"Wzrastając pod urokiem tajemniczej i dostojnej atmosfery muzealnego gmachu, a dostępny był mu jedynie gmach warszawskiego Muzeum Narodowego, trafił następnie do pracowni Jacka Sienickiego, która to szkoła miała oczyścić jego wyobraźnię z literatury, patosu koturnowych gestów oraz skłonności do dramatu. Stało się. Początkujący artysta porzucił myśli o ilustrowaniu mitów. Rozpoczęła się nauka operowania dużymi płaszczyznami i wydobywaniu światła z barw. Najczęściej błękitnych, łamanych różami lub szarością. Biele. Wyrazisty dukt pędzla. Zamarkowany zarys przedmiotu. Twarz wyłaniająca się z niedookreślonej przestrzeni. Niejasne sugestie pejzażu. Albo wnętrza. Szkoła malarskiej kultury.
Z czasem jednak klarowność sposobu malowania popada w konflikt z budowaną formą. Dynamizuje się tektonika płaszczyzn, pojawiają niepokojące napięcia powierzchniowe, wynikłe z samej struktury obrazu, który w jakiś zagadkowy sposób oddaje włożoną weń energię. Kształty nabierają kanciastości, błękity ciemnieją niemal do czerni i tym silniej rozświetlają się smugi bieli. Coraz śmielej wchodzą czerwienie. Czasem pojawi się żółcień, częściej zieleń. W każdym nowym obrazie następuje zakłócenie wzbraniające koncentracji na jakiejś osi kompozycyjnej, nie pozwalającej też uciec wzrokiem w błękitne universum, podsuwane
przewrotnie jako nieosiągalne. Bo bliżej, tuż przed nami, dzieją się sprawy ważniejsze, przykuwające uwagę.
Czy to wszystko daje uprawnienia do zdania o świadomym konstruowaniu dramaturgii? Chwilowo jest to dramat nie do końca wyartykułowany, zaledwie sugerowany nastrojem, obecnością sylwet i twarzy podpowiadający problemy natury egzystencjalnej. Jest on jednak na tyle niesprecyzowany, iż nie kieruje myśli ku literaturze. Na razie. Bo oto, jak się zdaje, zaczyna się etap dla artysty najtrudniejszy: przezwyciężenie własnej biegłości, by nie paść ofiarą 'osobistego stylu' zamykającego artystów w pułapce malarskiego procederu. Oznacza to także przejście w dojrzałość i wiąże się z podejmowaniem ważkich decyzji.
Dla Zwierzchowskiego równały się one nawiązaniu do przerwanego wątku malarstwa nowożytnego, gdzie królowały sceny biblijne i portret. Portret jest umowny. Nie przedstawia żadnej konkretnej osoby, ale przypomina jedną z Marii Caravaggia, której przydano twardość rysów Gertrudy Stein. Portret portretu. Oświetlony raz wedle reguł, światłem bocznym z nieznanego źródła, pewnie punktowym, bo kładzie głębokie cienie, i po raz drugi fikcyjnie - a może prawdziwiej - snopem bieli i błękitu sponad głowy 'modela'. Ta jasna smuga na mrocznym obrazie nie ma, przy czysto anegdotycznym oglądzie, żadnego uzasadnienia. Jej istnienie jest czysto abstrakcyjne. Czysto malarskie. Jednak to właśnie dopełnia obraz również w sensie fabularnym. Malarstwo przecież robi się przy użyciu farb (…)".
Anda Rottenberg, Na  przykład Zwierzchowski, fragment tekstu przygotowanego do  wystawy Andrzeja Zwierzchowskiego we  wrocławskim Muzeum Narodowym, 06.1988

Studiował w warszawskiej ASP, dyplom w pracowni prof. Jacka Sienickiego. Uprawia malarstwo abstrakcyjne skupione na problemie przestrzeni, światła i metafizycznych odniesień. W 1998 r miał indywidualną wystawę swojej twórczości w warszawskiej Zachęcie. Prowadzi pracownię malarstwa i rysunku na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Warszawie.

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.

54
Andrzej ZWIERZCHOWSKI (ur. 1954, Warszawa)

Światło, 1984 r.

olej/płótno, 160 x 134 cm
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: 'A. ZWIERZCHOWSKI | '1984' | WARSZAWA | "ŚWIATŁO" ul. Skrzyneckiego 30 | olej/pł. 160 X 134'

POCHODZENIE:
- dar od artysty, lata 80.

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

"Wzrastając pod urokiem tajemniczej i dostojnej atmosfery muzealnego gmachu, a dostępny był mu jedynie gmach warszawskiego Muzeum Narodowego, trafił następnie do pracowni Jacka Sienickiego, która to szkoła miała oczyścić jego wyobraźnię z literatury, patosu koturnowych gestów oraz skłonności do dramatu. Stało się. Początkujący artysta porzucił myśli o ilustrowaniu mitów. Rozpoczęła się nauka operowania dużymi płaszczyznami i wydobywaniu światła z barw. Najczęściej błękitnych, łamanych różami lub szarością. Biele. Wyrazisty dukt pędzla. Zamarkowany zarys przedmiotu. Twarz wyłaniająca się z niedookreślonej przestrzeni. Niejasne sugestie pejzażu. Albo wnętrza. Szkoła malarskiej kultury.
Z czasem jednak klarowność sposobu malowania popada w konflikt z budowaną formą. Dynamizuje się tektonika płaszczyzn, pojawiają niepokojące napięcia powierzchniowe, wynikłe z samej struktury obrazu, który w jakiś zagadkowy sposób oddaje włożoną weń energię. Kształty nabierają kanciastości, błękity ciemnieją niemal do czerni i tym silniej rozświetlają się smugi bieli. Coraz śmielej wchodzą czerwienie. Czasem pojawi się żółcień, częściej zieleń. W każdym nowym obrazie następuje zakłócenie wzbraniające koncentracji na jakiejś osi kompozycyjnej, nie pozwalającej też uciec wzrokiem w błękitne universum, podsuwane
przewrotnie jako nieosiągalne. Bo bliżej, tuż przed nami, dzieją się sprawy ważniejsze, przykuwające uwagę.
Czy to wszystko daje uprawnienia do zdania o świadomym konstruowaniu dramaturgii? Chwilowo jest to dramat nie do końca wyartykułowany, zaledwie sugerowany nastrojem, obecnością sylwet i twarzy podpowiadający problemy natury egzystencjalnej. Jest on jednak na tyle niesprecyzowany, iż nie kieruje myśli ku literaturze. Na razie. Bo oto, jak się zdaje, zaczyna się etap dla artysty najtrudniejszy: przezwyciężenie własnej biegłości, by nie paść ofiarą 'osobistego stylu' zamykającego artystów w pułapce malarskiego procederu. Oznacza to także przejście w dojrzałość i wiąże się z podejmowaniem ważkich decyzji.
Dla Zwierzchowskiego równały się one nawiązaniu do przerwanego wątku malarstwa nowożytnego, gdzie królowały sceny biblijne i portret. Portret jest umowny. Nie przedstawia żadnej konkretnej osoby, ale przypomina jedną z Marii Caravaggia, której przydano twardość rysów Gertrudy Stein. Portret portretu. Oświetlony raz wedle reguł, światłem bocznym z nieznanego źródła, pewnie punktowym, bo kładzie głębokie cienie, i po raz drugi fikcyjnie - a może prawdziwiej - snopem bieli i błękitu sponad głowy 'modela'. Ta jasna smuga na mrocznym obrazie nie ma, przy czysto anegdotycznym oglądzie, żadnego uzasadnienia. Jej istnienie jest czysto abstrakcyjne. Czysto malarskie. Jednak to właśnie dopełnia obraz również w sensie fabularnym. Malarstwo przecież robi się przy użyciu farb (…)".
Anda Rottenberg, Na  przykład Zwierzchowski, fragment tekstu przygotowanego do  wystawy Andrzeja Zwierzchowskiego we  wrocławskim Muzeum Narodowym, 06.1988

Studiował w warszawskiej ASP, dyplom w pracowni prof. Jacka Sienickiego. Uprawia malarstwo abstrakcyjne skupione na problemie przestrzeni, światła i metafizycznych odniesień. W 1998 r miał indywidualną wystawę swojej twórczości w warszawskiej Zachęcie. Prowadzi pracownię malarstwa i rysunku na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Warszawie.

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.