"Niestety, było to jednak samobójstwo. Zostawił jakąś kartkę, w której prosi Tadeusza Dominika, żeby sprzedał książki i zapłacił długi, ale żadnych wyjaśnień. Wczoraj pochowaliśmy go na Powązkach. Wielki tłum, bo i Szkoła Teatralna, w której uczył, i artyści. Był bardzo lubiany, choć zdawał się tego nie zauważać. Ogólnie sądzi się, że przyczyny były natury artystycznej, musiało też siedzieć w nim jakieś schorzenie psychiczne. Dał w każdym razie niedobry przykład. To wszystko, co wiem o człowieku, którego naprawdę lubiłem i może słowem byłbym mógł uratować. Miał jakiś swój stały uśmiech, dzisiaj wiem, że niedobry, nie pozwalający na rozmowy intymne". (Jan Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966, Warszawa 1980, s. 310)

Przedwczesna samobójcza śmierć Zbigniewa Tymoszewskiego była wydarzeniem szokującym dla warszawskiego środowiska artystycznego. Wielu artystów pożegnało przyjaciela, wszyscy zgodni byli co do tego, że sztuka polska straciła wielkiego artystę. Mimo że po studiach nie podjął dalszej współpracy z warszawską ASP, pozostawał w cieniu swoich akademickich kolegów, świadomie unikając wystaw i rozgłosu, a jego późne prace nieznane były nawet w kręgu bliskich znajomych, to zaprezentowany na pośmiertnej wystawie w 1963 roku dorobek artysty z ostatnich lat życia uzmysłowił krytykom niepodważalny fakt - Tymoszewski był twórcą dojrzałym i wybitnym, najlepszym bodaj z artystów nurtu malarstwa materii. W swoim malarstwie kontynuował poniekąd tradycję kolorystyczną wyniesioną z pracowni Cybisa, pracując jednocześnie nad osiągnięciem syntezy nieco zdezaktualizowanego koloryzmu z ówczesnymi nowymi tendencjami, takimi jak malarstwo materii. Do samego końca podejmował również w swoich pracach dialog z wielką tradycją europejskiego malarstwa figuratywnego. Pozostawał pod ogromnym wrażeniem Tycjana i Rembrandta, ekspresji koloru i faktury w obrazach mistrzów. Piotr Majewski uważa wręcz, że diametralna przemiana stylu Tymoszewskiego w kierunki malarstwa materii dokonała się pod wpływem podróży do Włoch w 1958 roku i obcowania z dziełami m.in. Tycjana, o którym zanotował, że "farba kapała [mu] z pędzla". Właśnie faktura stała się dla Tymoszewskiego głównym zagadnieniem i drogą ku przełamaniu dogmatów koloryzmu. O ile dla Cybisa faktura była jedynie efektem ubocznym, a niekiedy środkiem do osiągnięcia określonych efektów kolorystycznych poprzez nawarstwianie farby, o tyle dla Tymoszewskiego stanowiła wartość odrębną, autonomiczną i emocjonalną. Należy dodać, że artysta, nawet w obrazach balansujących na granicy abstrakcji, nie tracił tego, co charakteryzowało jego malarstwo od pierwszych lat studiów, mianowicie niezwykłej wrażliwości na kolor, umiejętności osiągania kompozycyjnej równowagi i lekkości w operowaniu formą.
W 1958 roku w Warszawie, w salach wystawowych dawnego IPS odbyła się jedyna za życia Tymoszewskiego indywidualna wystawa jego prac. Rok później oficjalnie wycofał się z życia publicznego i skupił wyłącznie na pracy - tej w Liceum Techniki Teatralnej oraz pracy malarskiej. Mówiono, że Tymoszewski bał się kolejnej wystawy, nie schlebiały mu dotychczasowe słowa uznania, czuł, że musi pracować niezwykle ciężko, w żadnym razie nie chciał pokazywać prac niedoskonałych, którymi nie był w pełni usatysfakcjonowany. Kolejna wystawa odbyła się już po śmierci artysty, w 1963 roku. Tak opisywał swoje wrażenia Jan Cybis: "o siódmej po południu równocześnie otwarcie wystawy Zbyszka Tymoszewskiego na MDM i rozdanie nagród Ministra Kultury i Sztuki. (...) Pojechałem więc wcześniej na wystawę Zbyszka. Abstrahując od wszelkich czynników emocjonalnych, jak tragiczna śmierć, zamknięte dzieło - wystawa robi głębokie wrażenie, poważne przez pasję, zaangażowanie, logikę. Znam to, co się robi. Wśród tego wszystkiego Tymoszewskiego pozycja zostanie jako przykład. Szkoda go. Nie wytrzymał napięcia. Powód samobójstwa nie wydaje mi się teraz natury psychologicznej, był wyczerpany pracą i w tym stanie napadły go zwątpienia, których nie wytrzymał. (...) Myślałem nieraz, że nie ma w Polsce malarza tak głupiego, żeby harował jak ja. Tymczasem Tymoszewski harował bodaj jeszcze więcej. Zrobił wszystko w okresie ostatnich dwóch lat, zajęty w dodatku przez cały tydzień w liceum teatralnym. Miał lęk przed wystawą. Ciągle uważał, że nie jest gotów". (Jan Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966, Warszawa 1980, s. 330)

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.

53
Zbigniew TYMOSZEWSKI (1924-1963)

Kompozycja

olej/płótno, 91,5 x 81 cm

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

"Niestety, było to jednak samobójstwo. Zostawił jakąś kartkę, w której prosi Tadeusza Dominika, żeby sprzedał książki i zapłacił długi, ale żadnych wyjaśnień. Wczoraj pochowaliśmy go na Powązkach. Wielki tłum, bo i Szkoła Teatralna, w której uczył, i artyści. Był bardzo lubiany, choć zdawał się tego nie zauważać. Ogólnie sądzi się, że przyczyny były natury artystycznej, musiało też siedzieć w nim jakieś schorzenie psychiczne. Dał w każdym razie niedobry przykład. To wszystko, co wiem o człowieku, którego naprawdę lubiłem i może słowem byłbym mógł uratować. Miał jakiś swój stały uśmiech, dzisiaj wiem, że niedobry, nie pozwalający na rozmowy intymne". (Jan Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966, Warszawa 1980, s. 310)

Przedwczesna samobójcza śmierć Zbigniewa Tymoszewskiego była wydarzeniem szokującym dla warszawskiego środowiska artystycznego. Wielu artystów pożegnało przyjaciela, wszyscy zgodni byli co do tego, że sztuka polska straciła wielkiego artystę. Mimo że po studiach nie podjął dalszej współpracy z warszawską ASP, pozostawał w cieniu swoich akademickich kolegów, świadomie unikając wystaw i rozgłosu, a jego późne prace nieznane były nawet w kręgu bliskich znajomych, to zaprezentowany na pośmiertnej wystawie w 1963 roku dorobek artysty z ostatnich lat życia uzmysłowił krytykom niepodważalny fakt - Tymoszewski był twórcą dojrzałym i wybitnym, najlepszym bodaj z artystów nurtu malarstwa materii. W swoim malarstwie kontynuował poniekąd tradycję kolorystyczną wyniesioną z pracowni Cybisa, pracując jednocześnie nad osiągnięciem syntezy nieco zdezaktualizowanego koloryzmu z ówczesnymi nowymi tendencjami, takimi jak malarstwo materii. Do samego końca podejmował również w swoich pracach dialog z wielką tradycją europejskiego malarstwa figuratywnego. Pozostawał pod ogromnym wrażeniem Tycjana i Rembrandta, ekspresji koloru i faktury w obrazach mistrzów. Piotr Majewski uważa wręcz, że diametralna przemiana stylu Tymoszewskiego w kierunki malarstwa materii dokonała się pod wpływem podróży do Włoch w 1958 roku i obcowania z dziełami m.in. Tycjana, o którym zanotował, że "farba kapała [mu] z pędzla". Właśnie faktura stała się dla Tymoszewskiego głównym zagadnieniem i drogą ku przełamaniu dogmatów koloryzmu. O ile dla Cybisa faktura była jedynie efektem ubocznym, a niekiedy środkiem do osiągnięcia określonych efektów kolorystycznych poprzez nawarstwianie farby, o tyle dla Tymoszewskiego stanowiła wartość odrębną, autonomiczną i emocjonalną. Należy dodać, że artysta, nawet w obrazach balansujących na granicy abstrakcji, nie tracił tego, co charakteryzowało jego malarstwo od pierwszych lat studiów, mianowicie niezwykłej wrażliwości na kolor, umiejętności osiągania kompozycyjnej równowagi i lekkości w operowaniu formą.
W 1958 roku w Warszawie, w salach wystawowych dawnego IPS odbyła się jedyna za życia Tymoszewskiego indywidualna wystawa jego prac. Rok później oficjalnie wycofał się z życia publicznego i skupił wyłącznie na pracy - tej w Liceum Techniki Teatralnej oraz pracy malarskiej. Mówiono, że Tymoszewski bał się kolejnej wystawy, nie schlebiały mu dotychczasowe słowa uznania, czuł, że musi pracować niezwykle ciężko, w żadnym razie nie chciał pokazywać prac niedoskonałych, którymi nie był w pełni usatysfakcjonowany. Kolejna wystawa odbyła się już po śmierci artysty, w 1963 roku. Tak opisywał swoje wrażenia Jan Cybis: "o siódmej po południu równocześnie otwarcie wystawy Zbyszka Tymoszewskiego na MDM i rozdanie nagród Ministra Kultury i Sztuki. (...) Pojechałem więc wcześniej na wystawę Zbyszka. Abstrahując od wszelkich czynników emocjonalnych, jak tragiczna śmierć, zamknięte dzieło - wystawa robi głębokie wrażenie, poważne przez pasję, zaangażowanie, logikę. Znam to, co się robi. Wśród tego wszystkiego Tymoszewskiego pozycja zostanie jako przykład. Szkoda go. Nie wytrzymał napięcia. Powód samobójstwa nie wydaje mi się teraz natury psychologicznej, był wyczerpany pracą i w tym stanie napadły go zwątpienia, których nie wytrzymał. (...) Myślałem nieraz, że nie ma w Polsce malarza tak głupiego, żeby harował jak ja. Tymczasem Tymoszewski harował bodaj jeszcze więcej. Zrobił wszystko w okresie ostatnich dwóch lat, zajęty w dodatku przez cały tydzień w liceum teatralnym. Miał lęk przed wystawą. Ciągle uważał, że nie jest gotów". (Jan Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966, Warszawa 1980, s. 330)

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.