Agata Kus, Magda Jurek. Prochy polskie


18.09.2026 - 30.10.2026

Czyli jednak znów jesień. Na nic niedawne upały i słońce zalewające ulice w takim natężeniu, że wydawać się mogło, że lato wżarło się w tynki kamienic już na zawsze i dalej będzie pomagać w udawaniu, że za drogi i zbyt rozcieńczony aperol zamawiany w Betelu pity jest tak naprawdę w Bergamo.

W porządku, wracamy do ustawień fabrycznych polskiego krajobrazu. Skoro wybraliśmy sobie na dzień odzyskania niepodległości najgorszy czas w listopadzie, kiedy Mariah jeszcze nie śpiewa w centrach handlowych, że na święta chce tylko ciebie, a już zdjęto pomarańczowe girlandy z dyniami i nietoperzami, to ewentualnie lubimy na szaro. Ani czarno, ani
biało. Dlatego nawet fajnie, że ten halołin się jakoś przyjął – zawsze kolejna okazja do imprezy, wcześniej niż na mikołaja. Tym bardziej, że w celebrowaniu śmierci też nam idzie jako tako: zaduszki czy dziady. Raczej dziadostwo: plastikowe wieńce, świeczki z promocji i „zobacz, w czym przyszła ciotka Janina”, i Akcja Znicz, bo trup na polskich drogach potrafi
ścielić się gęsto. Film na żywo w stylu gore, koło Gorlic.

Mimo niebezpieczeństw w postaci Akcji Znicz i miast w stylu Gorlic Ziemowit Szczerek w powieści Siódemka wysłał skacowanego Pawła w fantasmagoryczną podróż tytułową drogą krajową na trasie Kraków–Warszawa. Podczas niej rzeczywistość, mącona alkoholem i narkotykami, coraz bardziej ulegała rozpadowi, pękała i kruszyła się. Z jej szczelin
na powierzchnię wydostawało się to, co najbardziej polskie – wszelkie historyczne i współczesne upiory, jednocześnie pociągające i wstydliwe. Od mężnych, ale martwych królów, przez zombicznych wieszczów w natchnieniu, po bandy „springerowców”, które chciałyby zniszczyć wszystko to, co w Polsce przydrożnej brzydkie – by w końcu powszechnie
nastał raj hansenowskiego modernizmu.

Podobną demonologię w stylu gonzo uprawia Agata Kus w serii wielkoformatowych pasteli na papierze, w których przeszłość przybiera teraźniejsze maski, zacierając granice między tym, co minione, a tym, co obecne. Na trasie od smoka wawelskiego do byka spod giełdy towarzyszą jej i nocne sny, młodzieńcy, muzy, stare baśnie, Tobiasz i Kopciuszek. No i krajobraz. Do wymienionej w tytułach obrazów menażerii podczas postoju w Grójcu dołączyła Magda Jurek, zapowiadająca ceramicznymi instalacjami wschód Europy lub słońca oraz przemianę. W ten sposób, w geście dwóch artystek, figuracja spotyka transmutację. A wystawa „Prochy polskie” jest wynikiem tej reakcji chemicznej. Obie artystki, mimo wyboru pozornie radykalnie różnych mediów, jakimi są pastel na papierze i ceramika, łączy z jednej strony malarskie zacięcie, z drugiej uważność wobec materiału i narzędzia. To wcielone w materię „medium jest przekazem”. W końcu i barwniki, i glina to minerały, sól ziemi. Tej ziemi.

Kus wybiera technikę radykalnie spoza głównego nurtu, a jednocześnie intensywnie cielesną, podatną na dotyk, pozostawiającą ślad. Sięgnięcie po pastel nie służy jedynie rozszczelnieniu skodyfikowanego malarskiego języka i ponownemu włączeniu w jego obieg tego, co kojarzy się ze szkicami i niezobowiązującymi tematami. W jej pracach z łatwością odnajdziemy powidoki Malczewskiego, który wobec nieistnienia państwa starał się oddać ducha narodu. Kus powraca do tych motywów ze świadomością ich ciągłej aktywności. Tym razem nawiedzają bywalców barów i sportowe samochody. Kus zatrzymuje je w fotograficznych niemalże kadrach. Dla pamięci: mimo że zabawa trwa, nieważne, czy to nasiadówa w piątek, czy udział Polski w obradach G20, to, co mroczne, wciąż jest w nas – nieprzepracowane i bagniste. I może powrócić.

Tę psychodeliczność podkreślają realizacje Magdy Jurek, polskie Memphis chciałoby się powiedzieć, choć sama artystka wspomina, że w Grójcu odnalazła Meksyk. Może dlatego, że kolory jej realizacji wydają się rozsadzać miejsce, w którym powstają. Na uboczu, za zjazdem z głównej drogi, gdzie Polska z łatwością ujawnia estetyczną koślawość kraju, który nosi
blizny po wszystkich ranach XX wieku. Tu nikt nie myśli o grupie G20, ale ciężko złapać zasięg 3G. Tu jest „Wschód” – mówi Jurek – tu jest po „Przemianie” i jeszcze bardziej przed nią, dodaje. I kiedy Kus przypomina nam o pastelu, Jurek przepracowuje pastelozę – jako symbol pokoleniowej traumy.

Obie przede wszystkim jednak odnoszą się do tradycji polskich modernizmów z początku i połowy XX wieku, kiedy to pastel był narzędziem opowiadania o tym, co aktualne i polityczne, a ceramika organizowała publiczne przestrzenie. Właśnie techniką pastelu Wyspiański powołał do życia tańczące na krakowskich Plantach Chochoły, a artystki przypominają, że Chochoły cały czas podrygują, nie potrzebując do tego prochów innych niż polskość.

 

Dom Avenariusów (Borowik Foundation)

Katowicka 7

Warszawa

18.09.2026 - 30.10.2026