej z najważniejszych instytucji sztuki współczesnej związanych z minimalizmem i sztuką site-specific, założonej przez Donald Judd w teksańskim Marfa. Obecność artysty w tym kontekście sytuowała jego twórczość wśród najważniejszych międzynarodowych realizacji związanych z abstrakcją, eksperymentem przestrzennym i myśleniem o obrazie jako elemencie architektury przestrzeni.
olej, płótno
51 x 100 cm
sygn. na odwrociu: FLICIŃSKI / 2002 / SMART
„Smart" to obraz zgeometryzowany i przestrzenny, rozpięty na grubym blejtramie — formacje linii i energia koloru zacierają tu krawędzie płótna, nadając mu falujący, niemal architektoniczny kształt. Minimalistyczne podejście do tematu nie oznacza jednak redukcji: przeciwnie, w tej oszczędności formy kryje się precyzyjnie skonstruowane napięcie.
Fliciński, architekt z wykształcenia, malarz z wyboru, od początku traktował obraz nie jako zamkniętą powierzchnię, lecz jako element przestrzeni. Jego praktyka rozciągała się między płótnem a ścianą, między malarstwem a instalacją, korzystając swobodnie ze światła, dźwięku, fotografii i wideo.
Jak trafnie ujęła to kuratorka Bożena Czubak, artystę pochłaniały możliwości ożywienia malarstwa i znalezienia dla niego wiarygodnej formy przekazu — formalne granice medium nigdy nie były dla niego przeszkodą. Powtarzające się motywy geometryczne — linie, koła i uproszczone wzory — budują struktury wymykające się jednoznacznej interpretacji. Krytyk Mark Gisbourne proponował odczytywanie tej praktyki przez pryzmat psychofizjologii percepcji: doświadczenie obrazów Flicińskiego rozgrywa się w sferze wizualnych negocjacji między intencją artysty a postrzeżeniami widza.
Praca pochodzi z okresu, gdy Jarosław Fliciński wystawiał w Chinati Foundation — jednej z najważniejszych instytucji sztuki współczesnej związanych z minimalizmem i sztuką site-specific, założonej przez Donald Judd w teksańskim Marfa. Obecność artysty w tym kontekście sytuowała jego twórczość wśród najważniejszych międzynarodowych realizacji związanych z abstrakcją, eksperymentem przestrzennym i myśleniem o obrazie jako elemencie architektury przestrzeni.