Proweniencja:
Polska, kolekcja prywatna
Kraków, kolekcja Galerii Starmach
Reprodukowany:
Gola J., Magdalena Abakanowicz. Catalogue Raisonné, wyd. Fundacja All That Art!, poz. 1349, s. 721.
Literatura:
Gola J., Magdalena Abakanowicz. Catalogue Raisonné, wyd. Fundacja All That Art!, poz. 1349, s. 525.
Przez ponad pół wieku Magdalena Abakanowicz tworzyła cieszące się uznaniem krytyków, poetyckie rzeźby o niepewnej i kruchej kondycji człowieka, ukształtowane przez jej własne doświadczenia. „Czym jest rzeźba?” – to pytanie stawiała artystka wielokrotnie. W odpowiedzi, podkreślała, że rzeźba z imponującą ciągłością świadczy o ewoluującym poczuciu rzeczywistości u człowieka i spełnia potrzebę wyrażenia tego, czego nie da się zwerbalizować. Poprzez rzeźbę Abakanowicz komunikowała to, co postrzegała jako niewyrażalną, dychotomiczną relację między jednostką a społeczeństwem. Postać ludzka, jawna lub ukryta, zajmuje centralne miejsce w jej twórczości, począwszy od wczesnych tkanych z włókna form, przedstawiających liny i organiczne struktury, po późniejsze, ekspresjonistyczne postacie ludzkie i zwierzęce oraz drzewa. Często przedstawiane w grupach, o powierzchniach przypominających korę lub pomarszczoną skórę, postacie Abakanowicz wydają się bezbronne i zniszczone, jakby naznaczone swoją historią.
Posługiwanie się efektem serii należało do najmocniejszych w wyrazie zabiegów, które Magdalena Abakanowicz stosowała w swoich wielkich cyklach uzyskując silną emfazę wrażeniową. Tłumy postaci, szpalery posągów, multiplikowane mutanty, części ciała, obiekty embriologii, powstawały w dziesiątkach zupełnie kompletnych, unikatowych elementów tworzących jednak w całościowym ujęciu masę, w której zatraca się ich jednostkowość. Ta parafraza indywidualności człowieka, jest jednym z najważniejszych aspektów opowieści o kondycji współczesnego człowieka.
W całej tej wszechobecnej depersonalizującej multiplikacji, Abakanowicz powracała do tematu jednostki akcentując jej indywidualność i pokazując jednocześnie towarzyszące jej poczucie inności, osamotnienia. Figury wyniesione przez artystkę ponad tłum, postawione na drewnianej belce niczym na piedestale, ukazują się w całym swym jestestwie. Wyprostowane, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała, przypominają karnych żołnierzy. Od momentu powstawania najliczebniejszych zespołów figur, czyli od lat 80., Abakanowicz lubiła wracać do człowieka jako jednostki, ukazując go w jego najwrażliwszej, najbardziej bezbronnej sferze. Samotni (2007) nie są odosobnionym przypadkiem w tym kanonie. Do tematu wyjątkowości jednostki powracała kilkukrotnie, m.in. w trójrękiej postaci (2008), w której z kolei zapragnęła zaakcentować inność, ułomność. W jednym i w drugim przypadku postawienie jutowej postaci na drewnianej belce, wyniesienie jej tym samym ponad innych, owo swoiste „ecce homo” staje się wyrazem troski artystki o pojedyncze istnienia, przypomnieniem wagi, jaką posiada każda istota ludzka, niezależnie od swojej kondycji.
drewno, juta, żywica, metal
185 x 88,5 x 48 cm
na odwrociu metalowa plakietka: SAMOTNI / 2007 / M. ABAKANOWICZ
Proweniencja:
Polska, kolekcja prywatna
Kraków, kolekcja Galerii Starmach
Reprodukowany:
Gola J., Magdalena Abakanowicz. Catalogue Raisonné, wyd. Fundacja All That Art!, poz. 1349, s. 721.
Literatura:
Gola J., Magdalena Abakanowicz. Catalogue Raisonné, wyd. Fundacja All That Art!, poz. 1349, s. 525.
Przez ponad pół wieku Magdalena Abakanowicz tworzyła cieszące się uznaniem krytyków, poetyckie rzeźby o niepewnej i kruchej kondycji człowieka, ukształtowane przez jej własne doświadczenia. „Czym jest rzeźba?” – to pytanie stawiała artystka wielokrotnie. W odpowiedzi, podkreślała, że rzeźba z imponującą ciągłością świadczy o ewoluującym poczuciu rzeczywistości u człowieka i spełnia potrzebę wyrażenia tego, czego nie da się zwerbalizować. Poprzez rzeźbę Abakanowicz komunikowała to, co postrzegała jako niewyrażalną, dychotomiczną relację między jednostką a społeczeństwem. Postać ludzka, jawna lub ukryta, zajmuje centralne miejsce w jej twórczości, począwszy od wczesnych tkanych z włókna form, przedstawiających liny i organiczne struktury, po późniejsze, ekspresjonistyczne postacie ludzkie i zwierzęce oraz drzewa. Często przedstawiane w grupach, o powierzchniach przypominających korę lub pomarszczoną skórę, postacie Abakanowicz wydają się bezbronne i zniszczone, jakby naznaczone swoją historią.
Posługiwanie się efektem serii należało do najmocniejszych w wyrazie zabiegów, które Magdalena Abakanowicz stosowała w swoich wielkich cyklach uzyskując silną emfazę wrażeniową. Tłumy postaci, szpalery posągów, multiplikowane mutanty, części ciała, obiekty embriologii, powstawały w dziesiątkach zupełnie kompletnych, unikatowych elementów tworzących jednak w całościowym ujęciu masę, w której zatraca się ich jednostkowość. Ta parafraza indywidualności człowieka, jest jednym z najważniejszych aspektów opowieści o kondycji współczesnego człowieka.
W całej tej wszechobecnej depersonalizującej multiplikacji, Abakanowicz powracała do tematu jednostki akcentując jej indywidualność i pokazując jednocześnie towarzyszące jej poczucie inności, osamotnienia. Figury wyniesione przez artystkę ponad tłum, postawione na drewnianej belce niczym na piedestale, ukazują się w całym swym jestestwie. Wyprostowane, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała, przypominają karnych żołnierzy. Od momentu powstawania najliczebniejszych zespołów figur, czyli od lat 80., Abakanowicz lubiła wracać do człowieka jako jednostki, ukazując go w jego najwrażliwszej, najbardziej bezbronnej sferze. Samotni (2007) nie są odosobnionym przypadkiem w tym kanonie. Do tematu wyjątkowości jednostki powracała kilkukrotnie, m.in. w trójrękiej postaci (2008), w której z kolei zapragnęła zaakcentować inność, ułomność. W jednym i w drugim przypadku postawienie jutowej postaci na drewnianej belce, wyniesienie jej tym samym ponad innych, owo swoiste „ecce homo” staje się wyrazem troski artystki o pojedyncze istnienia, przypomnieniem wagi, jaką posiada każda istota ludzka, niezależnie od swojej kondycji.