POCHODZENIE:
- Galerie Hans Neuendorf, Frankfurt nad Menem, Niemcy
- kolekcja prywatna, Warszawa

LITERATURA:
- Jola Gola, Leon Tarasewicz, Warszawa 2007, s. 241 (il.)

„W całej postawie artystycznej Leona Tarasewicza, nie tylko w malarstwie, tkwi szereg prostych i pięknych przekonań, m. in. właśnie to, może werbalnie nie wyrażone, ale narzucające się już w pierwszym zetknięciu z jego sztuką, że piękno tkwi w prostocie. Tak jak inne prawdy dotyczące postaci i malarstwa Tarasewicza, również i ta ma w istocie modernistyczny rodowód”. – ŁUKASZ GORCZYCA

Wydaje się, że dwiema najważniejszymi cechami sztuki Leona Tarasewicza są kolor i malarskość. Tę ostatnią jej charakterystykę należy celowo określić w sposób bardziej ogólny niż tradycyjnie pojmowane malarstwo, ponieważ artysta czyniąc punktem wyjścia to właśnie medium wielokrotnie przekraczał jego tradycyjne ramy i granice – zwłaszcza pojęcie „przekraczania ram” wydaje się tu szczególnie trafne, ponieważ jego obrazy niejednokrotnie stawały się częścią większej przestrzennej aranżacji czy instalacji, której głównymi środkami wyrazu pozostawały intensywne, nasycone barwy.

Prezentowane tutaj płótno pochodzi z okresu, gdy artysta pozostawał jeszcze wierny wyłącznie malarstwu sztalugowemu. W 1987 malarz wyjechał po raz pierwszy do Stanów Zjednoczonych Ameryki na stypendium ufundowane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. W następnym roku odbył kolejną podróż do USA, tym razem dzięki stypendium Fundacji Kościuszkowskiej. Zarówno pierwsza, jak i druga podróż były dla artysty okazją do zwiedzenia kilku amerykańskich parków narodowych. Owocem tej podróży była seria obrazów, która powstawała zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i później w Polsce. Były one utrzymane w tonacji niebiesko-czerwono-żółtej.

Prezentowane tu płótno należy do grupy obrazów, które powstały pod wrażeniem wspomnianej podróży. Artysta przedstawił na nich daleko przetransponowane widoki natury, sprowadzone do kilku podstawowych barw. Trudno stwierdzić nawet, czy poszczególne motywy w obrazach da się rozpoznać jako widoki konkretnych miejsc czy elementów krajobrazu. Być może obrazy te powstawały pod ogólnym wrażeniem amerykańskiej przyrody. Znajdujący się pośrodku prezentowanego tu obrazu wertykalny, podłużny kształt może przywodzić na myśl różne skojarzenia z pejzażem, trudno przesądzić o jego właściwym znaczeniu. Kluczowe dla tej serii – co charakterystyczne dla malarstwa Tarasewicza w ogóle – wydaje się zestawienie kolorów, gra barw: głębokiego błękitu z żółcieniem, co daje mocno kontrastowy efekt i pozwala żółtym plamom mienić się jasno na ciemnym tle.

Krajobraz w twórczości Tarasewicz odgrywa ważną rolę. Artysta wielokrotnie powraca do tego zagadnienia, przedstawiając przykładowo horyzontalne widoki drzew. Kompozycje malarza często balansują na granicy rozpoznawalności motywu, lokują się gdzieś pomiędzy abstrakcją i figuracją – jak w przypadku prezentowanego tu płótna – często bywają również zupełnie nieprzedstawiające. Wówczas artysta skupia się na zagadnieniu zestawień kolorystycznych, ich wzajemnym oddziaływaniu. To właśnie intensywne barwy są rozpoznawczym znakiem malarstwa artysty. Ta barwność sprawia, że sztuka artysty opisywana bywa jako nosząca znamiona tradycji polskiego koloryzmu. Sam artysta tak komentował tę kwestię: „Rodziny się nie wybiera. Cybis to dziadek, pradziadek Józef Pankiewicz, a prapradziadek to Jan Matejko. Widzisz, jaka linia! Żartuję trochę z koloryzmu, bo to taka choroba, która w Polsce opanowała cały świat kształcenia. On jest strasznie obciążony koloryzmem francuskim, nawet jeżeli niektórzy chcieli być bardzo ekspresyjni. Jesteśmy w takim kręgu kulturowym, że koloryzmu nie da się ominąć. To jest w edukacji i koniec” (cyt. za: Czas jest szybszy niż my, z Leonem Tarasewiczem rozmawiała Olga Wysocka, [w:] Co po Cybisie?, red. Michał Jachuła, Małgorzata Jurkiewicz, katalog wystawy, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2018, s. 190).

Tarasewicz zwłaszcza w ostatnich latach przekraczał granice płótna w malarstwie, stosował też nietradycyjne materiały, jak chociażby barwioną zaprawę tynkową. Niekiedy artysta używał nawet sproszkowanego pigmentu, który rozsypywał na podłodze galerii, która stawała się wówczas malarskim podłożem. Zajmował się również projektowaniem dekoracji ceramicznej czy tworzeniem obrazów-instalacji pokrywających ściany, szczelnie wypełniających przestrzeń architektoniczną – za każdym razem powracał wówczas do podstawowych dla siebie zagadnień czysto malarskich, eksponował kolor, fakturę oraz ich wzajemną „pracę”, uwidaczniającą się w oddziaływaniu na zmysły widzów.

Mieszka i tworzy w rodzinnej wsi Waliły na białostocczyźnie. Studiował w warszawskiej ASP. Dyplom uzyskał w 1984 r. w pracowni prof. T. Dominika. Zadebiutował w warszawskiej galerii Foksal w 1984 r. Współpraca z galerią Foksal umożliwiła artyście zaprezentowanie swoich prac europejskiemu odbiorcy. Począwszy od wystawy indywidualnej w Galleria del Cavallino w Wenecji trwa zainteresowanie twórczością artysty marszandów i kolekcjonerów z Europy i USA. Już w 1988 r. prace Tarasewicza prezentowane były na w ramach weneckiego Biennale na wystawie Aperto`88. Laureat wielu nagród, między innymi "Jana Cybisa", "Nagrody Nowosielskich". Wczesne obrazy artysty przypominały pejzaże, z których eliminował stopniowo "zbędne" elementy, proponując bardzo osobistą wersję natury. W pracach z ostatnich lat przełamuje formalne ograniczenia malarstwa do przestrzeni rozpiętego na ramie płótna. Często korzysta z możliwości wyjścia poza ramy blejtramu. Maluje przestrzeń ścian, kolumn, podłóg. Jak sam mówi " ...malarstwo od swego zarania w neolicie powstawało na ścianach, posadzkach czy sufitach."

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.

47
Leon TARASEWICZ (ur. 1957)

Bez tytułu, 1988 r.

olej/płótno, 130 x 170 cm
sygnowany i datowany na odwrociu: 'LEON TARASEWICZ 1988 | [adres artysty]'

Zobacz katalog

DESA UNICUM

Sztuka Współczesna: Klasycy Awangardy po 1945

10.10.2019

19:00

Niesprzedane
Cena wywoławcza:
Estymacja: 120 000 - 160 000 zł
Opłaty dodatkowe: droit de suite

POCHODZENIE:
- Galerie Hans Neuendorf, Frankfurt nad Menem, Niemcy
- kolekcja prywatna, Warszawa

LITERATURA:
- Jola Gola, Leon Tarasewicz, Warszawa 2007, s. 241 (il.)

„W całej postawie artystycznej Leona Tarasewicza, nie tylko w malarstwie, tkwi szereg prostych i pięknych przekonań, m. in. właśnie to, może werbalnie nie wyrażone, ale narzucające się już w pierwszym zetknięciu z jego sztuką, że piękno tkwi w prostocie. Tak jak inne prawdy dotyczące postaci i malarstwa Tarasewicza, również i ta ma w istocie modernistyczny rodowód”. – ŁUKASZ GORCZYCA

Wydaje się, że dwiema najważniejszymi cechami sztuki Leona Tarasewicza są kolor i malarskość. Tę ostatnią jej charakterystykę należy celowo określić w sposób bardziej ogólny niż tradycyjnie pojmowane malarstwo, ponieważ artysta czyniąc punktem wyjścia to właśnie medium wielokrotnie przekraczał jego tradycyjne ramy i granice – zwłaszcza pojęcie „przekraczania ram” wydaje się tu szczególnie trafne, ponieważ jego obrazy niejednokrotnie stawały się częścią większej przestrzennej aranżacji czy instalacji, której głównymi środkami wyrazu pozostawały intensywne, nasycone barwy.

Prezentowane tutaj płótno pochodzi z okresu, gdy artysta pozostawał jeszcze wierny wyłącznie malarstwu sztalugowemu. W 1987 malarz wyjechał po raz pierwszy do Stanów Zjednoczonych Ameryki na stypendium ufundowane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. W następnym roku odbył kolejną podróż do USA, tym razem dzięki stypendium Fundacji Kościuszkowskiej. Zarówno pierwsza, jak i druga podróż były dla artysty okazją do zwiedzenia kilku amerykańskich parków narodowych. Owocem tej podróży była seria obrazów, która powstawała zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i później w Polsce. Były one utrzymane w tonacji niebiesko-czerwono-żółtej.

Prezentowane tu płótno należy do grupy obrazów, które powstały pod wrażeniem wspomnianej podróży. Artysta przedstawił na nich daleko przetransponowane widoki natury, sprowadzone do kilku podstawowych barw. Trudno stwierdzić nawet, czy poszczególne motywy w obrazach da się rozpoznać jako widoki konkretnych miejsc czy elementów krajobrazu. Być może obrazy te powstawały pod ogólnym wrażeniem amerykańskiej przyrody. Znajdujący się pośrodku prezentowanego tu obrazu wertykalny, podłużny kształt może przywodzić na myśl różne skojarzenia z pejzażem, trudno przesądzić o jego właściwym znaczeniu. Kluczowe dla tej serii – co charakterystyczne dla malarstwa Tarasewicza w ogóle – wydaje się zestawienie kolorów, gra barw: głębokiego błękitu z żółcieniem, co daje mocno kontrastowy efekt i pozwala żółtym plamom mienić się jasno na ciemnym tle.

Krajobraz w twórczości Tarasewicz odgrywa ważną rolę. Artysta wielokrotnie powraca do tego zagadnienia, przedstawiając przykładowo horyzontalne widoki drzew. Kompozycje malarza często balansują na granicy rozpoznawalności motywu, lokują się gdzieś pomiędzy abstrakcją i figuracją – jak w przypadku prezentowanego tu płótna – często bywają również zupełnie nieprzedstawiające. Wówczas artysta skupia się na zagadnieniu zestawień kolorystycznych, ich wzajemnym oddziaływaniu. To właśnie intensywne barwy są rozpoznawczym znakiem malarstwa artysty. Ta barwność sprawia, że sztuka artysty opisywana bywa jako nosząca znamiona tradycji polskiego koloryzmu. Sam artysta tak komentował tę kwestię: „Rodziny się nie wybiera. Cybis to dziadek, pradziadek Józef Pankiewicz, a prapradziadek to Jan Matejko. Widzisz, jaka linia! Żartuję trochę z koloryzmu, bo to taka choroba, która w Polsce opanowała cały świat kształcenia. On jest strasznie obciążony koloryzmem francuskim, nawet jeżeli niektórzy chcieli być bardzo ekspresyjni. Jesteśmy w takim kręgu kulturowym, że koloryzmu nie da się ominąć. To jest w edukacji i koniec” (cyt. za: Czas jest szybszy niż my, z Leonem Tarasewiczem rozmawiała Olga Wysocka, [w:] Co po Cybisie?, red. Michał Jachuła, Małgorzata Jurkiewicz, katalog wystawy, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2018, s. 190).

Tarasewicz zwłaszcza w ostatnich latach przekraczał granice płótna w malarstwie, stosował też nietradycyjne materiały, jak chociażby barwioną zaprawę tynkową. Niekiedy artysta używał nawet sproszkowanego pigmentu, który rozsypywał na podłodze galerii, która stawała się wówczas malarskim podłożem. Zajmował się również projektowaniem dekoracji ceramicznej czy tworzeniem obrazów-instalacji pokrywających ściany, szczelnie wypełniających przestrzeń architektoniczną – za każdym razem powracał wówczas do podstawowych dla siebie zagadnień czysto malarskich, eksponował kolor, fakturę oraz ich wzajemną „pracę”, uwidaczniającą się w oddziaływaniu na zmysły widzów.

Mieszka i tworzy w rodzinnej wsi Waliły na białostocczyźnie. Studiował w warszawskiej ASP. Dyplom uzyskał w 1984 r. w pracowni prof. T. Dominika. Zadebiutował w warszawskiej galerii Foksal w 1984 r. Współpraca z galerią Foksal umożliwiła artyście zaprezentowanie swoich prac europejskiemu odbiorcy. Począwszy od wystawy indywidualnej w Galleria del Cavallino w Wenecji trwa zainteresowanie twórczością artysty marszandów i kolekcjonerów z Europy i USA. Już w 1988 r. prace Tarasewicza prezentowane były na w ramach weneckiego Biennale na wystawie Aperto`88. Laureat wielu nagród, między innymi "Jana Cybisa", "Nagrody Nowosielskich". Wczesne obrazy artysty przypominały pejzaże, z których eliminował stopniowo "zbędne" elementy, proponując bardzo osobistą wersję natury. W pracach z ostatnich lat przełamuje formalne ograniczenia malarstwa do przestrzeni rozpiętego na ramie płótna. Często korzysta z możliwości wyjścia poza ramy blejtramu. Maluje przestrzeń ścian, kolumn, podłóg. Jak sam mówi " ...malarstwo od swego zarania w neolicie powstawało na ścianach, posadzkach czy sufitach."

PODATKI I OPŁATY:
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.