Pochodzenie:
– Obraz został zakupiony w 1990 r. w Paryżu do Muzeum Sztuki Europejskiej w Osace w Japonii.
– Po zamknięciu muzeum, prywatna kolekcja w Azji.

Obraz reprodukowany i opisany:
– Strona internetowa Dmochowski Gallery NET (Sala 11. Obrazy. Lata 1984-1989);
– Kolekcja japońska. Beksiński i inni, Agra-Art,Warszawa 2021, il. barwna (tytuł publikacji roboczy; album w przy gotowaniu, prezentuje tzw. kolekcję japońską).

Motyw krzyża był obecny na każdym etapie twórczości artysty, który – szczególnie w obrazach z lat 80. – nadawał mu formę odległą od ikonicznego, łacińskiego ujęcia. Dominujące w apokaliptycznym pejzażu majestatyczne konstrukcje były zazwyczaj pozbawione górnej części pionowej belki i rozpiętej na ramionach ukrzyżowanej postaci. O swojej fascynacji tematem krucyfiksu i jego malarskiej kreacji, artysta opowiadał w jednym z wywiadów wieloletniemu dyrektorowi Muzeum Historycznego w Sano ku, Wiesławowi Banachowi:
– Jest to dla mnie próba, powiedzmy, zmierzenia się z kolegami po fachu, którzy malowali ukrzyżowanie, tylko namalowania go po swojemu. To nie jest wyznanie wiary bynajmniej. (...) Mi chodziło w tym wypadku o dramatyzm tego, co Rembrandt nazywał poruszeniem. Więc jest to muzyczno emocjonalny akcent w tym, co maluję.
– Które spośród środków artystycznych są dla Pana tymi najbardziej nośnymi do osiągnięcia tego dramatyzmu?
– Dla mnie kształt chyba najsilniej oddziałuje. Kształt i oświetlenie. Trzaśnięcie jakimś silnym kolorem nigdy mi nie pomaga. Jakoś mogę trzasnąć silnym kolorem czasem, bo czuję, że musi być coś, co jest inne w kolorze, ale nie czuję, żeby kolor mnie osobiście pomagał w uzyskaniu ekspresji. Ja nieustannie toczę walkę sam ze sobą na zasadzie, powiedzmy, walki estetyzmu z ekspresjonizmem. Chciałbym, żeby rzecz była maksymalnie ekspresyjna, ale nie znoszę, jeśli jest farbą naciapaną byle jak, bo wtedy się najłatwiej ekspresję uzyskuje, gdy się szerokim pędzlem chlapnie ostro i zostawi. Ja nie mogę tego znieść, ja jestem chory, jeżeli ja nie popracuję nad tym obrazem. Im więcej pracuję, im on jest lepiej formalnie opracowany, tym coraz bardziej traci ekspresję. Ja muszę się gdzieś na jakiejś granicy za trzymać. I się zastanawiam, gdzie jest ta granica, na której warto się zatrzymać, żeby jeszcze ekspresja całkowicie nie wyparowała na rzecz estetyzmu. Ale to jest moja osobista Scylla i Charybda. Zawsze muszę przepłynąć przez środek między nimi, tracąc trochę z jednego i trochę z drugiego. (Wiesław Banach, Krzyż w sztuce Zdzisława Beksińskiego, [w:] Zdzisław Beksiński w Muzeum Historycznym w Sanoku, Sanok 2005, s. 138-140

116
Zdzisław BEKSIŃSKI (1929-2005)

BEZ TYTUŁU, 1982

olej, płyta pilśniowa, 87,2 x 73 cm
sygn. na odwr. na płycie: BEKSIŃSKI | 1982

Zobacz katalog

AGRA-ART

Aukcja Sztuki Współczesnej

13.06.2021

17:00

Sprzedane 310 000 zł (387 500 zł z opłatą aukcyjną)
Cena wywoławcza: 160 000 zł
Estymacja: 250 000 - 450 000 zł
Opłaty dodatkowe: droit de suite

Pochodzenie:
– Obraz został zakupiony w 1990 r. w Paryżu do Muzeum Sztuki Europejskiej w Osace w Japonii.
– Po zamknięciu muzeum, prywatna kolekcja w Azji.

Obraz reprodukowany i opisany:
– Strona internetowa Dmochowski Gallery NET (Sala 11. Obrazy. Lata 1984-1989);
– Kolekcja japońska. Beksiński i inni, Agra-Art,Warszawa 2021, il. barwna (tytuł publikacji roboczy; album w przy gotowaniu, prezentuje tzw. kolekcję japońską).

Motyw krzyża był obecny na każdym etapie twórczości artysty, który – szczególnie w obrazach z lat 80. – nadawał mu formę odległą od ikonicznego, łacińskiego ujęcia. Dominujące w apokaliptycznym pejzażu majestatyczne konstrukcje były zazwyczaj pozbawione górnej części pionowej belki i rozpiętej na ramionach ukrzyżowanej postaci. O swojej fascynacji tematem krucyfiksu i jego malarskiej kreacji, artysta opowiadał w jednym z wywiadów wieloletniemu dyrektorowi Muzeum Historycznego w Sano ku, Wiesławowi Banachowi:
– Jest to dla mnie próba, powiedzmy, zmierzenia się z kolegami po fachu, którzy malowali ukrzyżowanie, tylko namalowania go po swojemu. To nie jest wyznanie wiary bynajmniej. (...) Mi chodziło w tym wypadku o dramatyzm tego, co Rembrandt nazywał poruszeniem. Więc jest to muzyczno emocjonalny akcent w tym, co maluję.
– Które spośród środków artystycznych są dla Pana tymi najbardziej nośnymi do osiągnięcia tego dramatyzmu?
– Dla mnie kształt chyba najsilniej oddziałuje. Kształt i oświetlenie. Trzaśnięcie jakimś silnym kolorem nigdy mi nie pomaga. Jakoś mogę trzasnąć silnym kolorem czasem, bo czuję, że musi być coś, co jest inne w kolorze, ale nie czuję, żeby kolor mnie osobiście pomagał w uzyskaniu ekspresji. Ja nieustannie toczę walkę sam ze sobą na zasadzie, powiedzmy, walki estetyzmu z ekspresjonizmem. Chciałbym, żeby rzecz była maksymalnie ekspresyjna, ale nie znoszę, jeśli jest farbą naciapaną byle jak, bo wtedy się najłatwiej ekspresję uzyskuje, gdy się szerokim pędzlem chlapnie ostro i zostawi. Ja nie mogę tego znieść, ja jestem chory, jeżeli ja nie popracuję nad tym obrazem. Im więcej pracuję, im on jest lepiej formalnie opracowany, tym coraz bardziej traci ekspresję. Ja muszę się gdzieś na jakiejś granicy za trzymać. I się zastanawiam, gdzie jest ta granica, na której warto się zatrzymać, żeby jeszcze ekspresja całkowicie nie wyparowała na rzecz estetyzmu. Ale to jest moja osobista Scylla i Charybda. Zawsze muszę przepłynąć przez środek między nimi, tracąc trochę z jednego i trochę z drugiego. (Wiesław Banach, Krzyż w sztuce Zdzisława Beksińskiego, [w:] Zdzisław Beksiński w Muzeum Historycznym w Sanoku, Sanok 2005, s. 138-140