Proweniencja:
Warszawa, kolekcja prywatna
Wystawiany:
Warszawa, Centrum Praskie Koneser, Beksiński w Warszawie. Oczekiwanie…Postscriptum, 26.06-5.09.2021.
Reprodukowany:
Beksiński w Warszawie. Oczekiwanie…Postscriptum [katalog wystawy], wyd. Spatium Art, Warszawa 2021, s. 52.
Na początku lat 90. Zdzisław Beksiński otworzył w swojej sztuce nowy rozdział, porzucając definitywnie rozbudowane, metafizyczne pejzaże, które od lat 70. dominowały w jego malarstwie. Złożoność wcześniejszych kompozycji zaczęła mu ciążyć; artysta podjął więc konsekwentną redukcję formy, koncentrując się na przedstawieniach pojedynczych postaci – najczęściej ludzkiej figury, a z czasem niemal wyłącznie samej głowy. W tym zwrocie sztuka Beksińskiego zatoczyła koło, powracając do swoich źródeł – do intensywnego, emocjonalnego rysunku z lat 50. oraz do reliefowych abstrakcji, w których kluczową rolę odgrywała gra światła, tonu i plastycznego napięcia.
Nowy okres w malarstwie Beksińskiego charakteryzuje się niezwykłą subtelnością wartości malarskich. Jak pisał Banach: „W najlepszych pracach z okresu lat 90. wszystko to, co buduje obraz, jest najwyższej próby. (…) Szuka piękna tonu, półtonu, odcienia, który zawsze wrażliwy jest na światło. (…) Ta forma nie jest pusta, ona wyraża, jest nabrzmiała ekspresją – jest więc piękna” (W. Banach, Beksiński, Sanok 2005, s. 156). W tych kompozycjach Beksiński wychodzi od niemal monochromatycznych gam barwnych, rezygnując z kolorystycznych kontrastów na rzecz świetlistości, precyzji modelunku i idealnej harmonii całości.
Obrazy z lat 90. – do których należy prezentowana praca – wywodzą się pod względem warsztatowym z poprzedzających je pejzaży fantastycznych, zwłaszcza w sposobie traktowania powierzchni malarskiej. Charakterystyczny dla Beksińskiego brak faktury, wynikający z wygładzania kolejnych warstw, nosi wyraźne piętno jego drugiej wielkiej pasji: fotografii. Artysta często mówił o „fotografii snów” – obrazowaniu wyobraźni aparatem, który w jego przypadku stanowiły pędzle i farby. Ta metoda, choć łączyła się z ciągłą skłonnością do „wylizywania” obrazu, jak sam to określał, pozwalała mu osiągnąć wyjątkową iluzję miękkości i plastycznego światła.
Figura ludzka – a zwłaszcza głowa – była dla Beksińskiego idealnym polem do takich eksperymentów. Artysta niejednokrotnie powtarzał, że portret jest dla niego nieskończonym źródłem improwizacji: „Po prostu lubię malować głowę, nie umiem jednak wytłumaczyć dlaczego. Głowa jest wspaniałym polem do improwizacji. (…) Żeby wariacje były czytelne, temat musi być powszechnie znany. Głowa to właśnie taki temat – nawet głowa z trzydziestoma oczami będzie nadal głową” (Zdzisław Beksiński 1929-2005, BOSZ 2011, s. 76-77).
Prezentowana kompozycja w pełni realizuje tę koncepcję: monumentalna, organiczna forma, zbudowana z setek delikatnych pociągnięć, zdaje się pulsować pod powierzchnią obrazu. Wyłaniający się z bieli kontur głowy – jednocześnie rozpoznawalny i oniryczny – stanowi kwintesencję późnego Beksińskiego: malarstwa pozornie oszczędnego, a zarazem nasyconego intensywną, niemal metafizyczną ekspresją.
akryl, płyta pilśniowa
92 x 88 cm
sygn. na odwrociu: BEKSIŃSKI 93
Proweniencja:
Warszawa, kolekcja prywatna
Wystawiany:
Warszawa, Centrum Praskie Koneser, Beksiński w Warszawie. Oczekiwanie…Postscriptum, 26.06-5.09.2021.
Reprodukowany:
Beksiński w Warszawie. Oczekiwanie…Postscriptum [katalog wystawy], wyd. Spatium Art, Warszawa 2021, s. 52.
Na początku lat 90. Zdzisław Beksiński otworzył w swojej sztuce nowy rozdział, porzucając definitywnie rozbudowane, metafizyczne pejzaże, które od lat 70. dominowały w jego malarstwie. Złożoność wcześniejszych kompozycji zaczęła mu ciążyć; artysta podjął więc konsekwentną redukcję formy, koncentrując się na przedstawieniach pojedynczych postaci – najczęściej ludzkiej figury, a z czasem niemal wyłącznie samej głowy. W tym zwrocie sztuka Beksińskiego zatoczyła koło, powracając do swoich źródeł – do intensywnego, emocjonalnego rysunku z lat 50. oraz do reliefowych abstrakcji, w których kluczową rolę odgrywała gra światła, tonu i plastycznego napięcia.
Nowy okres w malarstwie Beksińskiego charakteryzuje się niezwykłą subtelnością wartości malarskich. Jak pisał Banach: „W najlepszych pracach z okresu lat 90. wszystko to, co buduje obraz, jest najwyższej próby. (…) Szuka piękna tonu, półtonu, odcienia, który zawsze wrażliwy jest na światło. (…) Ta forma nie jest pusta, ona wyraża, jest nabrzmiała ekspresją – jest więc piękna” (W. Banach, Beksiński, Sanok 2005, s. 156). W tych kompozycjach Beksiński wychodzi od niemal monochromatycznych gam barwnych, rezygnując z kolorystycznych kontrastów na rzecz świetlistości, precyzji modelunku i idealnej harmonii całości.
Obrazy z lat 90. – do których należy prezentowana praca – wywodzą się pod względem warsztatowym z poprzedzających je pejzaży fantastycznych, zwłaszcza w sposobie traktowania powierzchni malarskiej. Charakterystyczny dla Beksińskiego brak faktury, wynikający z wygładzania kolejnych warstw, nosi wyraźne piętno jego drugiej wielkiej pasji: fotografii. Artysta często mówił o „fotografii snów” – obrazowaniu wyobraźni aparatem, który w jego przypadku stanowiły pędzle i farby. Ta metoda, choć łączyła się z ciągłą skłonnością do „wylizywania” obrazu, jak sam to określał, pozwalała mu osiągnąć wyjątkową iluzję miękkości i plastycznego światła.
Figura ludzka – a zwłaszcza głowa – była dla Beksińskiego idealnym polem do takich eksperymentów. Artysta niejednokrotnie powtarzał, że portret jest dla niego nieskończonym źródłem improwizacji: „Po prostu lubię malować głowę, nie umiem jednak wytłumaczyć dlaczego. Głowa jest wspaniałym polem do improwizacji. (…) Żeby wariacje były czytelne, temat musi być powszechnie znany. Głowa to właśnie taki temat – nawet głowa z trzydziestoma oczami będzie nadal głową” (Zdzisław Beksiński 1929-2005, BOSZ 2011, s. 76-77).
Prezentowana kompozycja w pełni realizuje tę koncepcję: monumentalna, organiczna forma, zbudowana z setek delikatnych pociągnięć, zdaje się pulsować pod powierzchnią obrazu. Wyłaniający się z bieli kontur głowy – jednocześnie rozpoznawalny i oniryczny – stanowi kwintesencję późnego Beksińskiego: malarstwa pozornie oszczędnego, a zarazem nasyconego intensywną, niemal metafizyczną ekspresją.