Prezentowany obraz pochodzi z podróży w 1884 roku z hrabią Karolem Lanckorońskim. Była to ekspedycji archeologiczna do Grecji i Azji Mniejszej. „Trasa wiodła przez Wiedeń, Triest, wzdłuż albańskich wybrzeży Adriatyku, przez Pireus, wyspę Rodos, do Atalii – Turcji; w drodze powrotnej zwiedzili Ateny. Lanckoroński, z wykształcenia prawnik, wybitny mąż stanu, wytrawny mecenas, znawca i kolekcjoner sztuki, autorytet w dziedzinie archeologii i ochrony zabytków, zorganizował szereg wypraw do Azji Mniejszej. Jacek Malczewski poznał go w 1884 roku, kiedy to został zaproszony do majątku Lanckorońskich w Rozdole, a następnie zaangażowany jako rysownik-kronikarz (ale na prawach uprzywilejowanego gościa) do prowadzenia rysunkowego diariusza z wyprawy. Stworzył swoisty dokument służący mniej archeologii, bardziej natomiast ilustracji życia codziennego ekspedycji i jej uczestników, portretowanych z werwą i zamiłowaniem do anegdoty. Do wspomnień z tej podróży powracał Malczewski w okresie późniejszym jeszcze kilkakrotnie, malując między innymi w latach 1895–1900 nastrojową kompozycję olejną „Don Kichot” i „Sancho Pansa” (MNK), przedstawiającą w sposób żartobliwy Lanckorońskiego i samego artystę nad jeziorem Beysehir w drodze do Konya. Dla Malczewskiego, nieobojętnego — jak się okazało — na piękno antyku, wyprawa

ta stała się źródłem doświadczeń, obserwacji, przeżyć, które zaowocują dopiero kilka lat później w ikonografii jego malarstwa, wyraźnie inspirowanego mitologią grecką; to tam narodzą się w jego artystycznej świadomości postaci faunów, syren, centaurów, chimer. Owocem tej wyprawy była także wieloletnia przyjaźń Lanckorońskiego z młodym malarzem, dla którego ten wyrafinowany humanista stał się z czasem mecenasem i opiekunem. Malczewski często bywał w Rozdole, zwłaszcza w latach 1884–1905. (…) W Rozdole znajdowała się też olbrzymia, licząca ponad 200 obiektów, kolekcja rysunków Malczewskiego z lat 1884–1922 (Wawel), obejmująca zarówno prace z wyprawy na Wschód, jak i z pobytów w Rozdole (…).

Karol Lanckoroński świadczył artyście, niezwykle dyskretnie i rozsądnie, pomoc finanansową. Niekiedy nadpłacał honoraria, co zauważył Malczewski w liście, informując, iż otrzymał „ (...) o 200 florenów więcej niż to było ustalone”. (…). Z kolei w październiku 1888 roku Malczewski składał deklarację: „ (...) dług mój zaciągnięty u Pana w tym roku nie mogłem uiścić się z najmniejszej raty — ale zaręczam Pana Hrabiego, że z czas zacznę się wypłacać. (…) Według wspomnień Karoliny Lanckorońskiej, „Ojciec chwilami był wobec Malczewskie opiekuńczy jak wobec dziecka (...) dzielił ojciec te starania z panem Edwardem Raczyńskim. przemian brali Malczewskiego w opiekę w sprawach tego świata i »pożyczali« mu tego, cze mu było potrzeba. Nie można bowiem było zabezpieczyć pana Jacka na dłuższy czas, bo natychmiast wszystko wydawał...”.

Stafania Krzysztofowicz-Kozakowska, Jacek Malczewski. Życie i twórczość, 2015, wyd. Olesiejuk, s.11–12.

18
Jacek MALCZEWSKI (1854-1929)

Kupcy arabscy, 1884 r.

olej, tektura, 36 × 50,5 cm
sygn. p. d.: J.Malczewski
na odwrocie wklejony certyfikat autentyczności z 1938 roku, wystawiony przez Dr. Stanisława Świerz-Zaleskiego kustosza Państwowych zbiorów sztuki na Wawelu Obraz pochodzi z podroży Jacka Malczewskiego na Bliski Wschód odbytej z Karolem hr. Lanckorońskim i prof. Marianem Sokołowskim w 1884 r.

Zobacz katalog

Sopocki Dom Aukcyjny

Aukcja Dzieł Sztuki

08.05.2021

17:00

Sprzedane 50 000 zł (60 000 zł z opłatą aukcyjną)
Cena wywoławcza: 47 000 zł
Estymacja: 60 000 - 90 000 zł

Prezentowany obraz pochodzi z podróży w 1884 roku z hrabią Karolem Lanckorońskim. Była to ekspedycji archeologiczna do Grecji i Azji Mniejszej. „Trasa wiodła przez Wiedeń, Triest, wzdłuż albańskich wybrzeży Adriatyku, przez Pireus, wyspę Rodos, do Atalii – Turcji; w drodze powrotnej zwiedzili Ateny. Lanckoroński, z wykształcenia prawnik, wybitny mąż stanu, wytrawny mecenas, znawca i kolekcjoner sztuki, autorytet w dziedzinie archeologii i ochrony zabytków, zorganizował szereg wypraw do Azji Mniejszej. Jacek Malczewski poznał go w 1884 roku, kiedy to został zaproszony do majątku Lanckorońskich w Rozdole, a następnie zaangażowany jako rysownik-kronikarz (ale na prawach uprzywilejowanego gościa) do prowadzenia rysunkowego diariusza z wyprawy. Stworzył swoisty dokument służący mniej archeologii, bardziej natomiast ilustracji życia codziennego ekspedycji i jej uczestników, portretowanych z werwą i zamiłowaniem do anegdoty. Do wspomnień z tej podróży powracał Malczewski w okresie późniejszym jeszcze kilkakrotnie, malując między innymi w latach 1895–1900 nastrojową kompozycję olejną „Don Kichot” i „Sancho Pansa” (MNK), przedstawiającą w sposób żartobliwy Lanckorońskiego i samego artystę nad jeziorem Beysehir w drodze do Konya. Dla Malczewskiego, nieobojętnego — jak się okazało — na piękno antyku, wyprawa

ta stała się źródłem doświadczeń, obserwacji, przeżyć, które zaowocują dopiero kilka lat później w ikonografii jego malarstwa, wyraźnie inspirowanego mitologią grecką; to tam narodzą się w jego artystycznej świadomości postaci faunów, syren, centaurów, chimer. Owocem tej wyprawy była także wieloletnia przyjaźń Lanckorońskiego z młodym malarzem, dla którego ten wyrafinowany humanista stał się z czasem mecenasem i opiekunem. Malczewski często bywał w Rozdole, zwłaszcza w latach 1884–1905. (…) W Rozdole znajdowała się też olbrzymia, licząca ponad 200 obiektów, kolekcja rysunków Malczewskiego z lat 1884–1922 (Wawel), obejmująca zarówno prace z wyprawy na Wschód, jak i z pobytów w Rozdole (…).

Karol Lanckoroński świadczył artyście, niezwykle dyskretnie i rozsądnie, pomoc finanansową. Niekiedy nadpłacał honoraria, co zauważył Malczewski w liście, informując, iż otrzymał „ (...) o 200 florenów więcej niż to było ustalone”. (…). Z kolei w październiku 1888 roku Malczewski składał deklarację: „ (...) dług mój zaciągnięty u Pana w tym roku nie mogłem uiścić się z najmniejszej raty — ale zaręczam Pana Hrabiego, że z czas zacznę się wypłacać. (…) Według wspomnień Karoliny Lanckorońskiej, „Ojciec chwilami był wobec Malczewskie opiekuńczy jak wobec dziecka (...) dzielił ojciec te starania z panem Edwardem Raczyńskim. przemian brali Malczewskiego w opiekę w sprawach tego świata i »pożyczali« mu tego, cze mu było potrzeba. Nie można bowiem było zabezpieczyć pana Jacka na dłuższy czas, bo natychmiast wszystko wydawał...”.

Stafania Krzysztofowicz-Kozakowska, Jacek Malczewski. Życie i twórczość, 2015, wyd. Olesiejuk, s.11–12.