Pochodzenie:
Obraz został zakupiony w 1990 r. w Paryżu do Muzeum Sztuki Europejskiej w Osace w Japonii.
Następnie, po zamknięciu muzeum, w prywatnej kolekcji w Azji.

– Wykorzystuje pan w swoim malarstwie takie elementy, jak katedra, ukrzyżowana postać, krzyż, cmentarz, skarlały władca siedzący na przepysznym tronie itd. Twierdzi pan, że za tym malarstwem nie kryją się żadne sekretne treści, nie lubi pan symbolu. Jednak powielanie tych elementów wręcz narzuca odbiorcy takie podejrzenia, że jednak coś się kryje, że coś tam musi być.
– Coś się może i kryje, ale pan powołał się na fakt, że nie lubię symbolu. Człowiek operujący symbolem wie, co ukrywa za rzeczami. Nie twierdzę, że za moimi rzeczami nic się nie kryje.
Ja, prawdę mówiąc, nie wiem. Tak jak we śnie... Można go rozbierać posługując się takim czy innym systemem analizy, ale właściwie człowiek nie wie, co się za tym kryje. Poza tym nie jest
to dla mnie aż tak istotne. Posługuję się stereotypem formalnym. Po prostu operuję postacią siedzącą, postacią przy stole, popiersiem, portretem, najchętniej zresztą maluję twarze. Ten okres, na który pan się powołuje, to już jest jakby etap w mojej twórczości – takich persyflaży malarstwa XIX wieku, który był gdzieś między początkiem lat siedemdziesiątych a ich końcem. Później malowałem inne obrazy, przedtem także, natomiast tamte przybiły mi jakąś pieczątkę i wszyscy do nich wracają i pytają co to znaczy.
Tylko paranoicy są konsekwentni, rozmowa Krzysztofa Andrackiego ze Zdzisławem Beksińskim, „Przegląd Tygodniowy“, nr 18, 30 IV 1989

124
Zdzisław BEKSIŃSKI (1929-2005)

BEZ TYTUŁU, 1988

olej, płyta pilśniowa
87,2 x 73 cm
sygn. na odwrocie na płycie: BEKSIŃSKI 88
poniżej: 3 oraz stempel wywozowy; p.g.: X0’5

* do wylicytowanej ceny doliczona zostanie opłata dodatkowa (podatek graniczny) w wys. 8 % wylicytowanej kwoty

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

Pochodzenie:
Obraz został zakupiony w 1990 r. w Paryżu do Muzeum Sztuki Europejskiej w Osace w Japonii.
Następnie, po zamknięciu muzeum, w prywatnej kolekcji w Azji.

– Wykorzystuje pan w swoim malarstwie takie elementy, jak katedra, ukrzyżowana postać, krzyż, cmentarz, skarlały władca siedzący na przepysznym tronie itd. Twierdzi pan, że za tym malarstwem nie kryją się żadne sekretne treści, nie lubi pan symbolu. Jednak powielanie tych elementów wręcz narzuca odbiorcy takie podejrzenia, że jednak coś się kryje, że coś tam musi być.
– Coś się może i kryje, ale pan powołał się na fakt, że nie lubię symbolu. Człowiek operujący symbolem wie, co ukrywa za rzeczami. Nie twierdzę, że za moimi rzeczami nic się nie kryje.
Ja, prawdę mówiąc, nie wiem. Tak jak we śnie... Można go rozbierać posługując się takim czy innym systemem analizy, ale właściwie człowiek nie wie, co się za tym kryje. Poza tym nie jest
to dla mnie aż tak istotne. Posługuję się stereotypem formalnym. Po prostu operuję postacią siedzącą, postacią przy stole, popiersiem, portretem, najchętniej zresztą maluję twarze. Ten okres, na który pan się powołuje, to już jest jakby etap w mojej twórczości – takich persyflaży malarstwa XIX wieku, który był gdzieś między początkiem lat siedemdziesiątych a ich końcem. Później malowałem inne obrazy, przedtem także, natomiast tamte przybiły mi jakąś pieczątkę i wszyscy do nich wracają i pytają co to znaczy.
Tylko paranoicy są konsekwentni, rozmowa Krzysztofa Andrackiego ze Zdzisławem Beksińskim, „Przegląd Tygodniowy“, nr 18, 30 IV 1989