Z widzeń, opowieści, przeżyć.
Z nie-opowiedzenia.
Z horyzontu i powietrza.
Charakterystyczne przetarcie na płótnie, ślad zdarzenia.
Przelot nad trzęsawiskiem o słowiańskiej, romantycznej aurze, a może współczesnym terenem przeznaczonym pod inwestycję?
Wyszczerbiony dach, deska, kamień z wartkiego młyna.
Łuk ramy okiennej pozbawionej widoku. Przykręcony do płótna, opieczętowany kolorami. I tak, ku zdumieniu obserwatora, zatrzymany… Między Quattrocento a Mondrianem.
Seria następujących po sobie obrazów. Horyzontalnych, strzelistych, opisanych gałązką, łachą.
Mniejsze płótna z pojedynczymi, wyróżnionymi przedmiotami. Skamielina, odcisk ceramiki, metalowy element z nieistniejących drzwi do spiżarni. Naraz perspektywa ulega zmianie; patrzę z wysoka na jednostkę manewrująca na wodach. Laserunkowa zieleń lśni jak szkło z holenderskich martwych natur.
Chłodne, bogate w palecie miesiące. Przebarwione pola, pasma odległych lasów. Mleczna czerń, jak określa ich kolor Krzysztof…
Malarz-kierowca cały czas patrzy, rejestruje. Zastanawia się, jak skonstruować obraz o podobnej sile oddziaływania. Świat jednocześnie napiera i uchodzi w bocznych lusterkach.
Co znaczy obraz?
Kiedy można go skończyć, skatalogować, powiesić na ścianie w galerii?
Dla kogo powstaje?
Kto zechce go otworzyć, “uruchomić” dla siebie?