Proweniencja:
- zakup z kolekcji rodziny artysty
- kolekcja prywatna, Polska

Unikatowy przykład młodzieńczej twórczości Jerzego Dudy-Gracza. Obraz powstał w okresie krystalizowania się malarskiego stylu artysty, z widocznym już zamiłowaniem do groteskowej deformacji postaci, przerysowania gestów i wyrazistej dramaturgii sceny. Monumentalny format obrazu, odwołania do stylistyki dzieł dawnych mistrzów i malarska kreacja na granicy realizmu i karykatury, tworzą arcyciekawe połączenie. Warstwa krajobrazu widoczna na obrazie została przygotowana przez Henryka Wańka, postaci zaś w pełni namalowane przez Jerzego Dudę-Gracza.

Postaci przedstawione na obrazie to studenci filii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, na czele z profesorem Rafałem Pomorskim, pedagogiem w latach 1947-1974. Na obrazie przedstawiony jest on na koniu, w szkarłatnej pelerynie i zbroi chroniącej tors - pełni rolę wodza wesołej ferajny. Dobrze oddaje to także tytuł obrazu, w którym podkreślony jest szacunek i ranga profesora. Artysta odważnie portretuje swoich znajomych z uczelni w studium aktów. Z właściwym dla siebie humorem jednych przedstawia jako anioły, innych z ciekawymi atrybutami, jak choćby z prasą walcową czy rulonem rysunków. Wszak filia w Katowicach słynęła ze znakomitego Wydziału Grafiki.

Znakomity opis obrazu wraz z przedstawieniem postaci na nim występujących, zredagowała Pani Natalia Kruszyna, kustosz Muzeum Historii Katowic, znawczyni twórczości Jerzego Dudy-Gracza i autorka publikacji. Poniższy cytat pochodzi z przygotowywanej monografii tego artysty:

"W […] czasie kolejnych zajęć Pracowni bez Pomora, za to w nastroju swobodnym i młodzieńczym (z udziałem "niskoprocentowych środków dopingujących"), narodził się pomysł na kolejny żart. I niespodziankę dla profesora […] A wtedy ktoś, gdzieś znalazł starą, szkolną tablicę, mocną, dobrze oprawioną - wystarczyło porządnie zagruntować i do dzieła… Spory format... Zrazu malować mieli wszyscy, każdy coś, co potrafił najlepiej, koncepcji było mnóstwo, ale jak przyszło co do czego, to ciężko się było umówić… Wreszcie Henryk Waniek zadeklarował, że on sam stworzy ogromne pejzażowe tło, oczywiście w swoim, nie profesorskim stylu. Łagodne, szmaragdowe wzgórza, wstęga rzeki, bezlistne drzewa i samotna kapliczka na szczycie. A na niebie dramat: kłębiące się świetliste chmury dławi czarna otchłań z ognistą łuną - nie wiadomo czy z dogorywającego pola bitwy, czy tylko ze słońca niknącego za wzniesieniem. W tę kompozycję, chcąc nie chcąc musiał się wpisać Duda-Gracz, który nie czekając na resztę, postanowił sam dokończyć dzieła bo termin się zbliżał. I tak oto powstała Apoteoza Komandora Pomora w stroju rzymskiego cesarza na białym koniu, połączona z nieco memlingowskim w swej cielesności Sądem Ostatecznym dla niesubordynowanych studentów, a zwłaszcza z potępieniem Don Jerzego, strącanego w piekielne czeluście z symbolami grzechów swoich: zawadiacko przekrzywionym dziewiczym wiankiem i kieliszkiem wina. […] Pod kopytami zwycięskiego rumaka leży Tadeusz Siara (który akurat wdał się w jakiś zatarg z profesorem); u siodła trzyma się asystent Bertold Kuszka (aż, ten Duda złośliwiec!); z koszem owoców na głowie, bogini obfitości - Dorota Kabiesz, tuż za nią, z butelką Zbigniew Pieczykolan; obok Henryk Waniek i Katarzyna Górecka jako Adam i Ewa z żółciutką kaczuszką; tyłem, z rulonem rysunków pod pachą, do kolejnego wydawnictwa pospiesza Tomasz Jura; blondynka z tabliczką Obcym wstęp wzb... to Jadwiga Dębolaska; zaś kamienną płytę, która zaraz przygniecie rozpustnika, dźwiga Marian Zawisła, jego przyszła żona, Zofia Górska, z oskarżycielskim gestem, stopą wpycha flirciarza w grobową niszę; wszystkiemu przygląda się i zapewne zaraz przetworzy na grafikę, pracująca przy prasie walcowej Małgorzata Komorowska, a na drugim brzegu rzeki stoi skromnie, zawsze nieco wyalienowana Ewa Wasserteil. Amorki: Marian Imański i Zdzisław Jarząbek trzymają nad głową wodza dębowy wieniec; Jan Dubiel prezentuje dzieło mistrza pt. Zlew, a Florian Nycz na trąbce wygrywa jego chwałę i ogłasza nadchodzący czas sądu."
Natalia Kruszyna, Pracownia Pomorskiego A.D. 1966. DEC., w: Jerzy Duda-Gracz. Próba rekonstrukcji (monografia w przygotowaniu).

Obraz został namalowany w trakcie studiów Jerzego Dudy-Gracza na wspomnianym wydziale katowickiej filii. Dyplom uzyskał w 1968 roku za cykl olejnych obrazów, grafik i rysunków o tematyce żydowskiej - Judaiki. Co ciekawe, w okresie studiów prowadził zajęcia teatralne i plastyczne w Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym Żydów w Katowicach. Motywy żydowskie mocno zakorzeniły się w kompozycjach Dudy-Gracza. Powracały w jego twórczości do lat 90.

Dzieło pochodzące z kolekcji rodziny artysty, należy do rzadko spotykanych na rynku aukcyjnym wczesnych realizacji i stanowić może istotne uzupełnienie kolekcjonerskiego dorobku tego twórcy.


*wszelkie prawa zastrzeżone - Polski Dom Aukcyjny Wojciech Śladowski (www.polskidomaukcyjny.com.pl)

01
Jerzy DUDA-GRACZ (1941 Częstochowa - 2004 Łagów)

Bez tytułu (Apoteoza Komandora Pomora), 1966

technika mieszana, płyta; 117 x 177 cm;
sygn. i dat. l. g.: PINX. J. DUDA-GRACZ: PERSONES / H. VANIEK: PLENER AD. 1966. DEC.

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

Proweniencja:
- zakup z kolekcji rodziny artysty
- kolekcja prywatna, Polska

Unikatowy przykład młodzieńczej twórczości Jerzego Dudy-Gracza. Obraz powstał w okresie krystalizowania się malarskiego stylu artysty, z widocznym już zamiłowaniem do groteskowej deformacji postaci, przerysowania gestów i wyrazistej dramaturgii sceny. Monumentalny format obrazu, odwołania do stylistyki dzieł dawnych mistrzów i malarska kreacja na granicy realizmu i karykatury, tworzą arcyciekawe połączenie. Warstwa krajobrazu widoczna na obrazie została przygotowana przez Henryka Wańka, postaci zaś w pełni namalowane przez Jerzego Dudę-Gracza.

Postaci przedstawione na obrazie to studenci filii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, na czele z profesorem Rafałem Pomorskim, pedagogiem w latach 1947-1974. Na obrazie przedstawiony jest on na koniu, w szkarłatnej pelerynie i zbroi chroniącej tors - pełni rolę wodza wesołej ferajny. Dobrze oddaje to także tytuł obrazu, w którym podkreślony jest szacunek i ranga profesora. Artysta odważnie portretuje swoich znajomych z uczelni w studium aktów. Z właściwym dla siebie humorem jednych przedstawia jako anioły, innych z ciekawymi atrybutami, jak choćby z prasą walcową czy rulonem rysunków. Wszak filia w Katowicach słynęła ze znakomitego Wydziału Grafiki.

Znakomity opis obrazu wraz z przedstawieniem postaci na nim występujących, zredagowała Pani Natalia Kruszyna, kustosz Muzeum Historii Katowic, znawczyni twórczości Jerzego Dudy-Gracza i autorka publikacji. Poniższy cytat pochodzi z przygotowywanej monografii tego artysty:

"W […] czasie kolejnych zajęć Pracowni bez Pomora, za to w nastroju swobodnym i młodzieńczym (z udziałem "niskoprocentowych środków dopingujących"), narodził się pomysł na kolejny żart. I niespodziankę dla profesora […] A wtedy ktoś, gdzieś znalazł starą, szkolną tablicę, mocną, dobrze oprawioną - wystarczyło porządnie zagruntować i do dzieła… Spory format... Zrazu malować mieli wszyscy, każdy coś, co potrafił najlepiej, koncepcji było mnóstwo, ale jak przyszło co do czego, to ciężko się było umówić… Wreszcie Henryk Waniek zadeklarował, że on sam stworzy ogromne pejzażowe tło, oczywiście w swoim, nie profesorskim stylu. Łagodne, szmaragdowe wzgórza, wstęga rzeki, bezlistne drzewa i samotna kapliczka na szczycie. A na niebie dramat: kłębiące się świetliste chmury dławi czarna otchłań z ognistą łuną - nie wiadomo czy z dogorywającego pola bitwy, czy tylko ze słońca niknącego za wzniesieniem. W tę kompozycję, chcąc nie chcąc musiał się wpisać Duda-Gracz, który nie czekając na resztę, postanowił sam dokończyć dzieła bo termin się zbliżał. I tak oto powstała Apoteoza Komandora Pomora w stroju rzymskiego cesarza na białym koniu, połączona z nieco memlingowskim w swej cielesności Sądem Ostatecznym dla niesubordynowanych studentów, a zwłaszcza z potępieniem Don Jerzego, strącanego w piekielne czeluście z symbolami grzechów swoich: zawadiacko przekrzywionym dziewiczym wiankiem i kieliszkiem wina. […] Pod kopytami zwycięskiego rumaka leży Tadeusz Siara (który akurat wdał się w jakiś zatarg z profesorem); u siodła trzyma się asystent Bertold Kuszka (aż, ten Duda złośliwiec!); z koszem owoców na głowie, bogini obfitości - Dorota Kabiesz, tuż za nią, z butelką Zbigniew Pieczykolan; obok Henryk Waniek i Katarzyna Górecka jako Adam i Ewa z żółciutką kaczuszką; tyłem, z rulonem rysunków pod pachą, do kolejnego wydawnictwa pospiesza Tomasz Jura; blondynka z tabliczką Obcym wstęp wzb... to Jadwiga Dębolaska; zaś kamienną płytę, która zaraz przygniecie rozpustnika, dźwiga Marian Zawisła, jego przyszła żona, Zofia Górska, z oskarżycielskim gestem, stopą wpycha flirciarza w grobową niszę; wszystkiemu przygląda się i zapewne zaraz przetworzy na grafikę, pracująca przy prasie walcowej Małgorzata Komorowska, a na drugim brzegu rzeki stoi skromnie, zawsze nieco wyalienowana Ewa Wasserteil. Amorki: Marian Imański i Zdzisław Jarząbek trzymają nad głową wodza dębowy wieniec; Jan Dubiel prezentuje dzieło mistrza pt. Zlew, a Florian Nycz na trąbce wygrywa jego chwałę i ogłasza nadchodzący czas sądu."
Natalia Kruszyna, Pracownia Pomorskiego A.D. 1966. DEC., w: Jerzy Duda-Gracz. Próba rekonstrukcji (monografia w przygotowaniu).

Obraz został namalowany w trakcie studiów Jerzego Dudy-Gracza na wspomnianym wydziale katowickiej filii. Dyplom uzyskał w 1968 roku za cykl olejnych obrazów, grafik i rysunków o tematyce żydowskiej - Judaiki. Co ciekawe, w okresie studiów prowadził zajęcia teatralne i plastyczne w Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym Żydów w Katowicach. Motywy żydowskie mocno zakorzeniły się w kompozycjach Dudy-Gracza. Powracały w jego twórczości do lat 90.

Dzieło pochodzące z kolekcji rodziny artysty, należy do rzadko spotykanych na rynku aukcyjnym wczesnych realizacji i stanowić może istotne uzupełnienie kolekcjonerskiego dorobku tego twórcy.


*wszelkie prawa zastrzeżone - Polski Dom Aukcyjny Wojciech Śladowski (www.polskidomaukcyjny.com.pl)