Zapraszamy na wystawę Jeszcze wschód słońca, realizowaną w ramach pierwszej edycji nowej inicjatywy – Impuls Katowice. Twórczość Zbigniewa Gostomskiego spotyka się tu z szóstką współczesnych artystów, których łączy wspólne pytanie o to, czym dziś jest pejzaż.
Wystawa wpisuje się w nasz szerszy projekt, w którym przyglądamy się postawom polskiej neoawangardy i pytamy, czy zapoczątkowane w latach 60. i 70. koncepcje są już tylko zamkniętą historią, czy wciąż mają moc sprawczą. Wierzymy, że mają. Ta wystawa jest świadectwem, że do niektórych intuicji tamtych artystów dorastamy dopiero teraz i że dopiero teraz stają się dla nas w pełni zrozumiałe.
Wystawa jest o pejzażu, a właściwie o tym, co się z nim dzieje, kiedy przestaje być tylko ładnym widokiem. Pejzaż wydaje się niewinny, neutralny, dekoracyjny. To pozór, który wystawa od razu podważa.
Punktem wyjścia jest obraz Zbigniewa Gostomskiego z 1991 roku. Gostomski nie namalował pejzażu. Bo pejzaż to nie widok, lecz nawyk patrzenia: zbiorowo wyuczony sposób, w jaki coś staje się obrazem. Pokazał za to pewien stan rzeczy: układ relacji, którego nie da się sprowadzić do prostego widoku. Obraz nie odwzorowuje świata, lecz ujawnia, że widzenie zawsze podlega jakiemuś porządkowi.
Zaproszeni artyści podejmują ten gest na własnych warunkach, ale z innego miejsca. Dorastali w świecie, który obraz Gostomskiego zapowiadał: otwartym, mobilnym, połączonym. Dziś tworzą w czasie narastających kryzysów, gdy ten świat znów się zamyka. Stan rzeczy to nie tylko kategoria malarska: to też położenie, z którego się patrzy, i które kształtuje nasze doświadczenie przestrzeni. Każde z nich pokazuje, że konwencja pejzażu jest arbitralna i że nigdy nie była politycznie neutralna.
Jakie znaczenie ma dzisiaj pejzaż?
Jeszcze wschód Słońca
Wystawa pyta, czy można dziś wrócić do neoawangardowego myślenia o sztuce jako narzędziu poznania, krytyki i społecznego oddziaływania. Czy taki gest może nadal wpływać na sposób patrzenia, skoro szybko staje się częścią rynku, mediów i instytucji? Pejzaż staje się tu miejscem sprawdzenia tego napięcia.
Prezentowane obrazy są pejzażami, ale zarazem podważają samą konwencję tego gatunku. Pejzaż nigdy nie był tylko neutralnym widokiem. Uczy patrzeć na ziemię, niebo i horyzont w określony sposób. Porządkuje przestrzeń i podpowiada, jakie miejsce zajmujemy wobec tego, co widzimy.
John Berger pokazał że patrzenie jest aktem politycznym. W malarstwie pejzażowym piękny widok często zasłaniał pracę ludzi, własność ziemi i relacje władzy. Natura wydawała się spokojna i oczywista, choć obraz pokazywał świat z konkretnego miejsca i z konkretnej perspektywy. Pejzaż nie tylko przedstawiał krajobraz, ale także decydował, co zostaje pokazane, a co znika poza kadrem.
Osoby zaproszone do wystawy używają języka pejzażu: ziemi, nieba, horyzontu, światła i przestrzeni. Nie robią tego jednak po to, by potwierdzić znany porządek widzenia. Interesuje je raczej to, jak pejzaż działa: co pozwala zobaczyć, co zasłania i jakie założenia wprowadza do obrazu. Pod pozorem oczywistości ujawniają się tu napięcia związane z pamięcią, historią, przemocą i spojrzeniem.
Punktem wyjścia wystawy jest obraz Jeszcze wschód słońca Zbigniewa Gostomskiego z 1991 roku. Praca należy do kluczowego obszaru twórczości artysty, w którym rozwijał on konsekwentną koncepcję obrazu jako „stanu rzeczy". W rozumieniu Gostomskiego obraz jest układem relacji między formą, kolorem i przestrzenią, który porządkuje sposób widzenia.
U Gostomskiego obraz przestaje być odwzorowaniem rzeczywistości. Ujawnia natomiast, że widzenie zawsze podlega jakiemuś porządkowi. Forma, kolor i przestrzeń tworzą ten porządek, budują napięcie i wpływają na to, jak patrzymy. W tym sensie gest artystyczny staje się gestem poznawczym. Nie chodzi tylko o to, co obraz pokazuje, ale o to, jak kieruje naszym spojrzeniem. Sztuka nie opisuje świata z zewnątrz. Wpływa na to, co widzimy i jak rozumiemy rzeczywistość.
Gostomski zobaczył wschód słońca z okna samolotu. Zapamiętał układ światła i ciemności, a później przeniósł go na obraz. Ten prosty moment widzenia miał jednak konkretne historyczne tło. Obraz powstał w 1991 roku, w czasie wielkiej zmiany politycznej. Granice, które przez dekady pozostawały zamknięte, właśnie się otwierały. Zmieniał się porządek Europy, a wraz z nim możliwości podróży, kontaktu i uczestnictwa w międzynarodowym obiegu sztuki.
Osoby zaproszone do wystawy dorastały właśnie w tym czasie. Należą do pokolenia, które mogło swobodniej funkcjonować w globalnym świecie sztuki. Dziś tworzą jednak w innej sytuacji. Europa, która po 1989 roku wydawała się projektem otwartym, ponownie się zamyka. Granice znów stają się twarde. Migracje, wojny, kryzysy i wykluczenia coraz mocniej kształtują krajobraz, w którym żyjemy. Dziś pojęcie „stanu rzeczy" można odczytać szerzej, oznacza także
konkretną sytuację historyczną, polityczną i społeczną, w której powstaje obraz i w której na niego patrzymy. W tym kontekście zdanie Gostomskiego: „Świat może być pomyślany jako układ stanów rzeczy" nabiera nowego znaczenia. Obraz powstaje zawsze w takim układzie i jest częścią warunków, które wpływają na to, jak go widzimy.
Wystawa Jeszcze wschód słońca pyta więc o to, co dziś może znaczyć pejzaż. Nie jako neutralny widok, ale jako obraz, w którym zbiegają się pamięć, historia, polityka i sposób patrzenia. Obraz, świat i widzenie tworzą tu jedną sieć relacji. To właśnie te zależności wystawa próbuje wydobyć i uczynić widzialnymi.
artyści: Przemysław Czepurko, Łukasz Dziedzic, Zbigniew Gostomski, Julia Słonecka, Tom Swoboda, Błażej Worsztynowicz, Agata Żychlińska
kurator: Jacek Stapowicz
organizator: Galeria Esta
Wydarzenie odbywa się w ramach Impuls Katowice
Partnerem wydarzenia jest Hotel Monopol w Katowicach