"Sztuka XX-go wieku żyje pod znakiem opętania formą, nie przestając podejmować histerycznych prób zażegnania formalnego skostnienia. Autonomizacja formy doprowadziła do zakwestionowania sensu sztuki. Istotą i ambicją awangardy było odrzucanie form zastanych i powoływanie nowych, co miało zapewnić artystom pełnię wolności twórczej. Sztuka popadała więc z jednej niewoli w drugą. Tworzenie, wypełnianie i odrzucanie konwencji nie przyniosło oczekiwanego wyzwolenia i nie doprowadziło do odkrycia nowej, niczym nie skrępowanej drogi rozwoju artystycznego. Uzmysławiając możliwości i ograniczenia działania w sztuce, sukcesja kierunków spełniła niezwykle potrzebną funkcję. Obecnie jednak jest to formuła wyczerpana. Jednocześnie nie wierzę w twórcze i odkrywcze uprawianie jednej konwencji. Od dawna poszukiwałem więc sposobu odrzucenia formalnych stereotypów. Wydaje mi się, ze projekt równoległego uprawiania odmiennych dziedzin może być propozycją pozytywnego rozwiązania zaistniałego problemu. W sytuacji, gdy nieustanna zmienność nie stanowi wartości sama w sobie, jedynie uporczywa kontynuacja wybranych kwestii potrafi doprowadzić do pełni artystę i jego dzieło. Zwiększające się wówczas ryzyko martwicy formy neutralizuje w moim przypadku równoległość dwu praktyk. Fotografią i malarstwem zajmuję się przemiennie, chociaż z początku nie miałem świadomości wynikającej stąd swobody artystycznej. Nigdy nie starałem się, aby moje malarstwo naśladowało fotografię lub odwrotnie. Nigdy nie czułem potrzeby działań interdyscyplinarnych - malowania na fotografiach czy doklejania zdjęć na obrazach. Fotografia i malarstwo rozwijają się w mojej twórczości niezależnie. Bezwzględnie przestrzegam w związku z tym czystości gatunkowej. Praca nad formą w jednej dziedzinie nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się w drugiej. Zestawienie malarstwa i fotografii pozwala mi uświadomić sobie, czy nie obieram fałszywej drogi. Zyskuję dzięki temu dystans do własnej pracy. Asymetria nie jest więc czczym pomysłem formalnym umożliwiającym produkowanie interesujących i w miarę spójnych prac. Konfrontacja fotografii i malarstwa w obrębie jednego cyklu - nie w sensie jednoczesnej ekspozycji, lecz równoczesnego uprawiania - pozwala mi przekroczyć formę. Forma stanowi bowiem zaledwie środek prowadzący do celu. Jest znakiem, który nie oznacza wyłącznie samego siebie. (...) W ostatnich pracach interesuje mnie przede wszystkim fenomen odbioru W malarstwie pragnę unaocznić, że odbiór zawiera się między przedmiotem sztuki a wrażliwością patrzącego. Wytwarza się w ten sposób nowa wartość - zależna od obrazu i odbiorcy, ale urzeczywistniająca się dopiero w fenomenologicznym akcie odbioru wizualnego. Wydobycie na pierwszy plan tego zjawiska stanowi poniekąd unieważnienie obrazu jako przedmiotu. Jeżeli obserwując obraz jesteśmy w słanie przenieść uwagę na zjawiskowość odbioru, dotykamy wówczas problemu naszego kontaktu ze światem i bycia w świecie. Obydwie te sprawy ujawniają się w fenomenologicznym doświadczeniu odbioru, które zyskuje tym samym wymiar ontologiczny. Mam na myśli takie doświadczenie, które dotyczy dramatu bycia. Nasz obraz świata jest odblaskiem tego, co nas rzeczywiście otacza, ale tylko odblaskiem, śladem naszej świadomości. I ta intuicja, albo i świadomość uwięzienia w strefie percepcji. a więc niemożności bezpośredniego dotarcia do świata, to klaustrofobiczne przerażenie, o które mamy możność się otrzeć poprzez sztukę, stanowi tej sztuki podstawowy sens".
Zbigniew Dłubak, Rozmowy o sztuce, [w:] Dłubak, katalog wystawy indywidualnej w Galerii Arsenał, Białystok, 1998, s. 14-15

8
Zbigniew DŁUBAK (1921 Radomsko -2005 Warszawa)

Asymetria 83, 1994 r.

akryl/płótno, 100 x 140 cm
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: `Zbigniew DŁUBAK ASYMETRIA 83 1994 100 x 140 cm akryl`

Kup abonament Wykup abonament, aby zobaczyć więcej informacji

"Sztuka XX-go wieku żyje pod znakiem opętania formą, nie przestając podejmować histerycznych prób zażegnania formalnego skostnienia. Autonomizacja formy doprowadziła do zakwestionowania sensu sztuki. Istotą i ambicją awangardy było odrzucanie form zastanych i powoływanie nowych, co miało zapewnić artystom pełnię wolności twórczej. Sztuka popadała więc z jednej niewoli w drugą. Tworzenie, wypełnianie i odrzucanie konwencji nie przyniosło oczekiwanego wyzwolenia i nie doprowadziło do odkrycia nowej, niczym nie skrępowanej drogi rozwoju artystycznego. Uzmysławiając możliwości i ograniczenia działania w sztuce, sukcesja kierunków spełniła niezwykle potrzebną funkcję. Obecnie jednak jest to formuła wyczerpana. Jednocześnie nie wierzę w twórcze i odkrywcze uprawianie jednej konwencji. Od dawna poszukiwałem więc sposobu odrzucenia formalnych stereotypów. Wydaje mi się, ze projekt równoległego uprawiania odmiennych dziedzin może być propozycją pozytywnego rozwiązania zaistniałego problemu. W sytuacji, gdy nieustanna zmienność nie stanowi wartości sama w sobie, jedynie uporczywa kontynuacja wybranych kwestii potrafi doprowadzić do pełni artystę i jego dzieło. Zwiększające się wówczas ryzyko martwicy formy neutralizuje w moim przypadku równoległość dwu praktyk. Fotografią i malarstwem zajmuję się przemiennie, chociaż z początku nie miałem świadomości wynikającej stąd swobody artystycznej. Nigdy nie starałem się, aby moje malarstwo naśladowało fotografię lub odwrotnie. Nigdy nie czułem potrzeby działań interdyscyplinarnych - malowania na fotografiach czy doklejania zdjęć na obrazach. Fotografia i malarstwo rozwijają się w mojej twórczości niezależnie. Bezwzględnie przestrzegam w związku z tym czystości gatunkowej. Praca nad formą w jednej dziedzinie nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się w drugiej. Zestawienie malarstwa i fotografii pozwala mi uświadomić sobie, czy nie obieram fałszywej drogi. Zyskuję dzięki temu dystans do własnej pracy. Asymetria nie jest więc czczym pomysłem formalnym umożliwiającym produkowanie interesujących i w miarę spójnych prac. Konfrontacja fotografii i malarstwa w obrębie jednego cyklu - nie w sensie jednoczesnej ekspozycji, lecz równoczesnego uprawiania - pozwala mi przekroczyć formę. Forma stanowi bowiem zaledwie środek prowadzący do celu. Jest znakiem, który nie oznacza wyłącznie samego siebie. (...) W ostatnich pracach interesuje mnie przede wszystkim fenomen odbioru W malarstwie pragnę unaocznić, że odbiór zawiera się między przedmiotem sztuki a wrażliwością patrzącego. Wytwarza się w ten sposób nowa wartość - zależna od obrazu i odbiorcy, ale urzeczywistniająca się dopiero w fenomenologicznym akcie odbioru wizualnego. Wydobycie na pierwszy plan tego zjawiska stanowi poniekąd unieważnienie obrazu jako przedmiotu. Jeżeli obserwując obraz jesteśmy w słanie przenieść uwagę na zjawiskowość odbioru, dotykamy wówczas problemu naszego kontaktu ze światem i bycia w świecie. Obydwie te sprawy ujawniają się w fenomenologicznym doświadczeniu odbioru, które zyskuje tym samym wymiar ontologiczny. Mam na myśli takie doświadczenie, które dotyczy dramatu bycia. Nasz obraz świata jest odblaskiem tego, co nas rzeczywiście otacza, ale tylko odblaskiem, śladem naszej świadomości. I ta intuicja, albo i świadomość uwięzienia w strefie percepcji. a więc niemożności bezpośredniego dotarcia do świata, to klaustrofobiczne przerażenie, o które mamy możność się otrzeć poprzez sztukę, stanowi tej sztuki podstawowy sens".
Zbigniew Dłubak, Rozmowy o sztuce, [w:] Dłubak, katalog wystawy indywidualnej w Galerii Arsenał, Białystok, 1998, s. 14-15