"Nie nazywam tego figurą - chodzi o ciało. Nigdy nie szukałam odniesienia do przestrzeni czy geometrii, bez odniesienia do ludzkiego ciała, wszystko, cała reszta, budowało mi to ciało w pewien sposób. Cały czas - stawiając sobie w rzeźbie pytanie o to czym jest byt, co jest moją namiętnością, co ja wyrażam, kim jestem - cały czas mówiłam o sobie. O niczym innym nigdy nie mówiłam. A bez posłużenia się ciałem czy fragmentem ciała, nie umiałam tego wyrazić, to byt mój prajęzyk. Moja rzeźba wzięta się z ciała, bezustannie jestem skupiona na tym, jak przeżywam siebie. Byłam zawsze zafascynowana formą ciała i podobną egzaltacje ciałem odnajdywałam w rzeźbach antycznych, ciałem jako niedoścignionym wzorem, którego nie da się wyrzeźbić, jeżeli nic potrafi się bardzo dużo. Myślę na przykład, o dużym palcu u nogi, gdy się go obserwuje rzeźbiąc. pojawiają się niezwykle płaszczyzny, które wydają się zawierać wszystkie rozwiązania architektoniczne i konstrukcyjne. I za każdym razem pojawia się ten sam problem: jak to wyrzeźbić? Wobec tej konstrukcji, miękkiej. obleczonej skórą. czuję wielką pokorę, bo ciągle mi się zdaje, że nic umiem. Ostatnio jestem, jak gdyby w negacji do wszystkiego, co zrobiłam. Wydaje mi się. że sprawy, do których się zbliżam. ale których nie mogę pojąć, przez ciało wyrazić się nie dają. Bez ciała nie da się wprawdzie w ogóle tego pokazać - ale jakaś inna, abstrakcyjna forma, musi wprowadzać tajemnicę, która mnie teraz powstrzymuje przed wykorzystaniem niegdysiejszej witalności, zmysłowości, radości dotykania. Niezgłębiona tajemnica życia, czegoś, co jest ponad własną biologią, co jest czymś duchowym, każe mi poszukiwać formy, której nie znam, ani geometrycznej, ani organicznej, nie wiem jakiej - jeszcze nie jestem gotowa. Dręczy mnie tajemnica śmierci. Nie jestem z tym zjawiskiem pogodzona przez wiarę, fakt śmierci za każdym razem mnie przeraża, ale równocześnie chciałabym umieć to wyrazić w sposób, którego jeszcze nie znam. Być może kiedyś do tego dojdę. A może nie. Może to jest już koniec mojego odnajdywania siebie?" (O figurze, Barbara Falender, zanotowała Wiesława Wierzchowska, 24.II.1992, Rocznik Rzeźba Polska, t. VIII: 1996 - 1997, Orońsko 1999, s.167-168)

11
Barbara FALENDER (ur. 1947, Wrocław)

Szkic do Ewy, 1974 r.

marmur/brąz patynowany, 17 x 30 x 21 cm
na podstawie: `FALENDER`
LITERATURA:
porównaj - Barbara Falender, rzeźba, katalog wystawy, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, Orońsko 2007, kat. 33, s. 44-45
Prezentowana rzeźba jest szkicem do jednej z najbardziej znanych realizacji artystki. Duże realizacje rzeźby "Ewa" znajdują się w zbiorach: Centrum rzeźby Polskiej w Orońsku i Muzeum Narodowego w Krakowie.

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

"Nie nazywam tego figurą - chodzi o ciało. Nigdy nie szukałam odniesienia do przestrzeni czy geometrii, bez odniesienia do ludzkiego ciała, wszystko, cała reszta, budowało mi to ciało w pewien sposób. Cały czas - stawiając sobie w rzeźbie pytanie o to czym jest byt, co jest moją namiętnością, co ja wyrażam, kim jestem - cały czas mówiłam o sobie. O niczym innym nigdy nie mówiłam. A bez posłużenia się ciałem czy fragmentem ciała, nie umiałam tego wyrazić, to byt mój prajęzyk. Moja rzeźba wzięta się z ciała, bezustannie jestem skupiona na tym, jak przeżywam siebie. Byłam zawsze zafascynowana formą ciała i podobną egzaltacje ciałem odnajdywałam w rzeźbach antycznych, ciałem jako niedoścignionym wzorem, którego nie da się wyrzeźbić, jeżeli nic potrafi się bardzo dużo. Myślę na przykład, o dużym palcu u nogi, gdy się go obserwuje rzeźbiąc. pojawiają się niezwykle płaszczyzny, które wydają się zawierać wszystkie rozwiązania architektoniczne i konstrukcyjne. I za każdym razem pojawia się ten sam problem: jak to wyrzeźbić? Wobec tej konstrukcji, miękkiej. obleczonej skórą. czuję wielką pokorę, bo ciągle mi się zdaje, że nic umiem. Ostatnio jestem, jak gdyby w negacji do wszystkiego, co zrobiłam. Wydaje mi się. że sprawy, do których się zbliżam. ale których nie mogę pojąć, przez ciało wyrazić się nie dają. Bez ciała nie da się wprawdzie w ogóle tego pokazać - ale jakaś inna, abstrakcyjna forma, musi wprowadzać tajemnicę, która mnie teraz powstrzymuje przed wykorzystaniem niegdysiejszej witalności, zmysłowości, radości dotykania. Niezgłębiona tajemnica życia, czegoś, co jest ponad własną biologią, co jest czymś duchowym, każe mi poszukiwać formy, której nie znam, ani geometrycznej, ani organicznej, nie wiem jakiej - jeszcze nie jestem gotowa. Dręczy mnie tajemnica śmierci. Nie jestem z tym zjawiskiem pogodzona przez wiarę, fakt śmierci za każdym razem mnie przeraża, ale równocześnie chciałabym umieć to wyrazić w sposób, którego jeszcze nie znam. Być może kiedyś do tego dojdę. A może nie. Może to jest już koniec mojego odnajdywania siebie?" (O figurze, Barbara Falender, zanotowała Wiesława Wierzchowska, 24.II.1992, Rocznik Rzeźba Polska, t. VIII: 1996 - 1997, Orońsko 1999, s.167-168)