Wolny od poetyzmu, techniczny niemal tytuł prezentowanej pracy Kierzkowskiego - "Kompozycja fakturowa nr 154" - może pozostawić widza obojętnym. Co prawda współcześnie przywykliśmy już do enigmatycznych albo zgoła nic nie mówiących tytułów awangardowych obrazów - rozmaitych "Kompozycji", "Struktur", "Obrazów XLIII" czy następujących po sobie "M14", "M15", "M16"... W przypadku prezentowanej "Kompozycji fakturalnej nr 154" tytuł ma jednak szczególne znaczenie. Kierzkowski nie tylko rezygnuje z dookreślenia przedmiotu swojej sztuki i wyrzeka się naprowadzania widza na ścieżkę interpretacji, lecz także pozwala sobie na pewną przewrotność. Prezentowana kompozycja powstała bowiem w 1959 roku i należy do grupy najstarszych fakturowych prac artysty, Kierzkowski rozpoczął eksperymenty z masą gipsową, blachami, siatkami i odpadkami znalezionymi na warszawskich śmietniskach na przełomie 1957 i 1958 roku. Jeśli wziąć numer z tytułu pracy Kierzkowskiego za dobrą monetę, to okazałoby się, że musiał pracować jak tytan - w niespełna dwa lata stworzyć ponad 150 prac! Biorąc pod uwagę, że dopiero w "Fakturowcach" trzydziestoletni Kierzkowski odnalazł swój język malarski, taka hipoteza wydawałaby się zresztą w pewnym sensie racjonalna. Jeśli zajrzymy jednak do katalogów wystaw Kierzkowskiego albo spróbujemy uporządkować chronologicznie znane prace artysty, sprawa wyda się bardziej złożona. Jedna z pierwszych kompozycji fakturowych, powstała jeszcze w 1957 roku, nosi zagadkowo wysoki numer 33. W roku 1958 Kierzkowski pracował nad "Kompozycją fakturową 150", a w 1959 nad "Kompozycją fakturową 3" i równolegle nad "Kompozycją fakturową 619". W 1960 malarz zaprezentował publiczności pracę z numerem 400. Chaotyczna numeracja jest niewątpliwie żartem albo atakiem wymierzonym w krytykę, która chętnie analizuje etapy, fazy twórczości i skłonna jest do porządkowania jej przez klucz chronologiczny. Kierzkowski, wychodząc naprzeciw jakimkolwiek próbom uporządkowania swojej sztuki, wprowadza bałagan w jej inwentarz.
Nie jest to jedyny wybieg, z jakim mamy do czynienia przy prezentowanym obrazie. Wiadomo, że "Kompozycja fakturowa 154" była pokazywana na monograficznej wystawie Kierzkowskiego w Galerii Krzywe Koło w kwietniu 1960 roku. Prowadzona przez Mariana Bogusza instytucja, choć była finansowana przez Ministerstwo Kultury, cieszyła się dużą autonomią. W związku z tym artyści pozwalali sobie na prowokacje i eksperymenty. Należy zaliczyć do nich sposób, w jaki Kierzkowski zdecydował się prezentować w galerii swoje fakturowce. Część z nich wisiała na ścianach, ale w sposób nieregularny, raz wyżej, raz niżej. Kilka prac ustawiono na nietypowych drewnianych, malowanych na czarno stelażach, między którymi można było spacerować. Być może nonszalancki sposób ekspozycji "Fakturowców" zainspirował Stefana Gierowskiego do pokazania swoich obrazów w galerii, zaraz po wystawie Kierzkowskiego, rozstawionych bezpośrednio na drewnianym parkiecie.
Choć ani zasada tytułowania prac Kierzkowskiego, ani sposób ich ekspozycji nie pokazują sedna jego sztuki, dają jednak wgląd w atmosferę, w której się rodziła (lub w której z nią obcowano). Nieskrępowane poszukiwania twórcze, wolna wyobraźnia i kreatywność - oto wartości, które najczęściej wracają we wspomnieniach artystów związanych z Galerią Krzywe Koło. Kierzkowski należał do jednych z najbardziej rewolucyjnych twórców związanych z polską powojenną awangardą. Wielokrotnie podkreślano fakt, że studiował w pracowni Władysława Strzemińskiego w Łodzi i próbowano w związku z tym wywodzić jego sztukę z kręgu konstruktywistów. Takie interpretacje prowokował sam Kierzkowski, który wielokrotnie powoływał się w swoich latach warszawskich na autorytet Strzemińskiego. Równocześnie nie można zapomnieć, że artysta uczył się u klasyka łódzkiej awangardy przez niespełna rok, w 1947 Strzemińskiego usunięto bowiem z uczelni. Również Kierzkowski opuścił wtedy Łódź i krótko studiował w Sopocie, wśród (wrogich przecież Strzemińskiemu!) kolorystów. Z kolei pierwszy warszawski profesor Kierzkowskiego, Eugeniusz Eibisch, był zatwardziałym wrogiem Strzemińskiego. Przełom w sztuce Kierzkowskiego, którego najlepszym dowodem są właśnie "Fakturowce", nastąpił dopiero kiedy malarz zbliżał się do trzydziestki. Wpływ twórczego fermentu Galerii Krzywe Koło jest tutaj nie do przecenienia. Już w 1955 roku Kierzkowski miał wszystko, czego potrzebował do tworzenia swoich kompozycji: doświadczenie podróży po pustyniach Maroka, znajomość techniki kolażu, rozpoznanie sztuki paryskiej zapowiadającej rodzime malarstwo materii. Dopiero kiedy w 1956 roku Kierzkowski wszedł w krąg tworzonej przez Bogusza galerii, jego eksperymenty przybrały bardziej konkretny charakter. Galeria Bogusza była ważna dla Kierzkowskiego również ze względu na pragmatyczny aspekt jego kariery. To przez Krzywe Koło Kierzkowski wszedł z kontakt z kuratorem MoMA Peterem Selzem, który włączył jego prace do słynnej wystawy "15 Polish Painters" i w kolejnych latach zabiegał, aby MoMa kupowała jego prace do swojej kolekcji (nowojorskie muzeum ma dziś trzy jego prace). Z Galerią Krzywe Koło związani byli krytycy, którzy dostrzegli talent Kierzkowskiego i jego osobność, m.in. Aleksander Wojciechowski oraz organizatorzy polskiego życia artystycznego, jak Ryszard Stanisławski, który nie tylko pomógł zaistnieć Kierzkowskiemu w Paryżu na I Biennale Młodych w 1959 (tym samym, które wygrał Jan Lebenstein), lecz także pośredniczył w wysyłaniu prac Kierzkowskiego amerykańskim galeriom przez Biuro Handlu Zagranicznego państwowej DESY.

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.

7
Stefan GIEROWSKI (ur. 1925, Częstochowa)

Obraz DCXLIX, 1992 r.

olej/płótno, 102 x 147 cm
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: 'S. gierowski | Ob DCXLIX 1992'
na blejtramie nalepka z Galerii Stefana Szydłowskiego w Warszawie

POCHODZENIE:
- Galeria Stefana Szydłowskiego w Warszawie
- kolekcja instytucjonalna, Polska

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

Wolny od poetyzmu, techniczny niemal tytuł prezentowanej pracy Kierzkowskiego - "Kompozycja fakturowa nr 154" - może pozostawić widza obojętnym. Co prawda współcześnie przywykliśmy już do enigmatycznych albo zgoła nic nie mówiących tytułów awangardowych obrazów - rozmaitych "Kompozycji", "Struktur", "Obrazów XLIII" czy następujących po sobie "M14", "M15", "M16"... W przypadku prezentowanej "Kompozycji fakturalnej nr 154" tytuł ma jednak szczególne znaczenie. Kierzkowski nie tylko rezygnuje z dookreślenia przedmiotu swojej sztuki i wyrzeka się naprowadzania widza na ścieżkę interpretacji, lecz także pozwala sobie na pewną przewrotność. Prezentowana kompozycja powstała bowiem w 1959 roku i należy do grupy najstarszych fakturowych prac artysty, Kierzkowski rozpoczął eksperymenty z masą gipsową, blachami, siatkami i odpadkami znalezionymi na warszawskich śmietniskach na przełomie 1957 i 1958 roku. Jeśli wziąć numer z tytułu pracy Kierzkowskiego za dobrą monetę, to okazałoby się, że musiał pracować jak tytan - w niespełna dwa lata stworzyć ponad 150 prac! Biorąc pod uwagę, że dopiero w "Fakturowcach" trzydziestoletni Kierzkowski odnalazł swój język malarski, taka hipoteza wydawałaby się zresztą w pewnym sensie racjonalna. Jeśli zajrzymy jednak do katalogów wystaw Kierzkowskiego albo spróbujemy uporządkować chronologicznie znane prace artysty, sprawa wyda się bardziej złożona. Jedna z pierwszych kompozycji fakturowych, powstała jeszcze w 1957 roku, nosi zagadkowo wysoki numer 33. W roku 1958 Kierzkowski pracował nad "Kompozycją fakturową 150", a w 1959 nad "Kompozycją fakturową 3" i równolegle nad "Kompozycją fakturową 619". W 1960 malarz zaprezentował publiczności pracę z numerem 400. Chaotyczna numeracja jest niewątpliwie żartem albo atakiem wymierzonym w krytykę, która chętnie analizuje etapy, fazy twórczości i skłonna jest do porządkowania jej przez klucz chronologiczny. Kierzkowski, wychodząc naprzeciw jakimkolwiek próbom uporządkowania swojej sztuki, wprowadza bałagan w jej inwentarz.
Nie jest to jedyny wybieg, z jakim mamy do czynienia przy prezentowanym obrazie. Wiadomo, że "Kompozycja fakturowa 154" była pokazywana na monograficznej wystawie Kierzkowskiego w Galerii Krzywe Koło w kwietniu 1960 roku. Prowadzona przez Mariana Bogusza instytucja, choć była finansowana przez Ministerstwo Kultury, cieszyła się dużą autonomią. W związku z tym artyści pozwalali sobie na prowokacje i eksperymenty. Należy zaliczyć do nich sposób, w jaki Kierzkowski zdecydował się prezentować w galerii swoje fakturowce. Część z nich wisiała na ścianach, ale w sposób nieregularny, raz wyżej, raz niżej. Kilka prac ustawiono na nietypowych drewnianych, malowanych na czarno stelażach, między którymi można było spacerować. Być może nonszalancki sposób ekspozycji "Fakturowców" zainspirował Stefana Gierowskiego do pokazania swoich obrazów w galerii, zaraz po wystawie Kierzkowskiego, rozstawionych bezpośrednio na drewnianym parkiecie.
Choć ani zasada tytułowania prac Kierzkowskiego, ani sposób ich ekspozycji nie pokazują sedna jego sztuki, dają jednak wgląd w atmosferę, w której się rodziła (lub w której z nią obcowano). Nieskrępowane poszukiwania twórcze, wolna wyobraźnia i kreatywność - oto wartości, które najczęściej wracają we wspomnieniach artystów związanych z Galerią Krzywe Koło. Kierzkowski należał do jednych z najbardziej rewolucyjnych twórców związanych z polską powojenną awangardą. Wielokrotnie podkreślano fakt, że studiował w pracowni Władysława Strzemińskiego w Łodzi i próbowano w związku z tym wywodzić jego sztukę z kręgu konstruktywistów. Takie interpretacje prowokował sam Kierzkowski, który wielokrotnie powoływał się w swoich latach warszawskich na autorytet Strzemińskiego. Równocześnie nie można zapomnieć, że artysta uczył się u klasyka łódzkiej awangardy przez niespełna rok, w 1947 Strzemińskiego usunięto bowiem z uczelni. Również Kierzkowski opuścił wtedy Łódź i krótko studiował w Sopocie, wśród (wrogich przecież Strzemińskiemu!) kolorystów. Z kolei pierwszy warszawski profesor Kierzkowskiego, Eugeniusz Eibisch, był zatwardziałym wrogiem Strzemińskiego. Przełom w sztuce Kierzkowskiego, którego najlepszym dowodem są właśnie "Fakturowce", nastąpił dopiero kiedy malarz zbliżał się do trzydziestki. Wpływ twórczego fermentu Galerii Krzywe Koło jest tutaj nie do przecenienia. Już w 1955 roku Kierzkowski miał wszystko, czego potrzebował do tworzenia swoich kompozycji: doświadczenie podróży po pustyniach Maroka, znajomość techniki kolażu, rozpoznanie sztuki paryskiej zapowiadającej rodzime malarstwo materii. Dopiero kiedy w 1956 roku Kierzkowski wszedł w krąg tworzonej przez Bogusza galerii, jego eksperymenty przybrały bardziej konkretny charakter. Galeria Bogusza była ważna dla Kierzkowskiego również ze względu na pragmatyczny aspekt jego kariery. To przez Krzywe Koło Kierzkowski wszedł z kontakt z kuratorem MoMA Peterem Selzem, który włączył jego prace do słynnej wystawy "15 Polish Painters" i w kolejnych latach zabiegał, aby MoMa kupowała jego prace do swojej kolekcji (nowojorskie muzeum ma dziś trzy jego prace). Z Galerią Krzywe Koło związani byli krytycy, którzy dostrzegli talent Kierzkowskiego i jego osobność, m.in. Aleksander Wojciechowski oraz organizatorzy polskiego życia artystycznego, jak Ryszard Stanisławski, który nie tylko pomógł zaistnieć Kierzkowskiemu w Paryżu na I Biennale Młodych w 1959 (tym samym, które wygrał Jan Lebenstein), lecz także pośredniczył w wysyłaniu prac Kierzkowskiego amerykańskim galeriom przez Biuro Handlu Zagranicznego państwowej DESY.

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.