Orzeczenie z 1942 roku K.Buczkowskiego oraz Z. Bocheńskiego potwierdzające autentyczność pracy
„Jednym z tych, w którego dziełach najwszechstronniej, najbezwzględniej, niebezpośredniej odbija się charakter i duch plemienny, rasowe właściwości i kultura długowieczna i świat zewnętrzny, w którym naród żył i działał – jest Juliusz Kossak.
Na całym tym obszarze ziemi, na którym rozegrał się dramat dziejowy polskiego narodu, na którym pozostało życie polskie, lub jego wspomnienie, wszędzie się tam spotyka z twórczością Kossaka.
Był on malarzem wsi polskiej, tej wsi, gdzie na miedzy »ciche grusze siedzą«, i z której wyszło to wszystko, co było cnotą i zbrodnią, co było chwałą i hańbą, co żyło w sposób szczególny, różny od reszty świata w treści i formie, to, co stanowiło rdzeń i istotę polskiego życia.” (Stanisław Witkiewicz, „Juliusz Kossak”, Warszawa 1912, s. 7)
Jak wspominał Witkiewicz: „Kossak cały swój materyał malarski nosi w sobie. Proszę pójść do jego pracowni – niema tam śladu tych wszystkich rzeczy, tak koniecznych dla dzisiejszego malarza. Jego pracownia jest to zwykły pokój. Parę sztalug z podmalowanemi akwarelami, parę rysunków na stole, sztych ze Smali Verneta na ścianie, czapka szwoleżera jako pamiątka – i to wszystko. Gdzie są te kostyumy, te szczególne oświetlenia, ta przestrzeń do ustawiania modelu, to wszystko, co jest niezbędnem dla dzisiejszej sztuki, dążącej do zgłębienia, do znurtowania tycia zapomocą mnóstwa prób i doświadczeń; gdzie ta cała mnogość i rozmaitość studyów, wyrażająca chęć pozbycia się szkoły, rutyny, maniery, chęć zamienienia płótna na tchnienie żucia... Nie z tego! On ma wszystko w swojej głowie zredukowane, ściśnięte do rozmiarów i sił potrzebnych w jego sztuce. On ma jedne i to same środki raz na zawsze i do wszystkiego. On szybkim i pewnym konturem naznacza wystraszonego kucyka i wściekłego niedźwiedzia dławiącego psy zajadle, które go obsaczyły i biegnących na pomoc obławników i pana, który staje mężnie do walki z niedźwiedzicą w obronie ulubionej suczki. Wszystko obrysowane rudą linią, następnie zalane w granicach kształtów bladymi tonami barw lokalnych, i rudą też farbą podznaczone w cieniach — i obraz gotów” (Stanisław Witkiewicz, „Sztuka i krytyka u nas: (1884–1898)”, Lwów 1899, s. 473–474.) Prezentowana praca jest właśnie przykładem mistrzowskiej wirtuozerii Juliusza w tej właśnie technice malarskiej. Kompozycja nosi w sobie wszystkie charakterystyczne cechy twórczości artysty. Precyzyjny rysunek, dbałość o detale, wyrazisty kontur, stonowana, ciepła paleta barw, nadająca lekkości i gracji, wykorzystany światłocień nadający głębi przedstawieniu. Dzieło przedstawia scenę polowania na tle rozległego, nizinnego krajobrazu, którego kompozycja została zbudowana z kilku planów. Na pierwszym planie, po prawej stronie, widoczna jest grupa złożona z dwóch jeźdźców oraz młodej damy w ciemnozielonej amazonce i czarnym kapeluszu z welonem. Według inskrypcji na odwrocie obrazu, jest to córka działacza patriotycznego, kolekcjonera i filantropa Piotra Moszyńskiego, Zofia z hr. Moszyńskich Cielecka (il. I)., siedząca na siwej klaczy „Bagateli”. Towarzyszą jej pan Orłowski oraz pan Szawłowski dosiadający „Piwowarki”. Po lewej stronie pierwszego planu wyróżnia się jeździec na ciemnogniadym koniu „Drużbie”. Prawdopodobnie jest to Mieczysław Włodzimierz Cielecki herbu Zaremba właściciel Byczkowiec, mąż Zofii, a także uczestnik Wiosny Ludów, powstania styczniowego oraz poseł do Sejmu Krajowego Galicji i do austriackiej Rady Państwa. Na drugim planie, po prawej stronie, znajduje się para jeźdźców: pan Tuczyński na tarantowym „Frou-Frou” oraz baron Heydel w czapce dżokejskiej, dosiadający jasnogniadego konia. W centrum kompozycji przedstawiony został dojeżdżacz w liberii z rogiem myśliwskim w dłoni, stojący wśród sfory psów obok konnego masztalerza trzymającego jego wierzchowca. Z lewej strony widoczna jest grupa trzech jeźdźców – z przodu to sam Juliusz Kossak na siwym „Myśliwym” oraz Wojciech Kossak na kasztanowej „Rudce”.
W tle, na polu zając umyka przed myśliwymi. Horyzont dopełnia wiejska zabudowa, chaty, stogi, drzewa oraz wieża kościelna. Artysta z wielką precyzją oddał zarówno fizjonomię zwierząt, jak i charakter sceny pełnej życia, ruchu i naturalnej dynamiki. „Kossak miał nadzwyczajny obiektywizm malarski w obserwowaniu natury, to jest, że w chwili odbierania od niej wrażeń, oddawał się im niepodzielnie, dawał się porywać osobowości zjawisk i rzeczy – więc czuł i rozumiał z precyzją i ścisłością niesłychaną ich zasadniczy charakter.” (Stanisław Witkiewicz, „Juliusz Kossak”, Warszawa 1912, s. 174). W twórczości Juliusza Kossaka jednym z głównych tematów były sceny polowań. Artysta po motywy myśliwskie sięgał już od połowy lat 40-tych XIX wieku i nieprzerwalnie powracał do nich do końca swych dni. Były to sceny malowane zarówno w technice akwareli jak i olejnej. Sceny te często były rozbudowane, wielopostaciowe, innym razem były to reprezentacyjne kompozycje z ukazaniem portretowym modela na koniu. Tematyka myśliwska była znana Juliuszowi doskonale. Sam wielokrotnie był zapraszany na dwory wielkich posiadłości magnackich na właśnie organizowane polowania. Tam jako baczny obserwator uczestniczył w wyprawach na zwierzynę. W lwowskim „Łowcu” z 1899 roku wspominał jakiś myśliwy: „Cóż to był za miły towarzysz, strzelby nie brał ze sobą, ale do wszystkiego należał, na najwyższe połoniny się drapał przez dziewicze knieje [...]. Wszystko mu było dobre, wszystko go interesowało, wszystko widział i wszystko w tej zacnej i kochanej swej głowie notował. A ten humor złoty! Biada strzelcowi, co kozę ustrzelił albo do niedźwiedzia spudłował. Lepiej sforami dostać, niż przy Kossaku podobnie się spisać. W jednej chwili rzecz uwieczniona ad aeternam rei memoriam ku radości wszystkich i delikwenta także, bo dla niego rysunek” (cyt. za: K. Olszański, op.cit. s. 46.) Wartość artystyczną prezentowanego obrazu podnoszą portrety osób, do których najprawdopodobniej robione były osobne studia. Przykładem może być portret Zofii Cieleckiej (il. II). Tę właśnie kompozycję powtórzył Wojciech Kossak (il.III) (il. IV).
„Jak malując konia bojowego, pokazał on zarazem historyę stosunku doń człowieka, – podobnie malując życie wsi naszej, odtwarza on, z jasnością i czystością bajeczną, te wszystkie dawne i dzisiejsze sposoby życia i bycia ludzkiego.” (Stanisław Witkiewicz, „Juliusz Kossak”, Warszawa 1912, s. 182) Juliusz Kossak był niekwestionowanym mistrzem akwareli. Posługując się tą techniką kreował wspaniałe sceny historyczne, z polowań i przejażdżek konnych, sceny rodzajowe. „To jego akwarele – formy drobne, ale liczne – trafiały do salonów dworów wielkich arystokratów i dworków drobnej szlachty, ale bez przesady można powiedzieć, że dzięki ówczesnym reprodukcjom docierały niemal „pod strzechy”. (Juliusz Kossak (1824–1899) w setną rocznicę śmierci, (katalog wystawy), Kraków 1999, s. 21.)
akwarela, papier, 41,3 × 79 cm (wymiar kompozycji), 57 × 92 cm (wymiar arkusza), 39 × 77,5 cm w świetle passe-partout
sygn. i dat. p. d.: „Juliusz Kossak 1874”
Orzeczenie z 1942 roku K.Buczkowskiego oraz Z. Bocheńskiego potwierdzające autentyczność pracy
„Jednym z tych, w którego dziełach najwszechstronniej, najbezwzględniej, niebezpośredniej odbija się charakter i duch plemienny, rasowe właściwości i kultura długowieczna i świat zewnętrzny, w którym naród żył i działał – jest Juliusz Kossak.
Na całym tym obszarze ziemi, na którym rozegrał się dramat dziejowy polskiego narodu, na którym pozostało życie polskie, lub jego wspomnienie, wszędzie się tam spotyka z twórczością Kossaka.
Był on malarzem wsi polskiej, tej wsi, gdzie na miedzy »ciche grusze siedzą«, i z której wyszło to wszystko, co było cnotą i zbrodnią, co było chwałą i hańbą, co żyło w sposób szczególny, różny od reszty świata w treści i formie, to, co stanowiło rdzeń i istotę polskiego życia.” (Stanisław Witkiewicz, „Juliusz Kossak”, Warszawa 1912, s. 7)
Jak wspominał Witkiewicz: „Kossak cały swój materyał malarski nosi w sobie. Proszę pójść do jego pracowni – niema tam śladu tych wszystkich rzeczy, tak koniecznych dla dzisiejszego malarza. Jego pracownia jest to zwykły pokój. Parę sztalug z podmalowanemi akwarelami, parę rysunków na stole, sztych ze Smali Verneta na ścianie, czapka szwoleżera jako pamiątka – i to wszystko. Gdzie są te kostyumy, te szczególne oświetlenia, ta przestrzeń do ustawiania modelu, to wszystko, co jest niezbędnem dla dzisiejszej sztuki, dążącej do zgłębienia, do znurtowania tycia zapomocą mnóstwa prób i doświadczeń; gdzie ta cała mnogość i rozmaitość studyów, wyrażająca chęć pozbycia się szkoły, rutyny, maniery, chęć zamienienia płótna na tchnienie żucia... Nie z tego! On ma wszystko w swojej głowie zredukowane, ściśnięte do rozmiarów i sił potrzebnych w jego sztuce. On ma jedne i to same środki raz na zawsze i do wszystkiego. On szybkim i pewnym konturem naznacza wystraszonego kucyka i wściekłego niedźwiedzia dławiącego psy zajadle, które go obsaczyły i biegnących na pomoc obławników i pana, który staje mężnie do walki z niedźwiedzicą w obronie ulubionej suczki. Wszystko obrysowane rudą linią, następnie zalane w granicach kształtów bladymi tonami barw lokalnych, i rudą też farbą podznaczone w cieniach — i obraz gotów” (Stanisław Witkiewicz, „Sztuka i krytyka u nas: (1884–1898)”, Lwów 1899, s. 473–474.) Prezentowana praca jest właśnie przykładem mistrzowskiej wirtuozerii Juliusza w tej właśnie technice malarskiej. Kompozycja nosi w sobie wszystkie charakterystyczne cechy twórczości artysty. Precyzyjny rysunek, dbałość o detale, wyrazisty kontur, stonowana, ciepła paleta barw, nadająca lekkości i gracji, wykorzystany światłocień nadający głębi przedstawieniu. Dzieło przedstawia scenę polowania na tle rozległego, nizinnego krajobrazu, którego kompozycja została zbudowana z kilku planów. Na pierwszym planie, po prawej stronie, widoczna jest grupa złożona z dwóch jeźdźców oraz młodej damy w ciemnozielonej amazonce i czarnym kapeluszu z welonem. Według inskrypcji na odwrocie obrazu, jest to córka działacza patriotycznego, kolekcjonera i filantropa Piotra Moszyńskiego, Zofia z hr. Moszyńskich Cielecka (il. I)., siedząca na siwej klaczy „Bagateli”. Towarzyszą jej pan Orłowski oraz pan Szawłowski dosiadający „Piwowarki”. Po lewej stronie pierwszego planu wyróżnia się jeździec na ciemnogniadym koniu „Drużbie”. Prawdopodobnie jest to Mieczysław Włodzimierz Cielecki herbu Zaremba właściciel Byczkowiec, mąż Zofii, a także uczestnik Wiosny Ludów, powstania styczniowego oraz poseł do Sejmu Krajowego Galicji i do austriackiej Rady Państwa. Na drugim planie, po prawej stronie, znajduje się para jeźdźców: pan Tuczyński na tarantowym „Frou-Frou” oraz baron Heydel w czapce dżokejskiej, dosiadający jasnogniadego konia. W centrum kompozycji przedstawiony został dojeżdżacz w liberii z rogiem myśliwskim w dłoni, stojący wśród sfory psów obok konnego masztalerza trzymającego jego wierzchowca. Z lewej strony widoczna jest grupa trzech jeźdźców – z przodu to sam Juliusz Kossak na siwym „Myśliwym” oraz Wojciech Kossak na kasztanowej „Rudce”.
W tle, na polu zając umyka przed myśliwymi. Horyzont dopełnia wiejska zabudowa, chaty, stogi, drzewa oraz wieża kościelna. Artysta z wielką precyzją oddał zarówno fizjonomię zwierząt, jak i charakter sceny pełnej życia, ruchu i naturalnej dynamiki. „Kossak miał nadzwyczajny obiektywizm malarski w obserwowaniu natury, to jest, że w chwili odbierania od niej wrażeń, oddawał się im niepodzielnie, dawał się porywać osobowości zjawisk i rzeczy – więc czuł i rozumiał z precyzją i ścisłością niesłychaną ich zasadniczy charakter.” (Stanisław Witkiewicz, „Juliusz Kossak”, Warszawa 1912, s. 174). W twórczości Juliusza Kossaka jednym z głównych tematów były sceny polowań. Artysta po motywy myśliwskie sięgał już od połowy lat 40-tych XIX wieku i nieprzerwalnie powracał do nich do końca swych dni. Były to sceny malowane zarówno w technice akwareli jak i olejnej. Sceny te często były rozbudowane, wielopostaciowe, innym razem były to reprezentacyjne kompozycje z ukazaniem portretowym modela na koniu. Tematyka myśliwska była znana Juliuszowi doskonale. Sam wielokrotnie był zapraszany na dwory wielkich posiadłości magnackich na właśnie organizowane polowania. Tam jako baczny obserwator uczestniczył w wyprawach na zwierzynę. W lwowskim „Łowcu” z 1899 roku wspominał jakiś myśliwy: „Cóż to był za miły towarzysz, strzelby nie brał ze sobą, ale do wszystkiego należał, na najwyższe połoniny się drapał przez dziewicze knieje [...]. Wszystko mu było dobre, wszystko go interesowało, wszystko widział i wszystko w tej zacnej i kochanej swej głowie notował. A ten humor złoty! Biada strzelcowi, co kozę ustrzelił albo do niedźwiedzia spudłował. Lepiej sforami dostać, niż przy Kossaku podobnie się spisać. W jednej chwili rzecz uwieczniona ad aeternam rei memoriam ku radości wszystkich i delikwenta także, bo dla niego rysunek” (cyt. za: K. Olszański, op.cit. s. 46.) Wartość artystyczną prezentowanego obrazu podnoszą portrety osób, do których najprawdopodobniej robione były osobne studia. Przykładem może być portret Zofii Cieleckiej (il. II). Tę właśnie kompozycję powtórzył Wojciech Kossak (il.III) (il. IV).
„Jak malując konia bojowego, pokazał on zarazem historyę stosunku doń człowieka, – podobnie malując życie wsi naszej, odtwarza on, z jasnością i czystością bajeczną, te wszystkie dawne i dzisiejsze sposoby życia i bycia ludzkiego.” (Stanisław Witkiewicz, „Juliusz Kossak”, Warszawa 1912, s. 182) Juliusz Kossak był niekwestionowanym mistrzem akwareli. Posługując się tą techniką kreował wspaniałe sceny historyczne, z polowań i przejażdżek konnych, sceny rodzajowe. „To jego akwarele – formy drobne, ale liczne – trafiały do salonów dworów wielkich arystokratów i dworków drobnej szlachty, ale bez przesady można powiedzieć, że dzięki ówczesnym reprodukcjom docierały niemal „pod strzechy”. (Juliusz Kossak (1824–1899) w setną rocznicę śmierci, (katalog wystawy), Kraków 1999, s. 21.)