"Wojciech Leder jest artystą procesualnym. Stwierdzenie to, narzucające mi się dziś z dziwną, nieodpartą mocą, może się niewątpliwie wydawać zaskakujące, prowokacyjne i nie do zaakceptowania - być może nawet dla samego artysty. Założywszy jednak, że nie jest ono całkiem bezzasadne, trzeba niewątpliwie zapytać: jaki specyficzny sens lub odcień znaczeniowy można mu nadać w jednostkowym przypadku Ledera?
Jak wiadomo, swoistą `sygnaturą artystyczną` bądź `znakiem firmowym` Ledera jest praktyka `sporządzania` obrazów przy użyciu różnorodnych, niekonwencjonalnych materiałów i substancji chemicznych oraz wielości inwencyjnych technik własnych. Powstające w ten sposób obrazy silnie podkreślają swoją materialność, konkretność, swe każdorazowo odmienne bycie-rzeczą. Jako `rzeczy malarskie` są one śladami czy też pozostałościami złożonych procesów fizykalno-chemicznych oraz operacji materiałowo-technicznych. Leder wielokrotnie przyznawał się do fascynacji tym procesualno-operacyjnym aspektem powstającego obrazu: zapoczątkowywaniem tworzących go procesów, obserwowaniem ich interakcji, czynnym ingerowaniem w nie, poddawaniem ich kontroli, technicznemu przekształcaniu, lecz także stymulowaniem ich samodzielnego - quasi-spontanicznego, quasi-automatycznego - rozwoju, prowokowaniem w nich niespodziewanych zdarzeń, które zrywając ciągłość tego, co zaprojektowane, przynoszą efekty niekontrolowane, przypadkowe.
Działając w tak rozumianej interakcji z procesami formacyjnymi, z techniczno-materialnymi potencjami, które są w stanie wyzwolić zdarzenie narodzin obrazu jako jednostkowej rzeczy, Leder wydaje się naśladować, odgrywać czy też `protetycznie` symulować to, co niegdyś określano mianem natura naturans - siłę twórczą, dynamiczną zasadę `panteistycznie` tkwiącą w samej przyrodzie. (Warto zauważyć, że w kontekście łódzkim analogiczne dążenia przejawiał wcześniej Karol Hiller, pragnący w swych heliografikach za pomocą elektryczności i chemii `rewolucjonizować materię` oraz rekonstruować działanie naturalnych żywiołów. W pewnym sensie Leder jest dziedzicem i kontynuatorem tej innej łódzkiej tradycji).
Procesualny wymiar twórczości Ledera skrywa się jednak jako taki przed oczami widzów, dając o sobie znać jedynie za pośrednictwem swych śladów, swych pozostałości: obrazów. Aktywizują one niewątpliwie widza, który może rekonstruować, aktywnie odtwarzać i odgrywać w wyobraźni procesy, które pozostawiły po sobie specyficzne uformowanie jednostkowego obrazu. Z drugiej strony niewątpliwie szkoda, że artysta nigdy nie zdecydował się konsekwentnie potraktować procesu powstawania obrazu jako samego dzieła-działania. Sądzę, że otworzyłoby to przed jego twórczością nowe, bardzo interesujące perspektywy; pewne pojęcie o nich może dać prezentowany w trakcie obecnej wystawy film Marcina Latałły - dokumentacja procesu powstawania obrazu Ordinare agrum, `sporządzonego` przez Ledera na wystawę w Atlasie Sztuki w 2004 roku.
To, iż obrazy Ledera są efektami naśladownictwa procesualnej natura naturans, nie oznacza, iż miałyby one cokolwiek przedstawiać czy reprezentować. Dokonują raczej samo-prezentacji, uobecniają się w wielości swych powierzchni - na wskroś każdej z nich. Ich `prezentyzm` nie daje się jednak utożsamić ze stanem pełnej, jednorodnej lub zunifikowanej, spoistej obecności. Jest to raczej za każdym razem odmienna, wewnętrznie niejednolita i złożona obecność - nadchodząca i niemogąca się w pełni uobecnić, za to przepełniona wewnętrznymi napięciami w ich mnogich figurach: rysach, pęknięciach, interferencjach, intarsjach, sfałdowaniach, skrzepnięciach, rozwarstwieniach, rozstępach, rozspojeniach itd. (...)".
Tomasz Załuski, Malarstwo przed malarstwem, [w:] Wojciech Leder. Pożegnanie z abstrakcją, katalog wystawy indywidualnej, Miejska Galeria Sztuki w Łodzi, Łódź 2008, s. nlb

14
Wojciech LEDER (ur. 1960, Łódź)

Kompozycja przestrzenna, 2014 r.

akryl, piasek/płótno, 125 x 200 cm
sygnowany, opisany i datowany na odwrociu: `WO. LEDER | 2014 | Kompozycja przestrzenna | akryl na piasku`

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

"Wojciech Leder jest artystą procesualnym. Stwierdzenie to, narzucające mi się dziś z dziwną, nieodpartą mocą, może się niewątpliwie wydawać zaskakujące, prowokacyjne i nie do zaakceptowania - być może nawet dla samego artysty. Założywszy jednak, że nie jest ono całkiem bezzasadne, trzeba niewątpliwie zapytać: jaki specyficzny sens lub odcień znaczeniowy można mu nadać w jednostkowym przypadku Ledera?
Jak wiadomo, swoistą `sygnaturą artystyczną` bądź `znakiem firmowym` Ledera jest praktyka `sporządzania` obrazów przy użyciu różnorodnych, niekonwencjonalnych materiałów i substancji chemicznych oraz wielości inwencyjnych technik własnych. Powstające w ten sposób obrazy silnie podkreślają swoją materialność, konkretność, swe każdorazowo odmienne bycie-rzeczą. Jako `rzeczy malarskie` są one śladami czy też pozostałościami złożonych procesów fizykalno-chemicznych oraz operacji materiałowo-technicznych. Leder wielokrotnie przyznawał się do fascynacji tym procesualno-operacyjnym aspektem powstającego obrazu: zapoczątkowywaniem tworzących go procesów, obserwowaniem ich interakcji, czynnym ingerowaniem w nie, poddawaniem ich kontroli, technicznemu przekształcaniu, lecz także stymulowaniem ich samodzielnego - quasi-spontanicznego, quasi-automatycznego - rozwoju, prowokowaniem w nich niespodziewanych zdarzeń, które zrywając ciągłość tego, co zaprojektowane, przynoszą efekty niekontrolowane, przypadkowe.
Działając w tak rozumianej interakcji z procesami formacyjnymi, z techniczno-materialnymi potencjami, które są w stanie wyzwolić zdarzenie narodzin obrazu jako jednostkowej rzeczy, Leder wydaje się naśladować, odgrywać czy też `protetycznie` symulować to, co niegdyś określano mianem natura naturans - siłę twórczą, dynamiczną zasadę `panteistycznie` tkwiącą w samej przyrodzie. (Warto zauważyć, że w kontekście łódzkim analogiczne dążenia przejawiał wcześniej Karol Hiller, pragnący w swych heliografikach za pomocą elektryczności i chemii `rewolucjonizować materię` oraz rekonstruować działanie naturalnych żywiołów. W pewnym sensie Leder jest dziedzicem i kontynuatorem tej innej łódzkiej tradycji).
Procesualny wymiar twórczości Ledera skrywa się jednak jako taki przed oczami widzów, dając o sobie znać jedynie za pośrednictwem swych śladów, swych pozostałości: obrazów. Aktywizują one niewątpliwie widza, który może rekonstruować, aktywnie odtwarzać i odgrywać w wyobraźni procesy, które pozostawiły po sobie specyficzne uformowanie jednostkowego obrazu. Z drugiej strony niewątpliwie szkoda, że artysta nigdy nie zdecydował się konsekwentnie potraktować procesu powstawania obrazu jako samego dzieła-działania. Sądzę, że otworzyłoby to przed jego twórczością nowe, bardzo interesujące perspektywy; pewne pojęcie o nich może dać prezentowany w trakcie obecnej wystawy film Marcina Latałły - dokumentacja procesu powstawania obrazu Ordinare agrum, `sporządzonego` przez Ledera na wystawę w Atlasie Sztuki w 2004 roku.
To, iż obrazy Ledera są efektami naśladownictwa procesualnej natura naturans, nie oznacza, iż miałyby one cokolwiek przedstawiać czy reprezentować. Dokonują raczej samo-prezentacji, uobecniają się w wielości swych powierzchni - na wskroś każdej z nich. Ich `prezentyzm` nie daje się jednak utożsamić ze stanem pełnej, jednorodnej lub zunifikowanej, spoistej obecności. Jest to raczej za każdym razem odmienna, wewnętrznie niejednolita i złożona obecność - nadchodząca i niemogąca się w pełni uobecnić, za to przepełniona wewnętrznymi napięciami w ich mnogich figurach: rysach, pęknięciach, interferencjach, intarsjach, sfałdowaniach, skrzepnięciach, rozwarstwieniach, rozstępach, rozspojeniach itd. (...)".
Tomasz Załuski, Malarstwo przed malarstwem, [w:] Wojciech Leder. Pożegnanie z abstrakcją, katalog wystawy indywidualnej, Miejska Galeria Sztuki w Łodzi, Łódź 2008, s. nlb