W historii życia i twórczości Artura Nachta-Samborskiego jak w soczewce skupiają się losy żydowsko-polskiej inteligencji XX wieku. Sam artysta dla wielu był uosobieniem geniusza, tytana pracy i jednocześnie - niezwykle charyzmatycznego profesora, którego życie w równym stopniu było naznaczone wielkim szczęściem, jak i przejmującym cierpieniem. Przez krytyków przewrotnie zwany "malarzem fikusów", w swojej twórczości pozostał wierny akademickim założeniom wypracowanym przez twórców Komitetu Paryskiego. Wiele z jego płócien zawiera silny ładunek emocjonalny: twórca przedstawiał w nich smutek, żal, cierpienie i samotność.
Urodził się pod koniec XIX wieku w Krakowie, w średniozamożnej, żydowskiej rodzinie. Na Akademii Sztuk Pięknych studiował krótko,
bo w latach 1918-21. Jego profesorami byli najważniejsi artyści Młodej Polski - Wojciech Weiss i Józef Mehoffer. Przerwał studia, by następne kilka lat (1921-24) spędzić w Berlinie i w Wiedniu, gdzie zetknął się z niemieckim ekspresjonizmem. Interesowała go twórczość Alexandra Archipenki, Marca Chagalla, Wassilego Kandinsky'ego i Paula Klee. W 1924 roku powrócił do Krakowa i wznowił przerwane studia - tym razem w pracowni Felicjana Szczęsnego Kowarskiego, a potem - Józefa Pankiewicza. Bardzo szybko przyłączył się do grupy studentów zafascynowanych francuską awangardą i postanowił wraz z nimi wyjechać do Paryża. W 1929 uzyskał nagrodę w konkursie dla malarzy polskich mieszkających w Paryżu. Stamtąd pięć lat później wyruszył w podróż artystyczną do Hiszpanii i na Baleary. Do rodzinnego Krakowa wrócił dopiero w 1939 roku, osiem lat później niż inni kapiści. Po wybuchu wojny uciekł z całą rodziną do Lwowa. Przyjaciele uratowali go z tamtejszego getta i dzięki pomocy Janiny i Jana Strzałeckich oraz Marii Jarochowskiej udało mu się uciec do Warszawy. W 1942 roku uzyskał fałszywą tożsamość i świadectwo chrztu - z Artura Nachta przeobraził się w Stefana Samborskiego. Mieszkał na Chmielnej, a z pomocą Heleny Berger miał szansę prowadzić normalne życie, kontaktować się z "Żegotą" oraz pomagać bliskim.
Po wojnie malarz zamieszkał na Saskiej Kępie, na ulicy Walecznych 7. Od razu rozpoczął działalność organizacyjną w obrębie własnej grupy
zawodowej. Współzałożył Związek Polskich Artystów Plastyków, jednak bardzo szybko przeniósł się do Sopotu, gdzie objął stanowisko profesora malarstwa na powstającej właśnie Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Wraz z innymi pomorskimi pedagogami również silnie związanymi z koloryzmem i kapizmem, takimi jak Jan Cybis, Piotr Potworowski, Juliusz Studnicki, Janusz Strzałecki, Jan Wodyński i Hanna Żuławska, znacząco wpłynął na ukształtowanie się tzw. szkoły sopockiej. W jego powojennej twórczości widać inspiracje zarówno niemieckim ekspresjonizmem, jak i polskim koloryzmem. W efekcie stworzył niepowtarzalny konglomerat stylów, dzięki któremu na stałe wpisał się do kart historii powojennej polskiej sztuki.
Z sobie tylko charakterystyczną konsekwencją pozostawał wierny określonym tematom malarskim. Stałym problemem była w tym malarstwie martwa natura, w której masywna sylweta dostojnego, wielkolistnego fikusa koegzystuje najczęściej z kruchą doniczką lub
prostym wazonem. Wyróżniają się płaszczyznowo traktowane kobiece akty w intymnych wnętrzach, rzadsze są pejzaże. Na tych pozornie
prostych kwestiach artysta koncentrował niemal całą swoją uwagę. Redagował je w coraz to nowych ujęciach, kombinacjach przestrzennych i kolorystycznych. Odrzucał kapistowski kult pikturalizmu, cechujący zwłaszcza malarstwo Cybisa i Potworowskiego, nie rozmiłowywał się w tkance barwnej, a nawet do pewnego stopnia celebrował, jak pisała Joanna Pollakówna, "nieurodziwość" swojej sztuki. Wiele jego płócien - szczególnie martwych natur - z powodzeniem może ujmować widza fantazją zestawień kolorystycznych. W przedstawieniach ludzi, a szczególnie w aktach, widać troskliwość i podmiotowość w traktowaniu modela, który w jego kompozycjach zachowywał indywidualizm i własną osobowość.
Sam artysta miał bardzo krytyczne podejście do własnej twórczości. Za życia nie miał ani jednej wystawy indywidualnej, swoje obrazy
niechętnie pokazywał krytykom i odwiedzającym go w pracowni gościom. Rzadko uznawał je za skończone - dlatego też właściwie nigdy nie
sygnował i nie datował swoich kompozycji.

Studiował w krakowskiej ASP w latach 1918 - 21 pod kierunkiem J. Mehoffer i W. Weissa. Naukę malarstwa kontynuował w Berlinie i Wiedniu. W 1924 wyjechał z kapistami do Paryża, gdzie przebywał do 1939 r. W latach 1947 - 49 był profesorem w WSSP w Sopocie, a od 1949 do 1969 ASP w Warszawie. W początkowym okresie twórczości pozostawał pod wpływem ekspresjonizmu, nie był mu obojętny ruch formistyczny. Próbował połączyć w swych pracach twardość form geometrycznych z miękkością ludzkiego ciała czy kształtów roślinnych. W połowie lat dwudziestych istotną rolę w jego malarstwie zaczął odgrywać kolor traktowany z niezwykłym wyczuciem i zawsze harmonijnie zestrojony z przejrzystym układem kompozycyjnym. W poszukiwaniu właściwej miary dla sprzeczności, miary dla żywiołu życia i sztuki łączył artysta spontaniczny "rzut" doznania na płótno z logiką konstrukcji, najwyższą wrażliwość oka z głęboką kulturą, zmysłowe piękno z piękną myślą. Nacht niechętnie eksponował swe prace, wystawy indywidualnej nie miał nigdy. Dopiero w 1977 roku, na wielkiej pośmiertnej wystawie w warszawskim Muzeum Narodowym zaprezentowano kilkaset obrazów wybranych z ponad tysiąc obiektów liczącej pracownianej spuścizny artysty, ukazanej po raz pierwszy w sposób pełny i wszechstronny.


PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.

68
Artur NACHT-SAMBORSKI (1898 Kraków - 1974 Warszawa)

Liście w kulistym wazonie, około 1973 r.

olej/płótno, 100 x 80 cm
na odwrociu, na blejtramie napis: 'inw. 26-13 | LIŚCIE W KULISTYM WAZONIE'
na odwrociu naklejka depozytowa z Muzeum Narodowego w Poznaniu ('DEP/AN 6.') oraz kartka z datowaniem obiektu

POCHODZENIE:
- depozyt w Muzeum Narodowym w Poznaniu
- kolekcja prywatna, Polska

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

W historii życia i twórczości Artura Nachta-Samborskiego jak w soczewce skupiają się losy żydowsko-polskiej inteligencji XX wieku. Sam artysta dla wielu był uosobieniem geniusza, tytana pracy i jednocześnie - niezwykle charyzmatycznego profesora, którego życie w równym stopniu było naznaczone wielkim szczęściem, jak i przejmującym cierpieniem. Przez krytyków przewrotnie zwany "malarzem fikusów", w swojej twórczości pozostał wierny akademickim założeniom wypracowanym przez twórców Komitetu Paryskiego. Wiele z jego płócien zawiera silny ładunek emocjonalny: twórca przedstawiał w nich smutek, żal, cierpienie i samotność.
Urodził się pod koniec XIX wieku w Krakowie, w średniozamożnej, żydowskiej rodzinie. Na Akademii Sztuk Pięknych studiował krótko,
bo w latach 1918-21. Jego profesorami byli najważniejsi artyści Młodej Polski - Wojciech Weiss i Józef Mehoffer. Przerwał studia, by następne kilka lat (1921-24) spędzić w Berlinie i w Wiedniu, gdzie zetknął się z niemieckim ekspresjonizmem. Interesowała go twórczość Alexandra Archipenki, Marca Chagalla, Wassilego Kandinsky'ego i Paula Klee. W 1924 roku powrócił do Krakowa i wznowił przerwane studia - tym razem w pracowni Felicjana Szczęsnego Kowarskiego, a potem - Józefa Pankiewicza. Bardzo szybko przyłączył się do grupy studentów zafascynowanych francuską awangardą i postanowił wraz z nimi wyjechać do Paryża. W 1929 uzyskał nagrodę w konkursie dla malarzy polskich mieszkających w Paryżu. Stamtąd pięć lat później wyruszył w podróż artystyczną do Hiszpanii i na Baleary. Do rodzinnego Krakowa wrócił dopiero w 1939 roku, osiem lat później niż inni kapiści. Po wybuchu wojny uciekł z całą rodziną do Lwowa. Przyjaciele uratowali go z tamtejszego getta i dzięki pomocy Janiny i Jana Strzałeckich oraz Marii Jarochowskiej udało mu się uciec do Warszawy. W 1942 roku uzyskał fałszywą tożsamość i świadectwo chrztu - z Artura Nachta przeobraził się w Stefana Samborskiego. Mieszkał na Chmielnej, a z pomocą Heleny Berger miał szansę prowadzić normalne życie, kontaktować się z "Żegotą" oraz pomagać bliskim.
Po wojnie malarz zamieszkał na Saskiej Kępie, na ulicy Walecznych 7. Od razu rozpoczął działalność organizacyjną w obrębie własnej grupy
zawodowej. Współzałożył Związek Polskich Artystów Plastyków, jednak bardzo szybko przeniósł się do Sopotu, gdzie objął stanowisko profesora malarstwa na powstającej właśnie Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Wraz z innymi pomorskimi pedagogami również silnie związanymi z koloryzmem i kapizmem, takimi jak Jan Cybis, Piotr Potworowski, Juliusz Studnicki, Janusz Strzałecki, Jan Wodyński i Hanna Żuławska, znacząco wpłynął na ukształtowanie się tzw. szkoły sopockiej. W jego powojennej twórczości widać inspiracje zarówno niemieckim ekspresjonizmem, jak i polskim koloryzmem. W efekcie stworzył niepowtarzalny konglomerat stylów, dzięki któremu na stałe wpisał się do kart historii powojennej polskiej sztuki.
Z sobie tylko charakterystyczną konsekwencją pozostawał wierny określonym tematom malarskim. Stałym problemem była w tym malarstwie martwa natura, w której masywna sylweta dostojnego, wielkolistnego fikusa koegzystuje najczęściej z kruchą doniczką lub
prostym wazonem. Wyróżniają się płaszczyznowo traktowane kobiece akty w intymnych wnętrzach, rzadsze są pejzaże. Na tych pozornie
prostych kwestiach artysta koncentrował niemal całą swoją uwagę. Redagował je w coraz to nowych ujęciach, kombinacjach przestrzennych i kolorystycznych. Odrzucał kapistowski kult pikturalizmu, cechujący zwłaszcza malarstwo Cybisa i Potworowskiego, nie rozmiłowywał się w tkance barwnej, a nawet do pewnego stopnia celebrował, jak pisała Joanna Pollakówna, "nieurodziwość" swojej sztuki. Wiele jego płócien - szczególnie martwych natur - z powodzeniem może ujmować widza fantazją zestawień kolorystycznych. W przedstawieniach ludzi, a szczególnie w aktach, widać troskliwość i podmiotowość w traktowaniu modela, który w jego kompozycjach zachowywał indywidualizm i własną osobowość.
Sam artysta miał bardzo krytyczne podejście do własnej twórczości. Za życia nie miał ani jednej wystawy indywidualnej, swoje obrazy
niechętnie pokazywał krytykom i odwiedzającym go w pracowni gościom. Rzadko uznawał je za skończone - dlatego też właściwie nigdy nie
sygnował i nie datował swoich kompozycji.

Studiował w krakowskiej ASP w latach 1918 - 21 pod kierunkiem J. Mehoffer i W. Weissa. Naukę malarstwa kontynuował w Berlinie i Wiedniu. W 1924 wyjechał z kapistami do Paryża, gdzie przebywał do 1939 r. W latach 1947 - 49 był profesorem w WSSP w Sopocie, a od 1949 do 1969 ASP w Warszawie. W początkowym okresie twórczości pozostawał pod wpływem ekspresjonizmu, nie był mu obojętny ruch formistyczny. Próbował połączyć w swych pracach twardość form geometrycznych z miękkością ludzkiego ciała czy kształtów roślinnych. W połowie lat dwudziestych istotną rolę w jego malarstwie zaczął odgrywać kolor traktowany z niezwykłym wyczuciem i zawsze harmonijnie zestrojony z przejrzystym układem kompozycyjnym. W poszukiwaniu właściwej miary dla sprzeczności, miary dla żywiołu życia i sztuki łączył artysta spontaniczny "rzut" doznania na płótno z logiką konstrukcji, najwyższą wrażliwość oka z głęboką kulturą, zmysłowe piękno z piękną myślą. Nacht niechętnie eksponował swe prace, wystawy indywidualnej nie miał nigdy. Dopiero w 1977 roku, na wielkiej pośmiertnej wystawie w warszawskim Muzeum Narodowym zaprezentowano kilkaset obrazów wybranych z ponad tysiąc obiektów liczącej pracownianej spuścizny artysty, ukazanej po raz pierwszy w sposób pełny i wszechstronny.


PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.