„Byłam wielokrotnie świadkiem gdy ogrodnik Suchanka, sąsiad z tej samej ulicy Przebendowskich w Gdyni, przynosił mu świeżo ścięte cynie, słoneczniki, ostróżki błękitne czy inne delikatne rośliny jak forsycje. Pan profesor nie czekając ani chwili, zaraz po otrzymaniu, wkładał je do wazonów - gliniaków pękatych, które stały w pracowni. Zazwyczaj stawiaj je na postumencie drewnianym i zaczynał nad nimi pracować, obserwując bacznie kształty i kolory, światło oraz proporcje... Można by powiedzieć, że artysta łapał refleksy świetlne, mrużąc przy tym wzrok, by jeszcze lepiej wyłapywać kontrasty i barwę roślin w blasku światła dziennego.
Powiadał „łapać naturę”, jej kwintesencję, to co najważniejsze, w imię reguł impresjonistów jak Clauda Moneta i swego mistrza - Leona Wyczółkowskiego. Profesor, jak tylko malował ze mną w plenerze, zawsze prosił żebym mrużyła oczy dla lepszego wyłapywania rzeczywistości i tego co jest najważniejsze w przedstawianiu obserwowanych form krajobrazu i kwiatów. Inspirując się sztuką Wschodu również malował budząca się do życia przyrodę - zakwitające gałązki jabłoni lub wiśni. Odnajdował w tym piękno delikatności. Potrafił stworzyć piękne kompozycje z obserwacji obumierających już roślin, wyłapując ich kształty, nadając im rytmy powtarzających się wertykalnych form, uwydatniając tajemniczą urodę przemijania....”
(Maja Majewska-Keane, „Mój mistrz. Wspomnienia o Antonim Suchanku”)
olej, papier, 57 x 40 cm w świetle oprawy
sygn. p. d.: "Suchanek"
„Byłam wielokrotnie świadkiem gdy ogrodnik Suchanka, sąsiad z tej samej ulicy Przebendowskich w Gdyni, przynosił mu świeżo ścięte cynie, słoneczniki, ostróżki błękitne czy inne delikatne rośliny jak forsycje. Pan profesor nie czekając ani chwili, zaraz po otrzymaniu, wkładał je do wazonów - gliniaków pękatych, które stały w pracowni. Zazwyczaj stawiaj je na postumencie drewnianym i zaczynał nad nimi pracować, obserwując bacznie kształty i kolory, światło oraz proporcje... Można by powiedzieć, że artysta łapał refleksy świetlne, mrużąc przy tym wzrok, by jeszcze lepiej wyłapywać kontrasty i barwę roślin w blasku światła dziennego.
Powiadał „łapać naturę”, jej kwintesencję, to co najważniejsze, w imię reguł impresjonistów jak Clauda Moneta i swego mistrza - Leona Wyczółkowskiego. Profesor, jak tylko malował ze mną w plenerze, zawsze prosił żebym mrużyła oczy dla lepszego wyłapywania rzeczywistości i tego co jest najważniejsze w przedstawianiu obserwowanych form krajobrazu i kwiatów. Inspirując się sztuką Wschodu również malował budząca się do życia przyrodę - zakwitające gałązki jabłoni lub wiśni. Odnajdował w tym piękno delikatności. Potrafił stworzyć piękne kompozycje z obserwacji obumierających już roślin, wyłapując ich kształty, nadając im rytmy powtarzających się wertykalnych form, uwydatniając tajemniczą urodę przemijania....”
(Maja Majewska-Keane, „Mój mistrz. Wspomnienia o Antonim Suchanku”)