Rzadko zdarza się, żeby na polskim rynku antykwarycznym pojawił się obraz nowożytnego artysty, któremu wybitny historyk sztuki poświęcił monografię, choćby w postaci artykułu. Tak jest w tym przypadku - twórczość Jana Baptysty Weenixa została opracowana w rozprawie pióra Wolfganga Stechowa.
Prezentowany obraz to przede wszystkim przedstawienie wnętrza budynku - widz stoi w zadaszonej jego części, która otwiera się łukiem na pozbawioną dachu, zabudowaną przestrzeń. Można powiedzieć, że tematem obrazu jest w pierwszej kolejności perspektywa. Jej umiejętne użycie tworzy przekonywającą sugestię realności przedstawionej przestrzeni. Dodatkowo potęguje ją sugestywne użycie światła - miękkiego i ciepłego, jakby poprzedzające zachód słońca. Obraz został wyreżyserowany w oparciu o mocny kontrast - ukośna linia dzieli płótno na dwie strefy. W tej cienistej rozgrywa się marginalna, ale ożywiająca scena z dwoma psami. Na granicy między cieniem a światłem znajduje się grupa ludzi pogrążonych w dyskusji (podniesiona męska ręka podkreśla moment dowodzenia czegoś). Jesteśmy skazani na niewiedzę w tym względzie. Być może wywód ma związek z pracą dwóch znajdujących się obok mężczyzn.
W malarstwie architektonicznym często dzielono się pracą. Na ogół jeden artysta przedstawiał architekturę i swojemu, stałemu na ogół współpracownikowi, powierzał wykonanie sztafażu. Choć wiadomo, że Jan Baptysta Weenix współpracował w ten sposób z Nicolausem Knüpferem, to jednak wydaje się, że w przypadku prezentowanego obrazu jest inaczej, ponieważ ludzkie sylwetki są mocno i pewnie osadzone w całości.
Naturalnym wydaje się być pytanie o tożsamość przedstawionego wnętrza i widocznego w prześwicie krajobrazu. Zajmująca historia malarstwa architektonicznego wskazuje, że duża część malowanych budynków i ich wnętrz nigdy nie istniała. Jest to gatunek, który polegał w takim samym stopniu na przedstawianiu rzeczywistej co imaginacyjnej architektury. Chociaż w prezentowanej pracy krajobraz obecny jest w niewielkim stopniu, to jednak można rozpoznać to, do czego tęsknili i jak sobie wyobrażali słoneczną Italię. Zatem w tym kraju znajduje się świątynia. Jej dziwna architektoniczna struktura przypomina wnętrze kościoła z obrazów niderlandzkich manierystycznych mistrzów, np. Hansa Vredemana de Vriesa. O ile jednak tam wzrok widza wciągany był w nieskończoną liczbę zakamarków, a przestrzeń komplikowała się do przesady - tutaj układ jest czytelny.
Jan Baptysta Weenix uczył się u Abrahama Bloemaerta w Utrechcie, a następnie przez dwa lata w Amsterdamie u Claesa Cornelisz.’a Moeyaerta. W 1642 roku opuścił Niderlandy, by udać się do Włoch, gdzie spędził cztery lata. Został tam członkiem Schildersbent, stowarzyszenia założonego przez holenderskich artystów. Ze względu na wadę wymowy obrał pseudonim "grzechotka". Jeszcze przed 1647 rokiem zaczął się podpisywać jako "Gio[vanni] Batt[ist]a Weenix", co było związane nie tylko z uprawianiem italianizującej formuły sztuki, lecz także ze służbą kardynałowi Giovanniemu Battiście Pamphilj. Włochy były dla Weenixa ważne jako upragnione przez człowieka Północy miejsce inspiracji - była jej źródłem przede wszystkim tutejsza architektura z licznymi ruinami, które wielokrotnie "zapisywał rysunkowo". Był to jednak też kraj, gdzie działali wybitni artyści - spośród nich największy wpływ na przybysza miał wywrzeć Viviano Codazzi. Resztę życia artysta spędził w swojej ojczyźnie.
Jan Baptysta Weenix tworzył nie tylko obrazy z widokami architektury. W jego oeuvre znajdują się prace w różnych mediach. Był również pejzażystą, tworzył obrazy trompe l’oeil i portrety. W widokach architektonicznych zdarzało mu się wykorzystywać również istniejące budynki (czy może raczej ruiny), jak np. resztki świątyni Jupitera ze Wzgórza Kapitolińskiego ("Towarzystwo myśliwych nieopodal ruin", 1648, kolekcja prywatna S.A. Millikin, Cleveland, Ohio). Pojawiają się na jego obrazach również rzeźby z podręczników historii sztuki, jak np. Waza Medycejska czy Dioskurowie ze Wzgórza Kapitolińskiego - umieszczeni w imaginacyjnej scenie portowej (1649, Centraal Museum, Utrecht).

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.

73
Jan Baptist WEENIX (1621 - 1663)

Fantazja architektoniczna, po 1647 r.

olej/płótno (dublowane), 80 x 67 cm
sygnowany wewnątrz przedstawienia (na tablicy nad posągiem): 'GIO BATTA | WEENIX | fecit'

POCHODZENIE: - spadkobiercy przedwojennej warszawskiej kolekcji

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

Rzadko zdarza się, żeby na polskim rynku antykwarycznym pojawił się obraz nowożytnego artysty, któremu wybitny historyk sztuki poświęcił monografię, choćby w postaci artykułu. Tak jest w tym przypadku - twórczość Jana Baptysty Weenixa została opracowana w rozprawie pióra Wolfganga Stechowa.
Prezentowany obraz to przede wszystkim przedstawienie wnętrza budynku - widz stoi w zadaszonej jego części, która otwiera się łukiem na pozbawioną dachu, zabudowaną przestrzeń. Można powiedzieć, że tematem obrazu jest w pierwszej kolejności perspektywa. Jej umiejętne użycie tworzy przekonywającą sugestię realności przedstawionej przestrzeni. Dodatkowo potęguje ją sugestywne użycie światła - miękkiego i ciepłego, jakby poprzedzające zachód słońca. Obraz został wyreżyserowany w oparciu o mocny kontrast - ukośna linia dzieli płótno na dwie strefy. W tej cienistej rozgrywa się marginalna, ale ożywiająca scena z dwoma psami. Na granicy między cieniem a światłem znajduje się grupa ludzi pogrążonych w dyskusji (podniesiona męska ręka podkreśla moment dowodzenia czegoś). Jesteśmy skazani na niewiedzę w tym względzie. Być może wywód ma związek z pracą dwóch znajdujących się obok mężczyzn.
W malarstwie architektonicznym często dzielono się pracą. Na ogół jeden artysta przedstawiał architekturę i swojemu, stałemu na ogół współpracownikowi, powierzał wykonanie sztafażu. Choć wiadomo, że Jan Baptysta Weenix współpracował w ten sposób z Nicolausem Knüpferem, to jednak wydaje się, że w przypadku prezentowanego obrazu jest inaczej, ponieważ ludzkie sylwetki są mocno i pewnie osadzone w całości.
Naturalnym wydaje się być pytanie o tożsamość przedstawionego wnętrza i widocznego w prześwicie krajobrazu. Zajmująca historia malarstwa architektonicznego wskazuje, że duża część malowanych budynków i ich wnętrz nigdy nie istniała. Jest to gatunek, który polegał w takim samym stopniu na przedstawianiu rzeczywistej co imaginacyjnej architektury. Chociaż w prezentowanej pracy krajobraz obecny jest w niewielkim stopniu, to jednak można rozpoznać to, do czego tęsknili i jak sobie wyobrażali słoneczną Italię. Zatem w tym kraju znajduje się świątynia. Jej dziwna architektoniczna struktura przypomina wnętrze kościoła z obrazów niderlandzkich manierystycznych mistrzów, np. Hansa Vredemana de Vriesa. O ile jednak tam wzrok widza wciągany był w nieskończoną liczbę zakamarków, a przestrzeń komplikowała się do przesady - tutaj układ jest czytelny.
Jan Baptysta Weenix uczył się u Abrahama Bloemaerta w Utrechcie, a następnie przez dwa lata w Amsterdamie u Claesa Cornelisz.’a Moeyaerta. W 1642 roku opuścił Niderlandy, by udać się do Włoch, gdzie spędził cztery lata. Został tam członkiem Schildersbent, stowarzyszenia założonego przez holenderskich artystów. Ze względu na wadę wymowy obrał pseudonim "grzechotka". Jeszcze przed 1647 rokiem zaczął się podpisywać jako "Gio[vanni] Batt[ist]a Weenix", co było związane nie tylko z uprawianiem italianizującej formuły sztuki, lecz także ze służbą kardynałowi Giovanniemu Battiście Pamphilj. Włochy były dla Weenixa ważne jako upragnione przez człowieka Północy miejsce inspiracji - była jej źródłem przede wszystkim tutejsza architektura z licznymi ruinami, które wielokrotnie "zapisywał rysunkowo". Był to jednak też kraj, gdzie działali wybitni artyści - spośród nich największy wpływ na przybysza miał wywrzeć Viviano Codazzi. Resztę życia artysta spędził w swojej ojczyźnie.
Jan Baptysta Weenix tworzył nie tylko obrazy z widokami architektury. W jego oeuvre znajdują się prace w różnych mediach. Był również pejzażystą, tworzył obrazy trompe l’oeil i portrety. W widokach architektonicznych zdarzało mu się wykorzystywać również istniejące budynki (czy może raczej ruiny), jak np. resztki świątyni Jupitera ze Wzgórza Kapitolińskiego ("Towarzystwo myśliwych nieopodal ruin", 1648, kolekcja prywatna S.A. Millikin, Cleveland, Ohio). Pojawiają się na jego obrazach również rzeźby z podręczników historii sztuki, jak np. Waza Medycejska czy Dioskurowie ze Wzgórza Kapitolińskiego - umieszczeni w imaginacyjnej scenie portowej (1649, Centraal Museum, Utrecht).

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i naliczana jest degresywnie w zależności od kwoty wylicytowanej: do 100 000 złotych (włącznie) - w wysokości 18%, a powyżej 100 000 złotych - w wysokości 15%.