Kolorowe pióra Dudiego Andrzej Dudziński
Tekst o Andrzeju Dudzińskim powinno się pisać ręcznie. Kolorową kredką albo umoczonym w farbie pędzlem pozostawiającym niepowtarzalny, ekspresyjny autorski ślad. To te właśnie narzędzia są charakterystycznymi ramami dla jego twórczości wykraczającej o wiele dalej niż rysunek satyryczny, ilustracja, plakat, fotografia czy malarstwo. Zachwycające assemblage’e przenoszą jego twórczość w obszary trzeciego wymiaru, zamkniętego za szybą czasu przeszłego przedmiotów stających się bohaterami ich nowej opowieści.
Studiował architekturę na Politechnice Gdańskiej, architekturę wnętrz i grafikę w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku oraz Grafikę na ASP w Warszawie w pracowni plakatu prof. Henryka Tomaszewskiego, który jak wiadomo przyjmował do pracowni tylko najlepszych na podstawie przeglądu ich prac. Jako student debiutował w miesięczniku Polska, w tygodniku Kultura i w Szpilkach, na których łamach we wczesnych latach 70-tych, co tydzień prezentowany był wychodzący spod jego rysunkowej ręki - ptak imieniem Dudi.
Przez jakąś część mojego artystycznego życia z powodzeniem korzystałem z zasobów własnej imaginacji. Tak mi się przynajmniej zdawało, bo już we wczesnych latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, w Londynie zaatakowały mnie rozmaite, nieznane mi dotąd, ikony kultury anglosaskiej a przede wszystkim kontrkultury angielskiej i amerykańskiej.
Był to Londyn czasu hippisów, rozszalałej popkultury, pełen koloru i psychodelicznych wibracji. Wpływ wymienionych przez Dudzińskiego elementów lat wczesnej młodości, widać wyraźnie na mapie jego twórczości. Na tej samej mapie odnajdujemy także New York…
Potem nastał Nowy Jork z całą resztą amerykańskiej galaktyki stworzeń, której nie zdążyłem poznać w Anglii. I znowu wiele tych egzotycznych tworów zostało w moim umyśle naturalizowanych i dołączyło do mojej własnej menażerii. Dzisiaj trudno już byłoby ustalić co jest autentycznie moje a co nabyte, ponieważ na przestrzeni lat nastąpiło kompletne wymieszanie gatunków w otchłani mojej imaginacji. W tych słowach Dudziński sięga do źródeł inspiracji stanowiących fundament jego twórczości.
Praca dla New York Timesa stała się dla niego wielowymiarową nauką. Szkołą szybkiej jazdy nazywa stworzony przez siebie styl 400 kresek na centymetr kwadratowy, inspirowany rycinami starych mistrzów. W ten sposób powstawały ilustracje dla sekcji recenzji książkowych NYT. Kolejnym doświadczeniem była praca na czas. Złożone o zachodzie nowojorskiego słońca zlecenie na ilustrację do działu politycznego, musiało być gotowe na czas w którym Statua Wolności budziła się o świcie nad rzeką Hudson. Z tego okresu Dudziński wyniósł niechęć do precyzyjnego rysunku piórkiem, zamiast którego wolał sięgnąć choćby po zaschnięty pędzel zamoczony w farbie, najlepiej kolorowej, którego wielobarwności pozbawione były ilustracje dla NYT. Współpracował z najbardziej cenionymi tytułami prasy światowej, takimi jak Washington Post, Newsweek, Playboy, Vogue czy Vanity Fair. Reprezentuje Polskę w publikacji 100 Graphic Designers of the World oraz w Illustration: America – 25 wybitnych artystów.
Po 24 latach w Nowym Jorku wrócił by osiąść na stałe w XIX-wiecznej kamienicy w centrum Warszawy, gdzie w towarzystwie ozdobnego pieca kaflowego, znajdującego się w jego pracowni malował, rysował, ilustrował i tworzył unikalne assemblage’e. Wybierał rozmaite ścieżki: od wielkoformatowych ekspresyjnych gestów malarskich po skupione na swej subtelnej czerni mniejsze ilustracje i szkice. Niewątpliwym gwiazdorem pośród galerii jego rysunkowo-malarskich osobliwości jest Pokrak, którego w kilku metaforycznych słowach tak trafnie scharakteryzował Roland Topor: Estetyka Pokraka Dudiego pozwala ogarnąć przy pomocy jednej koncepcji strzaskane głowy starożytnych posągów, Czernobyl, kryzys gospodarczy i katastrofy ekologiczne, graffiti na murach i hałaśliwe hordy wyznawców fanatyzmu.
W stonowanych i wrażliwych assemblage’ach odnajdziemy te wszystkie elementy, których nikt już nie chciał, a które dzięki wrażliwości artysty odnalazły swoje miejsce na wieczność zamknięte za szybą ukończonego dzieła sztuki. Stary wieszak, koperta, kawałek sznurka czy przeterminowany notes dosmaczone ręką artysty, sąsiadują we własnym towarzystwie tworząc odnalezioną po latach rodzinę pokrewnych elementów.
W wywiadzie z Katarzyną Mackiewicz, opublikowanym w Domu & Wnętrzu z 2015 roku, poza nieustającym zachwytem nad swoją żoną Magdą Dygat, z którą tworzyli nieodzowny tandem twórczego małżeństwa, Dudziński przyznał się do kilku innych swoich słabości. Kredek olejowych Neocolor firmy Caran d’Ache, które oszołomiły go już w latach 70. w Londynie swą paletą czystych kolorów (…) i produkcji swoistych Confitures des crayones, w których skład wchodzą pozostałe po zatemperowaniu wiórki, zawekowane przez niego w słoiku. Jak pisała autorka wywiadu, być może są to klepsydry, gdzie upływ czasu odmierzany jest kredką? W mojej interpretacji można byłoby także zakwalifikować je jako swoiste Bébé Assemblage, czyli mniejszy wymiar ich niezwykłych, większych odpowiedników, które dzięki barwnej wyobraźni autora, zamiast trafiać na śmietnikowe cmentarzysko niepamięci, pozostają uhonorowane jako obiekty sztuki by Dudi.
14 grudnia 2025 roku Andrzej Dudziński obchodziłby 80. urodziny. Jego wystawa w Galerii Grafiki i Plakatu na Hożej jasno i w kolorze dowodzi, że twórczość tego artysty jest pisana piórem wiecznym.
Katarzyna Stanny